...nienawidzil...
Ostatnie slowo odbilo sie echem w jego umysle.
Nienawidzil go. Snape przez caly ten czas go nienawidzil... a on tylko chcial z nim byc. Tylko tyle.
Po prostu byc.
Jak mogl byc taki naiwny? Jak mogl myslec, ze cokolwiek dla niego znaczy? Jak mogl az tak sie pomylic? Przez caly czas byl dla niego jedynie... narzedziem. Tak samo, jak dla wszystkich innych. Narzedziem sluzacym do pokonania Voldemorta, nieprzydatnym do niczego innego. Kompletnie niepotrzebnym. Bezuzytecznym.
Uniosl glowe. Z jego wlosow spadlo kilka platkow sniegu. Skora byla zaczerwieniona od zimna, cale cialo dygotalo. Ale w zielonych oczach nie bylo niczego.
Dobrze. Skoro wszyscy tak go traktowali... w takim razie tak wlasnie bedzie sie zachowywal. Pozbedzie sie swoich uczuc, pozbedzie sie wszystkiego, co czyni go Harrym, pozostawiajac jedynie blizne i okulary, poniewaz tylko to w nim dostrzegali. Nigdy nie byl dla nich niczym innym... niczym wiecej.
Tylko Potterem.
***
Ciemnosc poglebila sie, gdy jedyny wolny od chmur skrawek nieba, przez ktory przebijalo sie delikatne swiatlo ksiezyca, zostal przez nie zasnuty. Snieg padal cicho. Osiadajace na ziemi platki nie wydawaly zadnego dzwieku. Nawet wiatr postanowil na jakis czas zawiesic swoja dzialalnosc i odpoczac. Ale w te odosobniona cisze natury wkradal sie powoli jakis dzwiek.
Kroki. Skrzypiace na sniegu, rozcinajace idealnie gladka, biala plachte.
Przez blonia podazala ciemna sylwetka. Odcinajaca sie od bieli sniegu czernia swych szat i calkowicie zakrywajacego glowe kaptura. Nie spieszyla sie. Szla powoli, rozgarniajac butami snieg. Wyprostowana, chociaz wydawalo sie, ze barki ma nieco przygarbione, jakby cos na nich ciazylo. Kierowala sie w strone ciemnej, wyrastajacej z bialej koldry sciany Zakazanego Lasu. Lecz kiedy do niej dotarla i pierwsze drzewa ukryly ja w swym mroku, zatrzymala sie. I odwrocila powoli, spogladajac na pozostawiony za plecami Hogwart.
Stala tak nieruchomo przez pewien czas, przygladajac sie pograzonym w ciemnosci wiezom zamku i plonacym w niektorych oknach, odleglym swiatlom. Jej wzrok powedrowal ku wschodniej wiezy i zatrzymal sie tam, przypatrujac sie jej przez niezwykle dlugi czas.
Po chwili jednak postac poruszyla sie. Uniosla prawa dlon i przycisnela ja do lewego przedramienia. Powoli odwrocila sie plecami do zamku i spojrzala w rozciagajacy sie przed nia gesty, lepki mrok. W aksamitnej ciszy rozlegl sie trzask aportacji.
Na sniegu pozostaly jedynie urwane slady. Severus Snape odszedl.
--- rozdzial 57 ---
57. Nothing I've become
I abandoned this love and laid it to rest
And now I'm one of the forgotten
I'm not, I'm not myself
Feel like I'm someone else
Fallen and faceless
So hollow, hollow inside*
Hermiona przerwala pisanie i spojrzala w okno na padajacy gesto snieg. Miala wrazenie, ze sypie coraz mocniej i chociaz nie widziala dalej niz na kilka metrow, to ogromne, zlepione ze soba platy sniegu, ktore bez przerwy wylanialy sie z mroku i
