- Dooooosc! Wystarczy! Dosyc juz! Nie chce wiecej! Nieeeeee!
Harry zaparl sie nogami i z calej sily szarpnal. Wszystko zawirowalo z taka moca, ze gdyby nie przytrzymal sie myslodsiewni, to z pewnoscia upadlby na podloge. Krecilo mu sie w glowie, a kolana dygotaly.
Byl z powrotem w tajnym laboratorium Snape'a. Przed nim w myslodsiewni wirowaly zlote wstegi, ale on ich nie widzial. Szeroko otwartymi oczami wpatrywal sie w przestrzen. Zielone teczowki wydawaly sie byc calkowicie puste, a twarz zastygla w wyrazie absolutnego wstrzasu. Nie poruszal sie. Nie byl w stanie tego zrobic. Wygladal tak, jakby wlasnie pozbawiono go zycia. Spetryfikowano, zamieniajac w pusta skorupe. Blade policzki lsnily, a w aksamitnej ciszy slychac bylo jedynie gluche dudnienie serca.
Bum.
Bum.
Bum.
Bum.
W koncu poruszyl sie. Bardzo powoli, niczym lunatyk wyrwany ze snu, opuscil glowe i spojrzal na pudelko, ktore wciaz trzymal w dloni. Bylo calkowicie zgniecione.
...zawsze jestes w moich myslach, w moim sercu...
...nienawidze za toba tesknic...
...jestes dla mnie wszystkim, czego potrzebuje i wszystkim, dla czego warto zyc...
...zakochalem sie w tobie...
...gdybys chcial wyrwac to uczucie, to tylko z sercem...
Pudelko wysunelo sie z jego dloni i upadlo na podloge, otwierajac sie. Zielone oczy zaczely sie poruszac, przesuwajac sie z boku na bok, niczym w jakims szalonym tancu, jakby czegos poszukiwaly. Czegos, czego moglyby sie uchwycic, czegokolwiek, by nie runac w otchlan.
To...
To przeciez...
To wszystko...
Nie moze...
Nie tak...
To na pewno nie...
O boze...
O boze!
Cofnal sie o krok i zachwial, z trudem utrzymujac sie na trzesacych sie nogach. Otwarte usta probowaly nabrac tchu, ale wydawalo sie, ze cale powietrze wyparowalo i jedyne, czego mogl nabrac do pluc, to przerazenie. Przerazenie, ktore kasalo jego dusze od srodka i pozeralo ja.
Klamstwo. Wszystko bylo tylko tym. Tylko klamstwem. Okrutnym. Bezlitosnym. Doskonalym. Wszystko. Wszystko, co znal, wszystko, do czego dazyl. Kazdy krok, kazda wygrana bitwa, kazdy nowy gest... to wszystko nie istnialo? Nic nie istnialo? Nic nie bylo prawdziwe?
Bum. Bum. Bum. Bum. Bum.
Czul, jak jego serce krzyczy. Uciska. Boli. Szarpie sie. Polozyl na nim dlon, jakby probowal je oslonic. Otulic. Uspokoic. Chociaz odrobine. Powstrzymac przed roztrzaskaniem sie.
Caly swiat sie rozpadal, a on nie mial niczego, czego moglby sie zlapac. Niczego.
Wszystko odplywalo... kazda chwila, w ktorej myslal... w ktorej sadzil... kazda chwila, w ktorej byl szczesliwy. Kazdy szept,
