odpowiadal. Stal z opuszczona glowa, wpatrujac sie w dywan. Po chwili jednak uniosl twarz i spojrzal na stojacego naprzeciw niego mezczyzne, ktorego zacisniete w dlonie piesci drzaly.
- Tak - odparl cicho i obraz ponownie rozbil sie na malenkie odlamki, a kiedy fragmenty wielu scen tortur, zachlapanych czerwienia bialych masek i gasnacego w przerazonych oczach zycia na powrot zlaczyly sie ze soba, ukazaly stojacego w ciemnosci sypialni Snape'a, ktorego oczy byly zacisniete, a postawa napieta. Z oddali dobiegl trzask drzwi. Mezczyzna uniosl powieki. W czarnych teczowkach nie bylo teraz niczego oprocz lodu.
Tyle lat czekania... ale juz niedlugo.
Obraz ponownie zafalowal i zmienil sie, przeobrazajac sypialnie w mroczne pomieszczenie, w ktorym znajdowaly sie jedynie dwie osoby: Snape i Voldemort. Voldemort smial sie, ogladajac w glowie swego slugi wizje, w ktorej Severus brutalnie wchodzil w Harry'ego, bez litosci wbijajac sie w jego miekkie cialo i doprowadzajac go do skamlacych jekow. Usatysfakcjonowany, opuscil jego umysl i usmiechnal sie szeroko, co w jego przypadku wcale nie oznaczalo radosnie. Snape stal wyprostowany niczym struna, trzymajac w dloni maske, na ktorej widnialy czerwono-czarne smugi, pozostawione przez – teraz juz zaschniete - krople krwi. Jego nieruchoma, wpatrzona w dal twarz przypominala taka sama maske.
- Sprawiles mi dzisiaj ogromna satysfakcje. Zasluzyles na nagrode.
Severus pokornie pochylil glowe.
- Radosc z powodu tego, ze znow moglem ci to pokazac, jest calkowicie wystarczajaca nagroda, moj Panie.
W eterze rozlegl sie wysoki, kobiecy smiech. Powietrze zaczelo sie gotowac i w chwile pozniej tonace w mroku pomieszczenie przeobrazilo sie w niewielka sypialnie, ktora przeszukiwali Snape i Bellatriks.
- Jak to jest rznac takiego kretyna? - zapytala Bellatriks, przeszukujac znajdujace sie w pomieszczeniu szafki i komody, podczas gdy Snape rzucal na sciany jakies niewerbalne zaklecia. - Jak w ogole mozesz sie nie brzydzic go dotknac?
- Wiesz, ze to mnie zawsze przypadaja w udziale najbardziej niewdzieczne zadania - prychnal mezczyzna, kopiac stojacy mu na drodze przewrocony fotel. - Ale mam przynajmniej satysfakcje z wyobrazania sobie, co zrobilby jego plugawy ojciec, gdyby widzial, jak zabawiam sie z jego jedynym synem.
- Albo ten jego nedzny ojciec chrzestny. Och, juz wyobrazam sobie jego mine, gdyby zobaczyl, ze z jego chrzesniaka wyrosla taka mala dziwka - chichotala Bellatriks, wyrzucajac na podloge szuflady.
- Nie od dzisiaj wiadomo, ze Potter jest imbecylem. Zawsze myslalem, ze jest calkowicie pozbawiony jakiegokolwiek talentu, ale ostatnio musialem zweryfikowac swoj poglad...
- Tak? - zapytala z zaciekawieniem kobieta, odwracajac glowe w jego strone.
- Potter ma niezrownany talent do obciagania.
Ta uwaga doprowadzila Bellatriks do kolejnego wybuchu dzwiecznego smiechu.
- Widze, ze nasz maly Zloty Chlopczyk zamienil sie przy swoim profesorze w prawdziwa wywloke - parsknela, powracajac do przeszukiwania szafy i znajdujacych sie w niej kufrow i walizek. - Zapewne znakomicie go juz wytresowales, Sevciu. Pojdzie za toba bez wahania?
Wizja utonela w mroku, z ktorego powoli wylonila sie komnata Mistrza Eliksirow. Harry siedzial na kolanach Severusa, wtulony w jego szyje. Zasypial.
Snape, oparty o fotel, wpatrywal sie w przestrzen. Jego twarz byla calkowicie nieczytelna. W eterze slychac bylo jedynie taki sam dziwny szum, jak wczesniej. Jakies nieregularne zaklocenia.
- Dosyc tego - powiedzial nagle mezczyzna, przymykajac na chwile oczy i wzdychajac. - Idziesz spac. - Po tych slowach wsunal
