dla nas informacje. A nie zabijac! - ryknal z wsciekloscia, ktora zamienila jego twarz w upiorna maske.
Severus poruszyl sie i uniosl glowe. Jego czarne, pozbawione jakichkolwiek emocji oczy spoczely na Voldemorcie.
- Wybacz mi, moj Panie - wyszeptal zachrypnietym, zdartym glosem.
Voldemort ponownie wyciagnal ramie, w ktorym trzymal rozdzke i zaczal go okrazac, niczym drapieznik szykujacy sie do zadania ostatecznego ciosu swojej ofierze.
- Ja nie wybaczam - wysyczal Voldemort, zatrzymujac sie za plecami Snape'a i unoszac reke. Skierowal rozdzke na obnazone plecy mezczyzny, a z jego ust wyplynelo kilka przesiaknietym sykiem slow w mowie wezy. Severus szarpnal sie i wygial do przodu, jakby probowal uciec przed bolem. Jego glowa uniosla sie w gore, oczy zacisnely, zeby obnazyly. Na skroniach i szyi pojawily sie pulsujace zyly, kiedy skora na plecach otworzyla sie, niczym przecieta niewidzialnym skalpelem, wytrawiajac trzy dlugie, krwawe slady. Ale krew nie przestawala plynac, nawet kiedy Voldemort opuscil rozdzke. Severus szarpal sie w kajdanach i chociaz z jego zacisnietych w blada linie ust nie wydobywal sie zaden dzwiek, jego stezala z bolu twarz krzyczala. Wydawalo sie, ze szramy na plecach staja sie coraz wyrazniejsze, jakby cos je wciaz i wciaz rozcinalo na nowo.
Voldemort rozejrzal sie po sali, spogladajac po zgromadzonych w pomieszczeniu, zastyglych w pelnym przerazenia milczeniu Smierciozercach i przemowil:
- Taka kara spotyka tych, ktorzy nie wykonuja moich polecen. Zapamietajcie to sobie.
Wizja ponownie zadrzala i rozbila sie na odlamki. Na odlamki, w ktorych majaczyly kolejne sceny. Plonace domy, wijaca sie w spazmach bolu mloda kobieta, fruwajace w powietrzu klatwy, dlon Severusa rzucajaca kolejne zaklecia na kolejne osoby, na mugoli i czarodziejow, na ojcow, matki i dzieci, glos Severusa, wypowiadajacy klatwe za klatwa...
Crucio Sectumsempra Flagello Lacrima Avada Kedavra CrucioAvadaKedavraCrucioAvadaKedavraCrucioCrucioCruc...
Wszystkie odlamki ponownie zlaczyly sie w jedno, ale tym razem pokazaly gabinet Dumbledore'a. A w nim trzymajacego sie za lewe przedramie Snape'a i chodzacego po pomieszczeniu dyrektora.
- Wiedzialem, ze kiedys wroci, ale nie spodziewalem sie, ze to nastapi tak szybko. Musisz odpowiedziec na jego wezwanie. Musisz sie do niego udac, Severusie. Zostac naszym szpiegiem.
Twarz Snape'a byla nieruchoma, chociaz w oczach jarzyl sie zywy plomien.
- Dyrektorze... Czarny Pan uwaza mnie za zdrajce. Zabije mnie, kiedy tylko postawie stope w kregu Smierciozercow.
Dumbledore zatrzymal sie i rzucil mu dlugie spojrzenie.
- Nie zabije cie. Potrzebuje w tej chwili swoich slug, potrzebuje ich sily, by rozpoczac na nowo swoja krucjate. Nie moze cie zabic.
- Ale moze mnie torturowac... - Snape zawiesil glos.
Dumbledore westchnal i spuscil wzrok.
- Bedziemy musieli podjac to ryzyko. Tylko ty mozesz zblizyc sie do niego na tyle, aby moc sledzic kazdy jego krok i donosic nam o wszystkim.
W oczach Severusa zaplonal jeszcze wiekszy ogien, chociaz nie bylo w nim wcale ciepla.
- Kazesz mi sie do niego udac, wiedzac, ze moge nie wrocic z tej wyprawy? Kazesz mi sie przed nim czolgac, wiedzac, ze jedyne, co moge od niego otrzymac na powitanie to seria Cruciatusow?
Dyrektor dlugo nie
