pojawila sie czarna, siegajaca ziemi szata. Zwolnila i otarla sie o szate niczym kot dopominajacy sie o pieszczoty.

Dluga, upiornie blada dlon dotknela jej grzbietu, gladzac jej skore.

- Wrocilas juz z polowania, moja droga? - zapytal wysoki, zimny glos, poslugujac sie jej wlasnym jezykiem.

Waz zasyczal i owinal sie wokol wyciagnietej reki, wspinajac sie na ramiona swego pana.

Voldemort wyprostowal sie i po raz kolejny pogladzil Nagini.

- Niepotrzebnie tracilas sily. Kiedy z nim skoncze, bedziesz miala wspaniala uczte.

Jego wzrok przeniosl sie w kierunku srodka sali. Na kamiennej posadzce lezala odziana w czern postac. Trudno bylo rozpoznac jakis ksztalt posrod nasaczonych krwia, obszernych szat, pocietych w tak wielu miejscach, ze nie nadawalyby sie w tej chwili do niczego. Rozciecia odslanialy blada skore, na ktorej zaschniete slady krwi mieszaly sie z nowo otwartymi ranami. W niektorych miejscach skora byla czarna, jakby cos ja przypalilo. Pomiedzy kamiennymi plytami podlogi, na ktorych lezala postac, plynely strugi ciemnej posoki, laczac sie w rozlegla kaluze.

Wydawalo sie, ze nie oddycha. Ze w tym zmaltretowanym ciele nie pozostalo juz niczego, co mozna by nazwac zyciem.

Voldemort uniosl rozdzke, szykujac sie do rzucenia kolejnej klatwy.

- Musimy go ocucic. Nie mozemy pozwolic, aby umieral w nieswiadomosci, prawda?

W czerwonych oczach Voldemorta zaplonal lod, ale w momencie, kiedy otworzyl usta, aby rzucic zaklecie, w pomieszczeniu rozleglo sie glosne pukanie.

Voldemort opuscil rozdzke i z wsciekloscia spojrzal na drzwi.

- Wyraznie rozkazalem, aby mi nie przeszkadzano! - wysyczal, kiedy drzwi otworzyly sie ostroznie i do pomieszczenia wsunal sie Lucjusz Malfoy.

- Wybacz mi, moj Panie - wycharczal, zginajac sie w uklonie. - Ale to bardzo pilne. Wlasnie przyszla wiadomosc. Do ciebie, moj Panie. Nadawca napisal, ze ma zostac dostarczona natychmiast, w przeciwnym razie wpadniesz w nieopisana furie.

Voldemort opuscil rozdzke i zmruzyl oczy.

- Daj mi to. - Wyciagnal reke.

Lucjusz podszedl szybko i wreczyl mu wiadomosc, po czym wycofal sie tylem, zginajac sie w uklonach. Przelotnie spojrzal na lezaca na podlodze postac, a w jego oczach rozblysnal triumf i satysfakcja.

Kiedy drzwi sie zatrzasnely, Voldemort podniosl koperte i przyjrzal jej sie. Byla zaadresowana na Lucjusza Malfoya, Malfoy's Manor, ale ogromnymi, wyrozniajacymi sie literami bylo napisane: Wylacznie Do Rak Czarnego Pana. Pod spodem mniejszymi literami wypisana byla grozba, co moze stac sie z tym, kto nie dostarczy tej wiadomosci natychmiast. Koperta byla zalakowana. Voldemort obrocil ja w dloni.

- Widzisz to, Nagini? Kto mialby na tyle tupetu, aby wyslac do mnie list?

W oczach Voldemorta polyskiwalo autentyczne zaciekawienie. Zlamal pieczec, wyjal z koperty pergamin i rozwinal go. Przez kilka chwil jego oczy przesuwaly sie po tekscie, a kiedy skonczyly... na jego zimnym obliczu pojawil sie triumf. Usta rozciagnely sie w przerazajacym usmiechu radosci, a w oczach rozpalil sie plomien zwyciestwa.

Skierowal swoj wzrok na

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату