ja zimny pot. Wszystkie punkty? Snape odebral im wszystkie punkty? - Niech mu pan wybaczy, profesorze. On naprawde nie mial tego na mysli!
- Ona ma racje! - Ron wydawal sie byc w rownie ciezkim szoku. - Nie moze nam pan odebrac wszystkich punktow z jego powodu! - Oskarzycielsko wskazal na Harry'ego. - On... postradal rozum. Sam nie wie, co mowi.
- Jestem pewien, ze Potter doskonale zdaje sobie sprawe z tego, co powiedzial. I poniesie tego konsekwencje. - Zwrocil swoje plonace lodowatym ogniem spojrzenie na Harry'ego. - Dodatkowo, z powodu twojej impertynencji, przez najblizszy miesiac bede ci obnizal kazda ocene, jaka zdobedziesz na moich lekcjach. A jezeli dalej bedziesz odnosil sie do mnie z takim lekcewazeniem, obnize rowniez oceny twoich przyjaciol. Rozumiemy sie? - wysyczal Snape, wbijajac w Harry'ego kasajace spojrzenie.
Hermiona spojrzala z przestrachem na Harry'ego. Chlopak oblizal wargi i wzruszyl ramionami, odpowiadajac nonszalancko:
- Tak, sir.
Nie wydawal sie byc przejety grozba Snape'a Wygladal raczej na kogos, kto dla swietego spokoju woli dac za wygrana, poniewaz nie ma ochoty tracic czasu ani energii na rozmowy z czlowiekiem, ktorym gardzi.
Ron zwrocil na Harry'ego czerwona ze zlosci twarz.
- Co sie z toba dzieje? W ogole cie nie poznaje! Najpierw rezygnujesz z Quidditcha, potem obrazasz Ginny, a teraz to! - Hermiona zobaczyla, jak Snape przenosi wzrok na Rona i unosi brew. - Nie mogles sie po prostu zamknac? Przez ciebie stracilismy wszystkie punkty!
- Przestan, Ron! - Hermiona probowala go uspokoic, ale w Ronie chyba w koncu cos sie przelalo i cale to napiecie, ktore roslo pomiedzy nimi od kilku dni, wybuchlo.
- No co? - Spojrzal na nia. Widziala, jaki jest wsciekly. Widziala w jego oczach rozczarowanie i poczucie zdrady. Wcale mu sie nie dziwila. Jego najlepszy przyjaciel zmienil sie nagle w kogos zupelnie innego, a on nawet nie wiedzial, dlaczego. - Przeciez sama wiesz, jak sie zachowuje! Podejrzewam, ze prawdziwy Harry zostal gdzies na bloniach, bo ty - spojrzal na Harry'ego - nie mozesz byc moim przyjacielem.
- Nie mow tak, Ron! - Hermiona wykrzyknela to w tym samym momencie, w ktorym Harry odwrocil glowe w strone Rona, przeszywajac go tak zimnym spojrzeniem, iz rudzielec momentalnie zbladl i ucichl.
- To idz i go tam poszukaj - odparl chlodnym, pozbawionym emocji glosem.
- Moze tak wlasnie powinienem zrobic - wymamrotal ze zloscia Ron, po czym zabral swoja torbe i ruszyl do wyjscia.
Hermiona zacisnela usta, czujac lzy w oczach. Wiedziala, ze teraz z pewnoscia go nie zatrzyma. Bedzie musiala z nim porozmawiac, chociaz miala powazne obawy, ze to wcale nie bedzie latwe.
Zanim zdazyla ochlonac, dotarl do niej szyderczy glos Snape'a:
- Coz za wzruszajace przedstawienie... - Hermiona odwrocila glowe i spojrzala na mezczyzne. Snape wpatrywal sie w Harry'ego z plonaca intensywnoscia, podczas gdy Gryfon spokojnie sie pakowal. - Zawsze musisz grac glowna role we wszystkich dramatach, co Potter?
Harry przerwal pakowanie. Powoli podniosl glowe i spojrzal prosto w czarne oczy mezczyzny.
- Tak, sir. Zawsze.
Twarz Mistrza Eliksirow momentalnie sie zmienila, przeobrazajac sie w blada, nieprzystepna maske.
- Zejdz mi z oczu - wysyczal. - Natychmiast. - Glos Snape'a niemal wibrowal. Odwrocil sie do nich plecami i podszedl do swojego biurka, zbierajac z niego wypracowania.
Harry powrocil do pakowania.
