Musi sie stad wydostac! Musi!
Dotknal kolejnej sciany i odskoczyl do tylu, kiedy sciana rozjarzyla sie nagle i przeobrazila w cos przypominajacego bardzo gruba, chropowata szybe, przez ktora przenikalo... swiatlo!
W pierwszej chwili zmruzyl oczy, oslepiony blaskiem, ale kiedy jego wzrok przyzwyczail sie juz do jasnosci, zobaczyl w oddali jakis ciemny ksztalt.
Podszedl do szyby i wytezyl wzrok, probujac dostrzec cokolwiek poza ciemna sylwetka, ale nierownosci pokrywajace cala powierzchnie skutecznie mu to uniemozliwialy.
Moze jezeli zawola, to ten ktos mu pomoze? Moze znalazlby jakis sposob, aby go stad uwolnic?
- Hej! - wykrzyknal i natychmiast tego pozalowal, kiedy jego glos odbil sie od scian i uderzyl w niego ze zdwojona sila, niemal przewiercajac bebenki. Zaslonil uszy i zacisnal powieki, ale to byla zaledwie chwila i kiedy je uniosl, zobaczyl, ze... postac zaczela sie poruszac. Tak! Nie wydawalo mu sie! Zblizala sie w jego strone.
Jednak nie to wprawilo go w najwieksze oslupienie. Najbardziej niesamowite bylo cieplo, ktore emanowalo teraz zza szyby. Czul je na swojej twarzy. Czul, jak laskocze jego przemarznieta skore, ogrzewajac ja. To bylo takie przyjemne... tak inne od tego zimna. Mroku. Od wszystkiego, co go otaczalo.
Ciemna postac byla coraz blizej i wydawalo sie, ze wraz z jej zblizaniem sie, blask oraz promieniujace goraco staja sie coraz intensywniejsze. Probowal dostrzec twarz nieznajomego, ale bylo to niemozliwe. Dzielaca ich bariera byla zbyt gruba i chropowata, znieksztalcala wszystko, na co probowal spojrzec. Widzial jedynie czarna sylwetke, ktora teraz - byl tego pewien - zatrzymala sie tuz przy szybie i wpatrywala sie w niego.
Nie chcial tu byc. Pragnal przedostac sie na druga strone, poczuc to cieplo wszedzie, w sobie! Wyciagnal rece i dotknal palcami chlodnej powierzchni.
- Zabierz mnie stad - wyszeptal.
Postac poruszyla sie i uniosla reke. Dotknela szyby w tym samym miejscu, w ktorym znajdowala sie jego dlon i gdyby nie rozdzielajaca ich bariera, ich palce splotlyby sie. Jednak w tym samym momencie wydarzylo sie cos niespodziewanego. Szyba zatrzeszczala i zaczela... zamarzac. Dokladnie od miejsca, w ktorym nieznajoma postac ja naruszyla. Lod rozprzestrzenial sie blyskawicznie, niemal calkowicie odcinajac dostep swiatla i ciepla.
Zanim zdazyl zorientowac sie, co sie dzieje, poczul jak lodowaty chlod pelznie po jego skorze, wzdluz dloni, pokrywajac je szronem. Sprobowal oderwac rece, ale nie mogl tego zrobic. Z przerazeniem patrzyl, jak szron pelznie po jego przedramionach, siegajac coraz dalej. Rozpaczliwie zaczal sie szarpac, pragnac oderwac rece, nie pozwolic, by szron dotarl jeszcze dalej, by dosiegnal serca...
I w tym samym momencie uderzyl o cos glowa i odkryl, ze znajduje sie w swoim wlasnym lozku z wyciagnietymi przed siebie rekami i szalenczo bijacym sercem.
To byl tylko sen... Tylko sen. Sen. Nic wiecej.
Podniosl sie blyskawicznie i spuscil nogi z lozka, pochylajac sie do przodu, opierajac lokcie na kolanach i wplatajac palce we wlosy.
W dormitorium panowala cisza, jedynie od czasu do czasu przerywana pochrapywaniem Rona.
Glowa wciaz pulsowala mu po uderzeniu w wezglowie lozka, ale serce powoli wracalo do swego zwyczajowego rytmu.
Spojrzal na zegarek. Byla druga w nocy. Spal zaledwie dwie godziny. I... tak, byl juz wtorek.
