Przez chwile po prostu stal przed tablica i wpatrywal sie w nia, choc Hermiona nie byla tego pewna, gdyz widziala tylko jego plecy. W koncu mezczyzna wyciagnal rozdzke i cisnal na tablice zaklecie. Na ciemnej powierzchni pojawily sie litery. Nastepnie odwrocil sie z powrotem w strone klasy. Jego twarz wykrzywial teraz szyderczy grymas.
- Mam nadzieje, ze wasze wyniki beda znacznie lepsze, skoro nie ma dzisiaj wsrod was osoby, ktora najbardziej zanizala poziom tej klasy.
Hermiona zacisnela usta.
Jak on smie? Jak smie tak mowic o Harrym, skoro byl jego... jezeli oni byli... Co z niego za czlowiek?!
- Na tablicy i w ksiazkach na stronie trzysta dziewietnastej znajdziecie wszelkie informacje dotyczace Eliksiru Odkazajacego. Macie czas do konca zajec. Zaczynajcie. - Po tych slowach podszedl do swojego biurka, usiadl przy nim, wyciagnal z szuflady jakas ksiazke, rozlozyl ja przed soba i pochylil sie nad nia, najwyrazniej pograzajac sie w lekturze.
Jak on moze w ogole nie przejmowac sie tym, ze Harry zemdlal? Hermiona kompletnie nie potrafila tego zrozumiec.
- Przyniose nam skladniki - powiedzial Ron, podnoszac sie z miejsca. Hermiona tylko skinela glowa.
Przeciez gdyby mu na nim zalezalo... Poprawka, gdyby mu wczesniej zalezalo... Nie, gdyby mu w ogole zalezalo...
Przyjrzala sie dokladniej siedzacej przy biurku ciemnej sylwetce nauczyciela. Jego lezace na biurku dlonie byly zacisniete w piesci... Przyjrzala sie jeszcze bardziej, probujac nie zwracac uwagi na Rona, ktory wlasnie wrocil ze skladziku i cos do niej mowil.
Tak, dobrze widziala. Jego oczy, pomimo, iz utkwione w tekscie, wcale po nim nie bladzily. Snape wygladal tak, jakby patrzyl na ksiazke, ale wcale jej nie widzial. Na co wiec spogladal w swym umysle?
- Hermiono, wszystko w porzadku? - dotarl do niej zmartwiony glos Rona. - Moze jednak...
- Tak, w porzadku - przerwala mu, wyciagajac rozdzke i zapalajac ogien pod swym kociolkiem. Zerknela na liste ingrediencji, ale jej spojrzenie ponownie powrocilo do nauczyciela.
Ale czy jemu naprawde zalezy? Pamietala wzrok, ktorym pozeral Harry'ego. Pamietala bardzo wiele szczegolow, ktore wczesniej wydawaly sie nieistotne, ale teraz, kiedy znala juz klucz, potrafila odczytac elementy tej skomplikowanej ukladanki. Najwiekszy problem stanowilo jednak dopasowanie ich do siebie. Gdyby chociaz znalazla jakis narozny fragment...
Jezeli komus na kims zalezy... - myslala, siekajac skladniki i w ogole nie zwracajac uwagi na to, w jaki sposob to robi - ...to czy moglby zranic tego kogos az tak doglebnie? Przeczytala kiedys - teraz juz nie pamietala, gdzie - ze najbardziej ranimy tych, na ktorych nam zalezy. Ale dlaczego? W odruchu samoobrony? Najpierw ja ciebie zranie, zanim ty zranisz mnie? Nie, to bylo glupie. I nie pasowalo. Nie tutaj. Co prawda, kompletnie nie miala pojecia, co pomiedzy nimi zaszlo, wiec mogla jedynie zgadywac i opierac sie na przypuszczeniach, ale cokolwiek to bylo... sprawilo, ze Harry otoczyl sie gruba skorupa, twarda i zimna jak stal, zeby juz nikt sie do niego nie zblizyl i zamknal sie w niej, calkowicie odcinajac dostep do swojej osoby. Ale przeciez Harry wciaz tam jest. Ukryty. Niewidoczny. Schowany. I podejrzewala, ze dlugo w tej skorupie nie wytrzyma. Zacznie sie w niej dusic. Zacznie mu brakowac powietrza. W koncu zawsze przychodzi taki moment, kiedy nawet najtwardsza skorupa peka i wszystko, co sie pod nia kryje, wydostaje sie na zewnatrz.
Hermiona przerwala nagle prace i zgasila ogien pod kociolkiem. Jej mysli wirowaly szalenczo.
Tak! Teraz to do niej dotarlo! Widziala to! Widziala juz pierwsze symptomy! Pamietala jak Harry calkowicie obojetnie zachowywal sie na ostatnich Eliksirach i jak pod koniec lekcji sie zachwial. Tak wlasnie odreagowal! Dlaczego wczesniej nie przyszlo
