kims, kto pograzony jest w spiaczce. Okazywac mu uczucia. Bliskosc.
Czulosc.
***
Harry powoli otworzyl oczy. Swiatlo oslepilo go, wiec zamknal je z powrotem. Powieki mial ciezkie jak z kamienia i wydawalo mu sie, ze skleily sie ze soba, dlatego tak trudno bylo mu je uniesc. Ale musial to zrobic, aby dowiedziec sie, gdzie jest. I co sie stalo.
Z wysilkiem otworzyl jedno oko i kiedy jego zrenica przyzwyczaila sie juz do swiatla, otworzyl drugie.
Zobaczyl nad soba bialy sufit. Mruzac oczy, przesunal lekko glowe i rozejrzal sie po pomieszczeniu.
Skrzydlo szpitalne. Znajdowal sie w skrzydle szpitalnym. Skad sie tu wzial? Ostatnie, co pamietal, to zajecia z Historii Magii. Pamietal, ze spakowal sie i chcial wyjsc z klasy, ale wtedy zakrecilo mu sie w glowie i...
Och.
Pozwolil swoim powiekom opasc. Utrzymanie ich otwartych stanowilo zbyt duzy wysilek.
Czul sie dziwnie. Jakby obudzil sie z jakiejs spiaczki. Wszystkie konczyny mial ociezale, a w klatce piersiowej czul nieprzyjemny ucisk. Nagle wszystko wydawalo sie takie... - Otworzyl oczy i ponownie sie rozejrzal. - ...takie wyrazne. Jakby wczesniej patrzyl na swiat zza jakiejs zaslony. Cos sie w nim zmienilo. Ale co?
Poruszyl prawa dlonia, czujac mrowienie w koncach palcow. Uniosl ja powoli i dotknal swojego serca. Wyczuwal jego bicie. Calkiem jakby wczesniej... jakby zapomnial, ze je ma.
Ponownie uniosl dlon i przyjrzal sie jej. Nie wydawala sie inna, ale jednak... mrowila tak dziwnie i mial niejasne wrazenie, ze... jest nieco cieplejsza niz reszta ciala. Rozgrzana.
Opuscil ja i podparl sie na lokciach, spogladajac w wysokie okna. Na zewnatrz bylo ciemno. Ktora mogla byc godzina? Ile czasu tu spedzil?
Oparl sie o wezglowie lozka i siegnal po lezace na stoliku nocnym okulary. Wlozyl je na nos i spojrzal na wiszacy na przeciwleglej scianie, tykajacy cicho zegar. Bylo wpol do osmej wieczorem. To znaczy, ze wlasnie omijala go kolacja.
Na sama mysl o jedzeniu, jego zoladek skurczyl sie i zaburczal przeciagle. Po raz pierwszy od tygodnia poczul sie naprawde glodny.
Moze powinien wstac, ubrac sie i pojsc do Wielkiej Sali?
Jednak w momencie, w ktorym zaczal rozwazac te mozliwosc, drzwi szpitala otworzyly sie i do srodka weszla pani Pomfrey, a zaraz za nia pojawili sie Hermiona i Ron.
- Harry! - Hermiona pierwsza znalazla sie przy jego lozku. Objela go za szyje i tak mocno przytulila, ze na chwile stracil dech w piersiach. - Nareszcie sie obudziles! Tak bardzo sie martwilam!
- Jak sie czujesz, kochaneczku? - zapytala pani Pomfrey, przygladajac mu sie ze zmarszczonymi brwiami i wyrazem zatroskania na twarzy.
- Calkiem dobrze - odparl Harry, kiedy Hermiona juz go puscila i mogl normalnie oddychac.
- Zaraz dostaniesz kilka wzmacniajacych eliksirow, a skrzaty przyniosa ci kolacje. I nie mysl nawet o wyjsciu z tego lozka, dopoki nie zjesz wszystkiego co do ostatniego okruszka. Juz dawno nie trafil mi sie tak oslabiony uczen. Doprawdy, postanowiles sie zaglodzic?
- Nie, ja tylko... - zaczal
