Nie, to byl tylko sen! Tylko sen! Tylko pieprzony sen!

Przycisnal dlonie do twarzy, majac ochote wydrapac sobie oczy. I uszy. I wszelkie zmysly.

Zeby nie slyszec... nie widziec... nie pamietac...

To tylko wspomnienie... tak! Echo jego dawnego zycia. To nic nie znaczy. Przeciez slyszal, ze w snach odbija sie to, co kiedys, nawet dawno temu, wywolywalo silne emocje. Nawet jezeli juz je pogrzebal. Bo przeciez je pogrzebal! To bylo w ogole nie do pomyslenia, aby teraz mogl miec cokolwiek wspolnego z tym... mezczyzna. Z czlowiekiem, ktory wzbudzal w nim jedynie pogarde. Przeciez to bylo smieszne...

Oderwal dlonie od twarzy, oddychajac gleboko i powoli sie uspokajajac.

Spojrzal na zegarek. Zostala mu godzina snu. Chyba w takim razie wykorzysta ten czas i sie pouczy. Tak, tak wlasnie zrobi.

***

Harry siedzial w klasie Eliksirow, wpatrujac sie nieobecnym wzrokiem w ciemna tablice. Sam nie wiedzial, jak po takim snie udalo mu sie przetrwac dzisiejsze zajecia. Przez caly dzien staral sie byc obojetny, odgradzac sie, nie dopuszczac do siebie tego... tego czegos... co bardzo wyraznie sie w nim rozrastalo, napierajac na nadwatlone konstrukcje tej chlodnej bariery, ktora wokol siebie stworzyl i ktora do tej pory niezwykle skutecznie nie dopuszczala do jego wewnetrznego swiata zadnego ciepla, zadnych uczuc... a teraz wszedzie pojawialy sie pekniecia, przecieki, jakby cos ja w ktoryms momencie rozszczelnilo. Cos niezwykle poteznego... Nie wiedzial tylko, w ktorym momencie moglo sie to wydarzyc. Przeciez przed zaslabnieciem wszystko bylo jeszcze w porzadku...

A teraz... bardzo wyraznie wyczuwal te przecieki i chociaz probowal je zatamowac, wcale nie bylo to latwe. Pojawialy sie w nerwowym zaciskaniu palcow i szybszym biciu serca, kiedy siedzial tutaj i czekal, czujac sie jak przed jakims egzaminem, jak przed pierwszym spotkaniem ze Snape'em po wypiciu eliksiru Desideria Intima, wsluchujac sie w panujacy w klasie rozgardiasz i probujac wychwycic zblizajace sie kroki...

W koncu uslyszal dzwiek otwieranych drzwi, a pozniej kroki. Dlugie, zdecydowane kroki, ktore znal az za dobrze... ktorych nasluchiwal juz tak wiele razy, ze potrafilby je rozpoznac w tlumie innych: niepewnych, pospiesznych, potykajacych sie, szurajacych. Kroki Snape'a byly takie same jak ich wlasciciel - przyciagaly uwage, wybijaly sie na pierwszy plan i sprawialy, ze na ich tle wszystko inne wydawalo sie blade i bez wyrazu.

Konwulsyjnie zacisnal dlonie na trzymanej w rekach ksiazce do Eliksirow, poniewaz bol, ktory odczuwal w klatce piersiowej, nasilil sie nagle. Jakby Snape... jakby sama jego obecnosc... jakby emanowal czyms, co ten bol potegowalo. I nie pozwalalo mu zlapac tchu.

Snape szedl pomiedzy lawkami. Harry widzial katem oka te ciemna sylwetke przesuwajaca sie na granicy widzenia i nagle zdal sobie sprawe, ze wszystkie jego miesnie napinaja sie.

Mistrz Eliksirow dotarl w koncu na srodek klasy, przystanal i odwrocil sie. Dluga czarna peleryna zafalowala wokol niego, wydajac delikatny szelest...

Taki znajomy...

I w momencie, kiedy Harry poczul na sobie spojrzenie tych czarnych, bezdennych oczu, niemal wypalajacych mu skore... jego serce zaczelo lomotac, a przez cialo poplynela fala goraca, unoszac mu wloski na karku.

Nie, nie, nie, to niemozliwe! Nie bedzie tak reagowal! Nie bedzie!

W panice siegnal po cisze i chlod, probujac otulic sie nimi niczym plaszczem, naciagajac je na siebie z nadludzkim wysilkiem, tak jakby nagle staly sie zbyt male, zbyt... przetarte, by dac mu odpowiednia ochrone.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату