Obojetnosc. Spokoj. Pogarda. To byl teraz jego swiat. A nie tamten, w ktorym wydawalo mu sie, ze Snape jest kims zupelnie innym. A byl przeciez tylko klamca i oszustem! Okrutnym, bezlitosnym, nieludzkim...
Przymknal na chwile powieki i wzial gleboki oddech, czujac ze jego serce powoli sie uspokaja.
- Na dzisiejszej lekcji czeka was test praktyczny obejmujacy omawiane ostatnio eliksiry - rozlegl sie niski, gleboki glos. - Zostaniecie podzieleni na cztery grupy, aby jak najskuteczniej wyeliminowac... - Snape przerwal na chwile i znaczaco spojrzal na Hermione - ...mowiac eufemistycznie, pokuse wzajemnej pomocy. Dlatego tez kazda grupa bedzie miala do uwarzenia inny eliksir. Liste eliksirow i przydzielonych do nich osob znajdziecie na tablicy. - Krotkie, zdecydowane machniecie rozdzka. - Zabierajcie sie do pracy.
Harry mial wrazenie, ze ten wibrujacy glos rozbrzmiewa w kazdym zakamarku jego ciala, wdziera sie sila do uszu, wedruje po skorze, podrazniajac zakonczenia nerwowe i doprowadzajac do tego, iz wydawalo mu sie, ze ten glos jest wszedzie... jest wewnatrz niego. I porusza sie.
Jeszcze mocniej zacisnal dlonie na ksiazce.
Kurwa mac!
Uslyszal odglos odsuwanego krzesla, kiedy Snape siadal przy biurku. W klasie nastapilo ogolne poruszenie, sugerujace, ze uczniowie nerwowo rozgladaja sie po sali, szukajac najblizej siedzacych osob, ktorym przypadl ten sam eliksir, a nastepnie wstaja i udaja sie po skladniki.
Ale Harry sie nie poruszyl. Patrzyl na tablice, jednak nie potrafil skupic na niej wzroku, poniewaz litery rozmazywaly mu sie przed oczami.
Probowal jakos wytlumaczyc samemu sobie to, co sie z nim dzialo, ale kazda teoria wydawala mu sie idiotyczna. A im dluzej nad tym myslal, tym bardziej byl zly. Zly i przestraszony.
Moze to byla sprawka Snape'a? Moze rzucil na niego jakis czar? Imperiusa? Ale po co mialby to robic? Po pierwsze, nienawidzi Harry'ego, a po drugie i tak nic by mu to nie dalo. Nie, to nie bylo nic w tym stylu. Harry potrafilby rozpoznac objawy zaklecia, mial z nimi do czynienia. To nie pochodzilo z zewnatrz. To bylo w nim.
Uslyszal, ze Ron i Hermiona takze wstali i ruszyli po skladniki. Kiedy rozmyslal nad swoja teoria, jego spojrzenie mimowolnie powedrowalo do siedzacego przy biurku nauczyciela. Ale to, co mialo byc tylko szybkim zerknieciem, zamienilo sie w niezamierzona kontemplacje, kiedy z rosnacym w klatce piersiowej uciskiem przygladal sie pochylonej nad biurkiem, ciemnej sylwetce i opadajacym na twarz, czarnym wlosom.
W tej samej chwili Snape, jakby wyczuwajac wwiercajaca sie w niego pare zielonych oczu, poderwal glowe i spojrzal prosto na niego.
Harry gwaltownie uciekl wzrokiem, wbijajac go w najblizej znajdujacy sie obiekt, czyli w tablice.
Serce bilo mu niemal w gardle.
Musi przestac! Musi sie opanowac! Snape przeciez nie istnieje. Jest nikim. Po tym, co zrobil, juz zawsze bedzie nikim.
Sprobowal skupic spojrzenie na tablicy, ale im dluzej sie w nia wpatrywal, tym mniej na niej widzial.
Zaryzykowal kolejne zerkniecie, aby przekonac sie, czy Snape cokolwiek zauwazyl. Nadzial sie wprost na twarde spojrzenie tych czarnych, zmruzonych oczu.
Do diabla! Czyli zauwazyl.
Jak bardzo zdola sie jeszcze pograzyc podczas tej lekcji?
Gdyby Hermiona uslyszala w tej chwili mysli Harry'ego, bylaby zaskoczona iloscia przeklenstw, jakich potrafi uzywac.
Kiedy wrocili przyjaciele, Harry,
