wylal sie na blat. Harry siegnal szybko, probujac zlapac butelke i postawic ja z powrotem, ale stracil na podloge cala miske jagod klakokrzewu. Jagody rozsypaly sie po kamiennej posadzce i potoczyly az pod czarne buty Snape'a, ktory zatrzymal sie wlasnie przed lawka Hermiony.
A niech to!
Harry nie chcial widziec spojrzenia Snape'a. Szybko zanurkowal pod lawke, zbierajac palcami czarne jagody.
Czy to byl jakis okrutny zart? Czy los kpil sobie z niego? Przeciez pogrzebal wszystkie wspomnienia i uczucia zwiazane z tym... mezczyzna. Dlaczego musialy odzyc wasnie teraz? Na cztery dni przed spotkaniem z Voldemortem! Dlaczego, odkad wyszedl ze szpitala, czul ten dziwny bol w klatce piersiowej? Dlaczego w nocy przysnil mu sie ten sen? Dlaczego wyszeptal w nim jego imie? Imie... ktore powinien zapomniec!
Przeciez to nie byl ten sam mezczyzna, ktorego znal. To byl ktos obcy. Ktos, kto potraktowal go jak robaka. A nawet gorzej. Ktos, kto bez cienia emocji patrzylby na jego smierc. Ktos, kto nie ma zadnych skrupulow. Jak moglby zywic do kogos takiego jakiekolwiek uczucia?
Przeciez przez ostatni tydzien czul sie bezpieczny. Otaczala go cisza, chlod i spokoj. Dlaczego nie moze byc tak jak wczesniej? Dlaczego jego serce go zdradzalo i mialo za nic glos swojego wlasciciela, ktory nakazywal mu spokoj? Jak mial sie skupic na tym, co mialo nadejsc?
Jego wzrok powedrowal mimowolnie ku znajdujacym sie zaledwie metr od niego czarnym butom. Jeszcze nie tak dawno calowal te stopy... - powoli przesunal wzrok w gore po nogawkach spodni i dalej, po czarnej tunice - ...calowal kazdy centymetr tego chlodnego a wtedy tak rozpalonego ciala... Nieswiadomie zacisnal mocno dlon, gniotac wszystkie zebrane jagody na miazge. Czul uderzajace fale goraca, jego serce walilo jak oszalale, a bol w klatce piersiowej wiezil mu oddech. Przymknal powieki, lapczywie chwytajac powietrze i walczac o to, zeby to cos, co chcialo sie z niego wydostac, utrzymac w zamknieciu.
Nie moze! Nie moze! Nie pozwoli na to!
I wtedy wlasnie uslyszal ostre, choc troche przytlumione warkniecie:
- Potter, czy zamierzasz siedziec pod lawka do konca lekcji i czyscic podloge? Jak zawsze wymigujesz sie od pracy, ktora ci powierzono. Natychmiast wracaj na miejsce!
Rozprostowal zacisniete palce, patrzac na sciekajace po nich krople, ktore zostaly ze zmiazdzonych jagod i odetchnal gleboko.
Udalo sie. Zdolal to powstrzymac.
Powoli wydostal sie spod lawki i napotkal badawcze spojrzenie Hermiony... i wyjatkowo intensywne spojrzenie Snape'a. Usiadl na miejscu, jakby nic sie nie wydarzylo i wbil wzrok w swoj kociolek, kiedy poczul, jak Hermiona traca go lokciem. Odwrocil glowe i zobaczyl, ze przyjaciolka polozyla na blacie chusteczke.
- Dzieki - mruknal, wycierajac reke i starajac sie ignorowac obserwujace ich czarne oczy.
Na szczescie Snape w koncu oderwal od nich wzrok i ruszyl dalej, calkowicie objezdzajac eliksir Rona i kilkorga innych Gryfonow.
Harry nie spojrzal juz na niego ani razu. Staral sie skupic tylko i wylacznie na eliksirze, chociaz wiedzial, ze i tak nie uwarzy go poprawnie.
Dziesiec minut przed koncem lekcji Snape podniosl sie zza swego biurka, oglaszajac, iz czas na przygotowanie eliksirow dobiegl konca. Ruszyl na obchod, zbierajac probki mikstur do oceny, badz tez czyszczac kociolki osobom, ktore calkowicie zawalily zadanie. W koncu zatrzymal sie przed lawka Harry'ego.
Harry uniosl lekko glowe i wprost przed soba zobaczyl... dlugi rzad
