Zapach niewinnosci.
Zapach, ktorym mial ochote odurzyc sie, jak alkoholem, az przeniknie do jego krwi i uderzy mu do glowy, pozwalajac mu zapomniec. Chociaz na chwile.
***
Pieprzony Potter!
Bezmyslny, wscibski gowniarz! Irytujacy, ciekawski natret, ktory od zawsze uwielbial wsadzac nos w nieswoje sprawy i zjawiac sie tam, gdzie nie powinien w najmniej odpowiedniej chwili! Gdyby mu nie przeszkodzono, to rozszarpalby go golymi rekami. Wszystko musi zaczynac od nowa. Kazdy skladnik, kazdy etap... wszystko od poczatku!
Gdy Severus dotarl do drzwi swojego gabinetu, wywarczal haslo, w kilku krokach przemierzyl gabinet i jednym ruchem rozdzki zdjal z drzwi zaklecie zamykajace.
Mial tylko nadzieje, ze w czasie jego nieobecnosci gowniarz nie narobil jeszcze wiekszych szkod, bo wtedy nie reczylby za siebie...
Wszedl do salonu i obrzucil go wciaz plonacym z gniewu spojrzeniem. Potter czekal w tym samym miejscu, w ktorym go zostawil, wsrod porozrzucanych na podlodze ksiazek. Opieral sie o opustoszala biblioteczke, trzymajac sie za ramie i uparcie wpatrujac w podloge.
Severus zmarszczyl brwi, uwazniej przypatrujac sie rece chlopaka. Wygladala na poraniona. Spod rozcietej koszuli wylaniala sie dluga, zaczerwieniona szrama.
Coz, najwyrazniej nieco zbyt mocno nim rzucil... ale w tamtej chwili nie panowal nad soba. Mial ochote go zranic, najbolesniej jak to mozliwe, ale teraz... Severus jeszcze raz spojrzal na rozciecie, mimowolnie rozprostowujac zacisniete do tej pory w piesci palce.
Wyczuwal strach bijacy od chlopaka. Odkad wszedl, Potter zerknal na niego tylko jeden raz, rzucajac Severusowi szybkie, sploszone spojrzenie. W takim stanie naprawde przypominal... szczeniaka. Szczeniaka, ktory otrzymal od swojego pana kilka kopniakow i teraz siedzial w kacie, z podkulonym ogonem, nie majac pojecia, za co zostal ukarany, i bojac sie nawet spojrzec w jego strone.
Moze... moze i rzeczywiscie zareagowal odrobine zbyt agresywnie, wyzywajac sie na chlopaku za to, ze przez niego kilka tygodni pracy poszlo na marne i caly eliksir nadaje sie teraz jedynie do wylania do scieku... Pomimo calej swojej bezmyslnosci Potter mogl przeciez nie zdawac sobie sprawy z tego, do czego doprowadzil swoim niezapowiedzianym przybyciem. Chcial go tylko odwiedzic. Nie rozumial, o jaka stawke toczy sie gra... i jakie to bylo dla Severusa wazne. Byl tylko zaslepionym nastolatkiem. Zbyt zaslepionym, by dostrzegac niewielkie aluzje, ale czego innego mozna bylo sie po nim spodziewac? Zawsze pchal sie tam, gdzie nie trzeba, wciskal sie w najmniejsza szczeline, wciaz pakujac sie w coraz to wieksze klopoty... Byl jak znajdujaca sie tuz pod skora drzazga, niewielka, ale dokuczliwa... taka, ktora nie pozwala sie wyluskac, ale nie pozwala rowniez o sobie zapomniec...
Severus zacisnal usta i siegnal po rozdzke, odsylajac wszystkie ksiazki z powrotem na ich miejsce. Chlopak nie poruszyl sie. Wciaz stal w tym samym miejscu, przyciskajac reke do piersi.
Severus oblizal wargi.
Nie moze juz pozwolic mu sie tak wyprowadzac z rownowagi. Bedzie musial zalagodzic cala te sytuacje... zrobic cos, by Potter przestal patrzec na niego z mina zbitego psa... poniewaz wtedy mial takie dziwne uczucie, jakby ta drzazga... zbyt mocno go uwierala.
***
Severus siedzial przy stole nauczycielskim w Wielkiej Sali, obserwujac, jak Harry wybiega z pomieszczenia. Obok niego lezal Prorok Codzienny z rzucajacym sie w oczy tytulem: 'Harry Potter - Nadzieja Czarodziejskiego Swiata Czy Tchorz?'
Sciany Wielkiej Sali pokryte byly zimnymi plomieniami gniewu. Ciemniejace coraz bardziej oczy Severusa biegaly po linijkach tekstu, podczas gdy przestrzen wokol niego wypelniala sie mrokiem i krysztalkami
