szesnastolatkiem... byl czyms doskonalym.

Severus zamrugal i szybko poprawil szate, zaslaniajac napierajaca na material spodni erekcje. Ponownie zerknal na zegar i w tym samym momencie uslyszal... odlegly trzask otwierajacych sie drzwi.

Powietrze wypelnilo sie czerwienia i zarem plomieni, a cienkie wargi rozciagnely sie w lekkim usmiechu. Zdazyl go jednak ukryc, zanim drzwi komnat otworzyly sie i do srodka wszedl Potter, sciskajac w rekach... kilka podrecznikow.

Plomienie natychmiast zgasly, zastapione wpelzajacym na sciany mrokiem, pachnacym chlodnym rozczarowaniem i ciagnacym sie za nim, niczym ogon komety, mroznym gniewem.

*

Powietrze wydawalo sie syczec. Nie bylo widac niczego, poza parujaca, wypelniona zarem czerwienia. Przesiakala przez skore, wiezila oddech, wplywala do ust. Wypelniala cala przestrzen, przynoszac ze soba serie roznych dzwiekow.

Bum. Bum. Bum. Bum. Bum.

Przypominalo to odglos szalenczo bijacego serca. I... byly tez oddechy. Dwa mieszajace sie ze soba oddechy, plytkie i niemal zachlanne. I... jeki. Odbijajace sie echem, przenikajace przez siebie i tworzace cala feerie odglosow spelnienia.

Promieniujaca cieplem, wilgotna skora, slizgajaca mu sie pod palcami. Goracy oddech, laskoczacy jego szyje. Slodki, mdlacy zapach rozczochranych wlosow, zmieszany z wonia emanujacej pragnieniem skory. Duszace opary jekow i to drobne cialo, napinajace sie i drzace przy kazdym pchnieciu.

Byl w nim. Szybkimi, plynnymi ruchami torowal sobie droge przez zaciskajace sie wokol niego miesnie, smakujac wargami te ciepla, gladka skore. Potter byl wszedzie. Czul go kazdym zmyslem, kazdym oddechem, kazdym pchnieciem. Jego naprezone cialo wznosilo sie i opadalo, dajac mu tak wielka przyjemnosc... nie pamietal, by kiedykolwiek przedtem...

I te zielone, rozszerzone oczy... zamglone, pograzone w agonii przyjemnosci, uwiezione za okraglymi okularami, zaparowanymi teraz i lekko przekrzywionymi. I... upojony, zachrypniety szept:

- Doprowadzasz mnie do szalenstwa...

Tak, slodki Merlinie, tak!

Mial ochote mu powiedziec: Tak, tylko ja potrafie to robic. Tylko ja potrafie cie okielznac, zniewolic, sprawic, ze wciaz bedziesz wracal po wiecej i wiecej... a potem, omdlewajac z rozkoszy, bedziesz saczyl do mych uszu te slodkie zapewnienia, od ktorych bede robil sie jeszcze twardszy i bede pieprzyl cie jeszcze mocniej, by wydobyc z ciebie kolejne wyznanie...

Szalenstwo? Istotnie, mozna powiedziec, ze to wlasnie ono staje sie naszym udzialem...

Siegnal po okulary, zdejmujac je z nosa Harry'ego. Pragnac zobaczyc te oczy w calej swej okazalosci, nie za kawalkami zaparowanego szkla. Musial je widziec. Musial widziec to spalajace pragnienie, skierowane ku niemu. Tylko i wylacznie ku niemu. Dotknac go...

Zlapal twarz Harry'ego i przyciagnal ku sobie, gladzac jego ciemne wlosy. Czul, jak miekkie kosmyki przeslizguja mu sie pomiedzy palcami. Widzial, jak powieki Harry'ego opadaja niczym zaslony, oddzielajac go od tego, co pragnal ogladac. Ale wiedzial, ze to wciaz tam jest. Cos, czego nigdy wczesniej nie widzial w zadnych innych oczach.

Pochylil sie i pocalowal te powieki. Rozzarzona czerwien zamigotala, zmieniajac barwe na ciepla biel, ale w tej samej chwili wszystko utonelo w eksplozji, sypiacych sie iskrach i syczacych plomieniach. A kiedy zaslona zaru opadla, odslonila dwie wyczerpane, rozluznione sylwetki,

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату