Milosc. Najwieksza ulomnosc tego swiata. Nawet najtwardszego czlowieka potrafi doprowadzic do ruiny...
- Ksiega! - rozkazal, wskazujac na stolik.
Mezczyzna przymknal powieki, wzial gleboki oddech i skinal glowa.
- Sluszna decyzja - powiedzial Snape, zdejmujac rozdzka magiczne peta. - Ale pamietaj, ze jezeli sprobujesz mnie oklamac... bede o tym wiedzial.
***
Z wiedza, ktora zdobyl, mogl w koncu posunac sie dalej. Pozostalo mu juz do pozyskania niewiele skladnikow, ale niektore z nich wymagaly ponownego uruchomienia skomplikowanych kontaktow. I zaczynal coraz powazniej zastanawiac sie nad tym, czy zdazy skonczyc eliksir, zanim Potter wpadnie na kolejny spektakularny sposob zabicia sie. A raczej unikniecia cudem smierci.
Wystarczylo, ze zostawil go tylko na chwile.... na jedna krotka chwile. Ale czego sie po nim spodziewal? Przeciez to najbardziej wscibski, najbardziej lekkomyslny i pozbawiony wyobrazni przypadek w calej szkole. Severus wyraznie zakazal mu czegokolwiek dotykac, ale on oczywiscie i tak postapil po swojemu. Nie bylby Potterem, gdyby tego nie zrobil i to on, Severus powinien przewidziec, ze to sie tak skonczy. Potter mial absolutny talent do przyciagania klopotow i nie powinien zostawiac go samego ani na sekunde.
Wciaz pamietal bicie wlasnego serca, kiedy biegl korytarzem... i to uczucie... spadania, kiedy otworzyl drzwi i zobaczyl Pottera lezacego na podlodze... i wrazenie, ze wszystko wokol tonie w morzu lodu, a jego cialo wypelnia sie paralizujaca ciemnoscia... dopoki Potter nie zaczal oddychac.
A teraz spal na jego kolanach i Severus zastanawial sie, jak wlasciwie do tego doszlo... skoro przez pewien czas sam mial ochote skrecic mu kark za to, jakim potrafil byc bezmyslnym, doprowadzajacym go do stanu wrzenia nicponiem. Ale pozniej Potter po prostu przyszedl do niego na szlaban i... zostal.
Severus oderwal wzrok od czytanej przez siebie ksiazki i rozsunal nieco nogi, zdretwiale juz od ciezaru chlopaka, probujac znalezc wygodniejsza pozycje i jednoczesnie starajac sie go nie obudzic, ale wtedy z ust Pottera wyrwal sie... interesujacy jek.
- Oooch... Severusie...
Mezczyzna spojrzal na zarumieniona od snu twarz Harry'ego. Chlopak nadal spal, z ramionami oplecionymi wokol jego szyi i glowa wtulona w obojczyk. Ewidentnie snil o czyms przyjemnym, poniewaz co jakis czas z jego rozchylonych, oddychajacych ciezko ust wydobywal sie senny jek lub pomruk.
Mezczyzna usmiechnal sie pod nosem i powrocil do czytania, ale po chwili z ust Harry'ego wydobyla sie seria niewyraznych slow, ktore udalo sie jednak Severusowi zrozumiec jako:
- Jestem Wybrancem... I moge pieprzyc sie, z kim chce i kiedy chce... Nawet na cholernym meczu... Zlapalem juz znicz, a teraz... chce tylko... oooch... Severusa...
Brwi mezczyzny poszybowaly w gore.
No cos takiego... Potter po raz kolejny go zaskoczyl. Nie przypuszczal, ze jego fantazje moga byc az tak nieprzyzwoite... On sam mial roznego rodzaju fetysze oraz perwersje, ale uprawiac seks podczas meczu Quidditcha? Potter najwyrazniej byl jeszcze bardziej zdeprawowany i wyuzdany, niz sadzil... Coz za mila niespodzianka...
***
Kontrola.
Zawsze sie nia szczycil. Zawsze i w kazdych okolicznosciach potrafil zapanowac nad swymi reakcjami, poza sytuacjami, kiedy sam celowo sie jej pozbywal, pozwalajac na to, by to reakcje przejely kontrole nad nim. Chociaz ostatnio to twierdzenie wymagalo przedefiniowania: Zawsze i w kazdych okolicznosciach potrafil zapanowac nad swymi reakcjami, poza sytuacjami, kiedy w poblizu
