Lekcji', 'Zloty Chlopiec juz nie taki zloty'. Hahaha. Juz sobie wyobrazam komentarze: 'Zawsze wiedzialam, ze z tym chlopcem jest cos nie tak' - powiedziala nam Rita Skeeter. - 'Ostrzegalam was, ale nikt mnie nie sluchal! On mogl to robic juz od dawna! Kto wie, ile niewinnych umyslow zdeprawowal?!' Otrzymalismy lawine komentarzy od oburzonych tym incydentem rodzicow: 'Moj syn chodzi do szkoly z tym zboczencem!'; 'Prosze go natychmiast zamknac w Swietym Mungu! Jest niebezpieczny dla otoczenia! Moze tam wylecza jego chorobe...'; 'Kto wie, jakie jeszcze perwersje ukrywa za fasada normalnego, zdrowego chlopca, bohatera czarodziejskiego swiata?' Niestety, pan minister uchylil sie od komentarza. Zapytalismy wiec dyrektora Hogwartu o jego stanowisko w tej sprawie, ale jedyna wypowiedz, jaka otrzymalismy, brzmiala: 'Ach, to rzeczywiscie powazny problem. Moze dropsa cytrynowego?' - zakonczyl swoj wywod, parskajac smiechem.
Z Severusem dzialo sie cos dziwnego.
Smial sie.
Probowal sie opanowac, ale nie udawalo mu sie to. Zaslonil wiec usta dlonia, starajac sie to za wszelka cene ukryc, a przynajmniej chociaz zakamuflowac.
Nie do wiary. Ten smarkacz naprawde go rozbawil... Uczucie bylo... obce. Odlegle. Niemal zapomniane... I niepokojaco przyjemne. Przypominalo laskoczace wnetrze cieplo, jakkolwiek idiotycznie brzmialo takie okreslenie.
Czujac na sobie zaskoczone spojrzenie Pottera, udalo mu sie w koncu opanowac i wyjsc z twarza z tego naglego przyplywu czulostkowych doznan, ale chlopak i tak patrzyl na niego tak, jakby zobaczyl co najmniej Norweskiego Smoka Kolczastego, ktory podskakuje i macha ogonem. Mial przynajmniej na tyle rozumu, zeby tego nie skomentowac. Zreszta tylko by sprobowal...
- To bylby naprawde... interesujacy artykul - powiedzial w koncu Snape, lapiac zduszony oddech.
Wstretny smarkacz!
*
W powietrzu unosilo sie goraco. Falowalo i wirowalo, ukladajac sie w szkarlatne pasma.
Severus wypuscil z ust zaczerwieniony, wilgotny sutek i odchylil sie, spogladajac na swoje dzielo, a nastepnie przenoszac wzrok w gore, na wpatrzone w siebie, blyszczace jak w goraczce zielone oczy i otwarte od jekow usta. Lubil, kiedy Potter wygladal tak jak w tej chwili. Z rumiencami na policzkach i przekrzywionymi okularami. Rozpalony, ulegly, skupiony tylko i wylacznie na nim...
Usmiechnal sie mrocznie i w tej samej chwili poczul cieple dlonie lapiace jego twarz. Zanim zdazyl zareagowac, zobaczyl przyblizajaca sie twarz Pottera, przymykajace sie powieki, rozchylajace sie wargi...
W ostatniej chwili zdazyl odwrocic glowe i odsunac sie. Zar rozplynal sie niczym mgla, zastapiony chlodem i naplywajaca ciemnoscia.
Znowu probowal... znowu! Do diabla, co ten chlopak sobie wyobraza?
Z pociemnialym od gniewu spojrzeniem odwrocil glowe z powrotem, juz otwierajac usta do tyrady slownej, ale wtedy zobaczyl wyraz twarzy Pottera...
Tak potwornie rozczarowany... pokonany... zamkniety.
Cholera, zabolalo go to...
- J-ja... musze isc - wymamrotal cicho chlopak.
Severus zacisnal usta, przygladajac sie, jak Potter zsuwa sie z jego kolan i rzuciwszy niewyrazne 'dobranoc', niemal wybiega z salonu. Kiedy przebrzmialo juz echo zatrzaskiwanych drzwi, Severus odwrocil glowe w strone kominka.
Czy on niczego sie nie nauczyl? Przeciez juz dawno dal mu jasno do zrozumienia, ze pocalunek to pewna granica, pewna bariera, ktorej Severus nigdy nie przekraczal. I z pewnoscia nie zamierzal tego
