by wlac mu do glowy troche oleju.
Chociaz teraz, kiedy Severus patrzyl na siedzacego w fotelu Pottera, na jego spuszczona glowe i zacisniete w dlonie piesci, do jego mysli powoli wkradal sie gesty cien, ktory przyslanial swiatlo i sprowadzal chlod.
- Powinienes wracac do dormitorium - powiedzial cicho mezczyzna. - Jest juz pozno. Jezeli twoi przyjaciele nie sa tacy pijani jak ty, to lada chwila moga zorientowac sie, ze nie ma cie w lozku, i zaczna cie szukac.
Harry pokiwal glowa i podniosl sie.
- Przepraszam - wyszeptal cicho, wciaz ze spuszczonym, wbitym w podloge wzrokiem. Jego glos drzal lekko. - Za wszystko, co powiedzialem. I za wszystko, co zrobilem. - Nie podniosl glowy, aby spojrzec na Severusa. Po prostu odwrocil sie i ruszyl w kierunku drzwi.
Moze byl to cien smutku, ktory nie potrafil opuscic jego twarzy, moze wyraz goryczy, ktory okalal wargi... ale to cos wywolalo w Severusie niezrozumiala potrzebe zatrzymania go i...
- Potter - zawolal. Harry zatrzymal sie i odwrocil, spogladajac na niego. Zielone oczy byly puste. Jakby cos wyssalo z nich jakiekolwiek emocje. Emocje, ktorych zawsze bylo w nich tak wiele, tak nieprawdopodobnie wiele... I Severus poczul przemozne pragnienie, aby znowu je nimi napelnic... ale nie. Nie mogl tego zrobic. Musi byc konsekwentny. Potter sam jest sobie winien. Nie moze mu ustapic. - Idz juz spac - powiedzial w koncu. - Mam nadzieje, ze masz ze soba peleryne? - Harry skinal glowa i wyjal z kieszeni mieniacy sie material. - Dobrze, idz najkrotsza droga. I zadnych przystankow po drodze. Masz isc prosto do wiezy Gryffindoru. Zrozumiales?
Harry ponownie skinal glowa, po czym odwrocil sie i bez slowa zniknal za drzwiami.
Zrobilo sie cicho.
Ale ta cisza, ktora towarzyszyla Severusowi odkad pamietal i ktora zawsze sobie cenil... teraz przytlaczala go.
Podszedl do barku, nalal sobie szklanke whisky i opadl na fotel przed kominkiem, stawiajac butelke przed soba na stoliku i wbijajac spojrzenie w ogien.
Po pewnym czasie, kiedy konczyl trzecia szklanke, z zadumy wyrwaly go uderzenia zegara. Po raz kolejny mimowolnie siegnal do kieszeni, zaciskajac dlon na kamieniu.
Nadal byl chlodny.
Potter powinien juz pojsc spac. Minelo zbyt duzo czasu. Juz dawno powinien wyslac mu wiadomosc...
Swiatla w salonie zamigotaly, pokrywajac sie opadajaca powoli na caly pokoj mgla niepokoju.
Poczatkowo te wysylane przez Pottera co wieczor zyczenia dobrej nocy irytowaly go. Ale po pewnym czasie przyzwyczail sie do nich, a nawet wiecej... zaczal ich nieswiadomie oczekiwac. Kazdego wieczoru. I teraz, kiedy nie otrzymywal tej wiadomosci... instynktownie wyczuwal, ze cos jest nie w porzadku.
Moze nie powinien byl puszczac go samego? Moze Potter, zamiast pojsc spac, znowu zaszyl sie w jakims zakamarku zamku, przezywajac wszystko, co zrobil, co powiedzial i co musial poswiecic? Moze to bylo dla niego zbyt wiele?
Moze Severus powinien byl rozegrac to nieco inaczej?
Moze powinien sprawdzic... zapytac... czy wszystko z nim w porzadku?
Wyciagnal z kieszeni kamien i przez chwile przygladal sie jego gladkiej powierzchni.
A niech go...!
Potter, dlaczego jeszcze nie spisz?
