sie lagodny szept:
- Chodz tutaj.
Przyciagnal go do siebie i przycisnal do piersi, zamykajac go w swoich ramionach i slyszac ciche westchnienie, ktore wydobylo sie z ust Harry'ego.
Nie wiedzial, jaki impuls kazal mu to zrobic. Ale poddal mu sie, czujac cieplo przycisnietego do niego, szczuplego ciala, ktore w jakis zadziwiajacy sposob... ogrzewalo takze i jego.
Przez chwile panowala cisza. Przecinana jedynie miarowymi, plynnymi uderzeniami serca.
- Nic ci nie bedzie... prawda? - uslyszal niepewne pytanie zadane drzacym glosem.
Potter bal sie. O niego. Sam pomysl, ze ktokolwiek moglby sie o niego bac, wydawal mu sie irracjonalny. Nierealny.
Wszyscy, ktorzy go znali, doskonale wiedzieli, ze Severus potrafi o siebie zadbac. Po prostu wydawali mu rozkazy i oczekiwali wynikow. Bez wzgledu na wszystko. Nie zastanawiajac sie, czy przy tym zginie, czy tylko zyska kolejna blizne. Nikt sie tym nie przejmowal. On takze nie. Nauczyl sie nie przejmowac.
Ale nagle pojawil sie Potter. Wraz ze swoja mlodziencza wrazliwoscia oraz naiwnym oddaniem. Jedyna osoba, ktora...
Severus poruszyl sie i uwolnil go z uscisku, lapiac jego twarz w dlonie i unoszac ja. Kiedy zanurzyl spojrzenie w wypelnionych lekiem, zielonych oczach, powietrze zafalowalo, wypelniajac sie lsnieniem.
- Nie, nic mi nie bedzie. To byl tylko sen - odparl cicho.
- Obiecujesz? - W glosie chlopaka zabrzmiala desperacja. Jakby sama mysl, ze moglby stracic Severusa, wydawala mu sie... niewyobrazalna.
I Severus poczul, jak do jego glowy wkrada sie nieproszona mysl...
Jezeli cokolwiek pojdzie nie tak i nie uda mu sie doprowadzic chlopaka do Czarnego Pana, albo nie zdola uwarzyc eliksiru... wtedy sen Pottera okaze sie proroczy.
Blask przygasl, przycmiony przez nadciagajacy mrok.
Pozostal jedynie chlod nieuniknionego.
- Obiecuje - powtorzyl Severus, poddajac sie wpelzajacej po scianach i suficie ciemnosci. - Twoja troska jest wzruszajaca, Potter. - Snape puscil jego twarz i wyprostowal sie. Czern siegala juz jego stop. - A teraz wracaj do lozka. Chyba nie masz zamiaru stac tutaj do rana i uzalac sie nad soba.
Harry usmiechnal sie lekko.
- Nie - odparl.
- A to nowosc - prychnal mezczyzna, odsuwajac sie od niego i odwracajac glowe. - Przeciez ty tak uwielbiasz sie nad soba uzalac.
Czul zaciskajace mu sie na gardle zimne palce gniewu. Mial wrazenie, ze probuja mu je rozszarpac.
Dlaczego Potter musial tak wszystko komplikowac? Dlaczego musial przychodzic do niego z ta swoja zalosna, niepotrzebna nikomu troska? Dlaczego Severus pozwolil mu tu zostac? Nie potrzebowal w srodku nocy jego uzalania sie. I tak bylo ono bezwartosciowe. Nie przynosilo niczego, poza... wzburzeniem. Wyprowadzalo go tylko z rownowagi.
Oczy chlopaka rozszerzyly sie z zaskoczenia.
- Nie uzalam sie - odparl obronnie. - Mialem tylko zly sen. Powiedzialem ci, ze mozemy juz isc spac.
