- To dobrze, bo mam dosyc nianczenia cie - odparl cierpko Severus.
Gniew kipial. Kasal. Rozdrapywal.
To Potter byl temu winien. Temu, ze Severus wciaz tracil przy nim kontrole. Ze to on musial za nim podazac, pocieszac go i przyciagac z powrotem, zamiast po prostu prowadzic za soba. Ze chlopak mial o wiele wiecej sily, niz sie wydawalo.
I ze swoim upartym swiatlem docieral do miejsc, ktore na zawsze powinny pozostac w ciemnosci.
***
W laboratorium panowal polmrok. Jedyne swiatlo rzucala stojaca na jednej z polek swieca, wylaniajac z ciemnosci odziana w szaty Smierciozercy, wysoka sylwetke.
Severus stal nad myslodsiewnia, oczyszczajac swoj umysl. Starannie nawijal na rozdzke wszystkie niebezpieczne mysli oraz wspomnienia i umieszczal je wsrod zlotych wsteg. Wspomnienia kotlowaly sie i wyplywaly na powierzchnie, tworzac przenikajace sie obrazy. Potter na jego kolanach. W jego lozku. Przycisniety do niego. Masturbujacy sie. Radosny.
Temperatura w pomieszczeniu wydawala sie obnizac coraz bardziej wraz z kazda umieszczona w myslodsiewni wstega. Na polkach i butelkach osiadal szron, tak jak wtedy, gdy w poblizu zjawiali sie dementorzy. Jedynym elementem pomieszczenia, ktore nie pokrylo sie szronem, byla myslodsiewnia. Emanowala zarem, tak jakby skupila w sobie cale wyssane z wnetrza cieplo i swiatlo.
Severus schowal rozdzke i wyprostowal sie.
Byl gotow.
*
To zawsze bylo bolesne. Umysl Czarnego Pana przypominal ostrze. Wdzieral sie na wprost, przebijajac sie przez wszelkie oslony, i pozostawial po sobie dluga, rwaca rane, poszarpana i zmasakrowana. A jego smiech... byl niczym odlamki szkla, ktore wbijaja sie w mozg i kluja jeszcze dlugo po tym, kiedy smiech juz przeminie.
Zawsze smial sie, kiedy ogladal wspomnienia Severusa i mogl zobaczyc w nich swego najwiekszego wroga... zlamanego, upodlonego, zdominowanego... a szczegolnie upodobal sobie wspomnienie, w ktorym Potter kleczal na stoliku w salonie Severusa, zwiazany i unieruchomiony, skamlac z bolu, podczas gdy mezczyzna pieprzyl go ostro i bez skrupulow. Tak, ten widok Czarny Pan cenil sobie najbardziej. I Severus wyraznie czul jego satysfakcje.
- Dossskonale - wyszeptal, kiedy opuscil w koncu umysl Severusa, odchylajac sie w swym wysokim krzesle i usmiechajac z zadowoleniem.
Severus potrzebowal chwili, by dojsc do siebie. Mial wrazenie, jakby w jego umysle powstaly pulsujace bolesnie szczeliny w miejscach, w ktorych Czarny Pan zatapial swoje szpony. Zamrugal kilka razy, walczac z zawrotami glowy. Zawsze po penetracji czul sie tak, jakby zostal odarty ze wszelkich oslon. Jakby jego umysl zostal zanieczyszczony i zaczynal ropiec i gnic od srodka, wypelniajac kazda szczeline gesta, wdzierajaca sie wszedzie ciemnoscia.
- Ale wydaje mi sie, ze ostatnio twoje wspomnienia, staly sie... ubozsze - kontynuowal Czarny Pan, mruzac oczy i wbijajac w Severusa przeszywajace spojrzenie.
- Postanowilem ograniczyc kontakty z chlopakiem do niezbednego minimum. Jest halasliwy i natretny. Za bardzo mi sie narzuca, co przeszkadza i spowalnia prace nad eliksirem - odparl gladko Severus, patrzac przed siebie nieruchomym wzrokiem. - Ale jezeli sobie tego zyczysz, Panie, to moge czesciej sie z nim widywac. - W chwili, kiedy Severus wypowiadal te slowa, na jego twarzy pojawil sie przelotny wyraz obrzydzenia.
Czarny Pan przypatrywal mu sie uwaznie przez chwile, po czym odparl:
- Pozostawiam decyzje tobie,
