Skierowal swoje kroki w strone barku, opierajac sie dlonmi o ciemny blat i opuszczajac glowe. Na jego sciagnietej twarzy widnialo silne wzburzenie. Oczy przypominaly wykrzesane z lodu krysztaly, w ktorych odbijala sie... duszaca, niemal desperacka wscieklosc. I wykrzywione paskudnym usmiechem oblicze Czarnego Pana.
Wciaz bylo mu malo. Wciaz chcial wiecej wspomnien, wiecej i wiecej, by napawac sie nimi, by upajac sie upokorzonym Potterem... by sie z niego nasmiewac.
Severus zacisnal piesci. I uderzyl nimi w blat, wydajac z siebie odglos przypominajacy warkot oszalalego zwierzecia.
Ciagle slyszal w glowie jego smiech. Jego i Bellatriks. Nie potrafil sie ich pozbyc. I tak bylo zawsze, kiedy wracal ze spotkania.
Severusie, na twoim miejscu odkazalabym swojego fiuta za kazdym razem, kiedy musialabym go wsadzac w tylek tego brudnego smarkacza! Jeszcze sie czyms od niego zarazisz... na przyklad jakimis obrzydliwymi... uczuciami.
W czarnych oczach pojawilo sie pekniecie.
Jego cialo zareagowalo samoczynnie, zrzucajac z niepohamowana wsciekloscia wszystkie szklanki, ktore staly na blacie. Przestrzen wypelnila sie dzwiekiem rozbijajacego sie szkla.
I w tym samym momencie Severus poczul cieplo w kieszeni. Mimowolnie siegnal po kamien i drzaca dlonia przysunal go do twarzy, odczytujac wiadomosc:
Dobranoc, Severusie.
Przez moment po prostu stal i wpatrywal sie w kamien, nie poruszajac sie. Po chwili jego powieki przymknely sie, a ramiona rozluznily. Ogien w kominku zamigotal i powietrze ocieplilo sie. Ciemnosc zaczela ustepowac. Smiechy ucichly. Kasajace wzburzenie wycofalo sie, zastapione naplywajacym, kojacym spokojem. Dlonie przestaly drzec. Kiedy otworzyl oczy, po wypelniajacym je lodzie nie bylo juz sladu. Roztopil sie.
Mezczyzna uniosl glowe i spojrzal w kierunku swojego laboratorium. Odlozyl kamien do kieszeni i powoli ruszyl w strone biblioteczki, a kiedy ta odsunela sie, ukazujac wejscie, skierowal swoje kroki wprost ku myslodsiewni. Zatrzymal sie nad nia i spojrzal na kotlujace sie w niej zlociste pasma, czujac na twarzy ich zar. Wyciagnal rece, zaciskajac je na brzegu misy.
Chcial dotknac tego zaru. Znowu go w sobie poczuc. Sprawic, by rozlal sie w nim niczym rwaca rzeka. By ponownie go wypelnil.
I zrobil to. Pochylil sie, zanurzajac w myslodsiewni swoja twarz i pozwalajac porwac sie temu wirowi.
***
Wzrok Severusa utkwiony byl w Harrym, ktory trzymal ksiazke w dloniach i zdawal sie byc calkowicie pochloniety lektura. Ale Severus wiedzial, ze to tylko pozory. Bowiem wszystko bylo tylko po to, zeby go kusic. Rozpiety kolnierzyk, ktory odslanial jasna, gladka skore i zapraszal, by zatopic w niej zeby. Niechlujnie przekrzywiony krawat, pognieciona koszula, zbyt szeroko rozstawione nogi.
Tak bezczelnie wyuzdany... Doprawdy, co on sobie wyobraza?
Wzrok Severusa przesuwal sie coraz wyzej, zatrzymujac sie na wargach Pottera, ktore chlopak co jakis czas oblizywal.
Kusil go, bezwstydnie prowokowal... Co za zlosliwy, podstepny gowniarz...
Harry przerzucil strone i kolejny raz oblizal wargi, przygryzajac je.
Severus zdusil jek, kiedy jego spodnie staly sie ciasne. Pragnal, zeby te usta zacisnely sie wokol jego penisa. Pragnal zatonac w goracej, cudownej wilgoci i widziec to
