ujrzec.
Jeszcze przez chwile.
***
Nad domami unosila sie ognista luna, rozswietlajac pograzona w ciemnosci okolice. Powietrze wypelnialy przedagonalne wrzaski, okrzyki bolu, trwogi i rozpaczliwego cierpienia. Odziane w czern sylwetki snuly sie niczym cienie pomiedzy lezacymi na ulicy, rozszarpanymi albo spalonymi cialami, podazajac za garstka ocalalych mugoli, ktorzy probowali jeszcze uciekac.
Severus odwrocil wzrok od rzucajacego sie po ziemi, plonacego niczym zywa pochodnia mezczyzny i spojrzal w glab ulicy. Smierciozercy nie oszczedzali nikogo. Widzial, jak Adraught ciagnie za wlosy mloda kobiete, wlokac ja za soba po ziemi. Slyszal jej rozpaczliwe zawodzenie, ale to prawdopodobnie nie bol byl tego przyczyna, a martwe, dwuletnie dziecko, ktore kobieta trzymala za noge, ciagnac je za soba, jakby wciaz wierzyla, ze nie jest jeszcze za pozno. Ale bylo. Severus widzial polyskujaca w blasku ognia smuge krwi, ktora wila sie za nimi po ziemi.
- Pomocaaaaarrrggghhh!
Severus odwrocil sie akurat w momencie, kiedy mlody chlopak o rozczochranych, czarnych wlosach przewracal sie wprost na niego. Jego krew sila rozpedu spryskala biala maske i szate, w ktora przyodziany byl mezczyzna. Severus zlapal go mimowolnie i w tej samej chwili cala okolica pograzyla sie w gestej ciemnosci, w ktorej jedyne swiatlo padalo na zastygla w wyrazie przerazenia twarz chlopca... ciemne, rozwichrzone wlosy, tak znajome... i... i nagle Severus zostal uderzony wizja, w ktorej te jasnoblekitne, gasnace oczy zmienily barwe na szmaragdowa zielen, ukryta za okraglymi okularami, i doznal wrazenia, jakby cos zlapalo go za gardlo i probowalo wciagnac w grzaskie bagno mroku, w ktorym kleczal, trzymajac w ramionach wiotkie, martwe cialo...
Czy tak to bedzie wygladalo? Czy tak wlasnie bedzie trzymal Pottera po tym, kiedy Czarny Pan odbierze mu moc i zycie?
- Zostaw to scierwo - uslyszal przebijajace sie przez ciemnosc prychniecie i wszystko powrocilo. Jednak wydawalo sie dobiegac jakby zza szyby. Wrzaski, plomienie, tryskajaca krew. Jego wlasna reka unoszaca sie i rzucajaca klatwe. Cialo kobiety tarzajacej sie w meczarniach po trawniku. Tubalny smiech Blackwooda oraz jego pelne ekscytacji slowa.
Ale pomimo calej otaczajacej go kazni, Severus wciaz widzial jedynie te ciemne wlosy i wypelnione pustka oczy. I nie byl w stanie oderwac od nich wzroku. Dopoki nie dotarl do niego glos Blackwooda, wypowiadajacy to jedno, znajome slowo:
- ...Pottera w swoje rece, to pozwoli nam sie z nim troche zabawic...
Severus oderwal spojrzenie od lezacego na ziemi ciala i powoli odwrocil glowe w strone stojacego obok niego mezczyzny. Powietrze wypelnil lodowaty podmuch.
- Nie mow, ze nie miales na to ochoty przez te wszystkie lata, kiedy byl zaledwie na wyciagniecie twojej reki - kontynuowal Smierciozerca. - Wyobraz to sobie... przerznac ich 'Zlotego Chlopca', ich 'cudenko', 'nadzieje czarodziejskiego swiata', tego parszywego 'Wybranca'... Wgniesc go w ziemie, zdeptac, zadac mu taki bol, jakiego nigdy sobie nie wyobrazal, a potem rznac go do utraty przytomnosci, tak jak kiedys to robilismy... Och, to bedzie cos pieknego! - Z ust Blackwooda wydobyl sie gardlowy smiech przypominajacy charczenie.
Obsydianowe oczy nie poruszyly sie. Ale cos ukrytego za nimi szarpalo sie jak w amoku, jakby probowalo wyrwac sie i rzucic stojacemu obok mezczyznie do gardla. I rozerwac go na strzepy.
Severus widzial to juz oczami wyobrazni. Widzial, jak Blackwood wije sie u jego stop w meczarniach, poddawany najstraszniejszym torturom. Widzial, jak powoli ulatuje z niego zycie, a wraz z nim takze i pragnienie, ktore osmielil sie poczuc.
Nigdy go nie dotknie. Nigdy nawet sie do niego nie zblizy. W ogole nie ma prawa oddychac tym samym powietrzem, co Potter. Chodzic po tej samej ziemi. Istniec tuz obok niego.
