sie pod nim, a rece wyciagaja, by siegnac po to, czego potrzebowal do przezycia. I zagarnal to, przyciagajac Harry'ego do siebie i juz po chwili zanurzal sie w nim, w jego goracu i zapachu, w jego spojrzeniu i oddaniu, czujac, jak to wszystko wypelnia go, jak rozrasta sie w nim, siegajac coraz glebiej i rozgrzewajac kazdy fragment jego oblodzonej duszy.
Ale to wciaz bylo zbyt malo. Pragnal wiecej. Pragnal go jeszcze wiecej.
Siegnal wiec jeszcze dalej. Do jego umyslu. Otwartego teraz niczym wyciagnieta dlon, ktora pragnie jedynie dawac. I doznal niemal wstrzasu anafilaktycznego, kiedy zostal nagle otoczony przez... to. Bylo wszedzie. Silne i twarde niczym diament, a jednoczesnie miekkie i delikatne niczym puch... i tak niesamowicie cieple... i nalezalo tylko do niego. Cala ta... moc, poniewaz nie potrafil tego inaczej nazwac. Skierowana tylko ku niemu. Gotowa zrobic dla niego wszystko.
Sila ukryta pod maska... ulomnosci. Czy tak to wlasnie wygladalo? Czy zawsze tak... parzylo?
Chcial... nie, musial jej sprobowac... jeszcze bardziej sie w nia zanurzyc.
I zrobil to.
A rozkosz, ktorej wtedy doznal, wydala mu czyms prawie nieziemskim, pomimo iz byla zaledwie ulamkiem tej drzemiacej w Harrym mocy. Przypominala kapiel w lawie. Z ktorej z trudem udalo mu sie wyplynac.
Opadl na drzace cialo pod soba, haustami lapiac powietrze, ktore ulecialo mu z pluc. Krecilo mu sie w glowie i po raz pierwszy nie byl w stanie dojsc do siebie po orgazmie. Mial wrazenie, ze cale jego cialo pulsuje od ognia, ktory przed chwila je strawil.
I wtedy poczul ramiona Harry'ego, oplatajace sie wokol jego szyi i przyciagajace go jeszcze blizej.
- Niech cie cholera, Potter... - wysapal z trudem, kiedy udalo mu sie juz odzyskac glos. Byl pewien, ze chlopak usmiechnal sie, ale w tej chwili kompletnie go to nie obchodzilo. Chcial po prostu tak pozostac, czujac go kazdym fragmentem swego ciala, kazdym zmyslem. Jego dotyk, jego zapach, jego spokojny oddech...
Poruszyl sie i uniosl na rekach, spogladajac na jego zarumieniona twarz i wpatrzone w siebie z uwaga krystalicznie zielone oczy. Mimowolnie uniosl odziana w rekawiczke dlon i dotknal blizny w ksztalcie blyskawicy przecinajacej zroszone potem czolo. Powoli przesunal palec na skron i policzek, z fascynacja przygladajac sie smudze krwi, ktora pozostawial jego dotyk. Krew tych wszystkich, ktorzy dzisiaj zgineli, lsniaca na tej jasnej, nieskazitelnej skorze... byla niczym profanacja.
Przesunal palec na brode i w koncu zatrzymal go na rozchylonych wargach, brukajac je czerwienia.
Przelknal sline, czujac, ze zupelne nagle zasycha mu w gardle.
Przez jedna szalona chwile zastanawial sie, czy moglby polizac te wilgotne usta? Tylko raz przesunac po nich jezykiem, by poczuc ich smak...
Ale wiedzial, ze gdyby to zrobil, to wykonalby o ten jeden krok za daleko... i nie moglby juz wtedy powstrzymac sie, by nie zanurzyc sie glebiej w ich smaku, w ich zarze... i to bylby jego koniec.
Nie, musi go posmakowac w inny sposob. W inny sposob ugasic to wciaz nie do konca zaspokojone pragnienie, ktore konsumowalo go od srodka.
Zaczal wiec sunac dalej, znaczac na skorze krwawy slad, az w koncu dotarl do jego penisa. Zdjal zebami rekawiczke i owinal dlon wokol erekcji Pottera. Byla tak goraca, ze niemal parzyla... jak ogien, ktorego doznal, kiedy byl wewnatrz niego. I pragnal go znowu doswiadczyc, pragnal ujrzec go w tych zielonych oczach, jak najszybciej... Chlopak jeczal i skamlal, kiedy Severus przesuwal dlonia po jego penisie, za wszelka cene pragnac wyciagnac z niego orgazm, pragnac znowu ujrzec te jasnosc rozlewajaca sie po jego twarzy, potrzebujac jej. I nie musial czekac zbyt dlugo.
