rowniez odpowiedzial krzykiem. - Jeszcze niedawno zrobilbym to bez wahania. Nie zalezalo mi. Ale teraz... teraz mam... cos. Ciebie. I boje sie, bo nie chce tego stracic. Kiedys zabicie Voldemorta bylo dla mnie najwazniejsze. Teraz... teraz ty jestes najwazniejszy! Nie rozumiesz tego? - dokonczyl cicho.

Severus zacisnal usta, starajac sie nie zwracac uwagi na otwierajaca sie pod nim przepasc.

Jak moglby tego nie rozumiec? Rozumial az za dobrze...

Ale z pewnoscia tego nie zaakceptuje. Nie zaakceptuje niczego, co mogloby zagrozic jego najwiekszemu pragnieniu. Pragnieniu, ktore do tej pory utrzymywalo go przy zyciu... Chocby mial to wyrwac z siebie golymi rekami, niezaleznie od tego, jak bolesne to bedzie i jak wiele krwi przy tym straci...

- Czasami priorytetem jest to, co wazne, a nie to, co osobiste - wypowiedzial zachrypnietym, odleglym glosem. - I nalezy sie z tym pogodzic, Potter.

- Nie! Nigdy sie z tym nie pogodze! Mozna to polaczyc...

- Polaczyc? - przerwal mu Snape. - Wierz mi, ze nie mozna. Jezeli dopuscisz do priorytetow osobiste uczucia, to juz jestes przegrany.

Ten glupi chlopak niczego nie rozumial! Nie, on po prostu wpieprzal sie w jego zycie, nie baczac na nic i naiwnie myslac, ze uczucia to cos, co mozna nosic w sobie jak zbroje i co nie ma zadnego wplywu na zwyciestwo. Na przetrwanie.

A to byla slabosc. Straszliwa, zalosna slabosc i tylko glupcy pozwalali, aby nimi zawladnela, aby nimi kierowala... Glupcy z sercem na dloni, ktorzy mysla, ze ta slabosc da im jakakolwiek ochrone, ze pozwoli im przezyc... Ale to nie jest zadna zbroja. To zaslaniajace widok i utrudniajace ruchy lachmany. To cos, co moze cie jedynie zabic. I zrobi to przy pierwszej, nadarzajacej sie okazji.

Potter zmarszczyl brwi, wpatrujac sie w Severusa badawczym, lustrujacym wzrokiem. I po chwili zapytal, mruzac oczy:

- A jakie sa twoje priorytety, Severusie?

Posuwali sie po niebezpiecznej krawedzi, z kazda chwila coraz bardziej zblizajac sie ku przepasci.

- Nie prowokuj mnie, Potter - warknal Snape, starajac sie zapanowac nad drzeniem glosu.

- Nie mam takiego zamiaru - odpowiedzial spokojnie Harry. - Chce tylko wiedziec, co tak waznego przeszkadza ci w... byciu ze mna. Czasami odnosze wrazenie, ze swoim zachowaniem probujesz mnie do siebie zniechecic. Jakbys chcial trzymac mnie na dystans. Nie rozumiem, dlaczego tak postepujesz. Ale chce, zebys wiedzial, ze twoje proby sa daremne. To jest niemozliwe, poniewaz ty zawsze jestes ze mna... - Harry przesunal dlon i polozyl ja na swoim sercu - ...tutaj - szepnal cicho.

Zawsze.

To wydarzylo sie w ciszy. Zagluszyla walacy sie mur, pekajaca tarcze, rozbijajaca sie w pyl bariere. Wypelnila kazda szczeline, rozlewajac sie po ciele Severusa plynnym spokojem i sprawiajac, ze na jedna krotka chwile wszystko, co mogloby go zaklocic, odplynelo... Czarny Pan, kazda rzucona klatwa, kazda penetracja umyslu, kazdy wrzask cierpienia oraz gasnace oczy...

Pozostal tylko on. Tylko Potter.

A takze pragnienie. Tak silne, ze niemal ogluszajace. Teraz, kiedy nie bylo w nim niczego, kiedy wszystko, co do tej pory utrzymywalo go na powierzchni, zniknelo, kiedy wszystko, czym sie karmil, zostalo z niego wyssane... pozostal jedynie glod. I proznia. Proznia, ktora tylko Harry potrafil wypelnic... ktora tylko on byl w stanie wypelnic.

Poczul, jak kolana uginaja

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату