jaki sposob to robil.
Harry mocniej zacisnal powieki, odcinajac sie od naplywajacych szybko obrazow, ktore pokrywaly jego cialo gesia skorka i wiezily oddech w plucach.
- To potworne - wyszeptal po chwili, chociaz wiedzial, ze to slowo nawet w polowie nie oddaje tego, co stalo sie udzialem bezbronnych ofiar tego opetanego psychopaty.
- Kiedy Czarny Pan wyslal nas na jedna z misji, przeczuwalem, ze wynikna z tego tylko problemy. I nie mylilem sie. Blackwood upatrzyl sobie pewna placowke... - Glos Severusa byl gluchy i bardzo odlegly, jakby samo wspomnienie wystarczylo, aby do jego duszy wkradla sie ciemnosc. - Oczywiscie musialem odegrac nalezycie swoja role i udawac ze znizylem sie do jego wynaturzonego poziomu... do poziomu zwyklego zwierzecia, pozbawionego jakichkolwiek ludzkich odruchow, ktory swoje zycie zamienil w jalowa wegetacje, a dusze w trujacy sciek... Ale nawet pomimo zamknietych drzwi i wyciszajacych zaklec... - Severus zawiesil glos, a Harry wstrzymal oddech. - ...do tej pory pamietam ich blagania i krzyki. - Szept Severusa byl ledwie slyszalny, ale wystarczyl, zeby Harry poczul bolesny dreszcz przenikajacy cale jego cialo. Byl przekonany, ze jest pierwsza osoba, ktorej Severus powiedzial o tym wspomnieniu.
- To bylo twoje najgorsze wspomnienie? - zapytal cicho. Mial wrazenie, ze jakikolwiek glosniejszy dzwiek moze rozbic ten kruchy, szklany pomost, ktory rozciagal sie teraz pomiedzy nimi.
- Nie. - Severus westchnal ciezko. - Najgorsza chwila byla ta, w ktorej wyszedles stad rano po naszej ostatniej nocy i slyszalem twoje oddalajace sie kroki... i wiedzialem, ze cie stracilem.
Harry przypomnial sobie to, co widzial we wspomnieniach. Moment, w ktorym Severus stal z czolem opartym o drzwi i dlonia zacisnieta na klamce i wszystko wokol niego gaslo, pochlaniane przez nieprzebyta, gesta ciemnosc.
Czy on tak samo bedzie sie czul, kiedy... kiedy juz niedlugo...?
- Dla mnie najgorsza chwila byla ta, w ktorej wyszedlem z myslodsiewni. I zobaczylem cie, takiego niewzruszonego, podczas gdy ja rozpadalem sie na kawalki... i pobieglem pozniej na blonia. Wszedzie byl snieg i... i bylo tak straszliwie zimno. I kiedy Hagrid mnie znalazl i ocknalem sie w szpitalu... bylem juz zupelnie kims innym. Jakby napadlo mnie cale stado Dementorow i wyssali ze mnie wszystko, az nie zostalo prawie nic.
Dlon Severusa mocniej zacisnela mu sie we wlosach.
- Wiesz, ze musialem to zrobic.
- Wiem.
- Musialem cie odsunac. Jak najdalej.
- Wiem.
- Nawet za cene tego, kim sie stales.
Harry zacisnal usta. Severus nie musial mu tego tlumaczyc.
- Nie wiem, kim sie stalem. Mialem wrazenie, jakbym byl w jakiejs spiaczce. I dopiero, kiedy zemdlalem i ocknalem sie w szpitalu... dopiero wtedy poczulem sie tak, jakbym wybudzil sie z tej spiaczki. Ja... musialem wyczuc w jakis sposob twoja obecnosc.
- Niepotrzebnie to zrobilem - powiedzial nagle Severus i Harry wyczul w jego glosie delikatny zgrzyt.
Poderwal glowe i spojrzal na niego, marszczac brwi.
- Niepotrzebnie? Uwazasz, ze to... - wskazal na siebie, a pozniej na Severusa - ...ze to jest niepotrzebne? - Zagryzl warge, nie potrafiac znalezc odpowiednich slow. - Nigdy nie spotkalo mnie nic piekniejszego.
Zobaczyl, ze usta Severusa rozchylaja sie, ale zanim zdazylo sie z nich
