— Odpowiedz mi, Severianie.

— Jezeli w ogole istnieje, to chyba pierwszego.

— Wiez z osoba monarchy?

— Tak, poniewaz nie moze byc zadnej sukcesji.

— Zwierze, ktore spoczywa przy twym boku, oddaloby za ciebie zycie. Jakiego rodzaju jest jego przywiazanie do ciebie?

— Rowniez pierwszego?

Nikt nie odpowiedzial. Usiadlem. Mistrz Malrubius i Triskele znikneli, ale przy boku czulem jeszcze przez chwile wyrazne cieplo.

34. Poranek

— Obudziles sie — stwierdzil dr Talos. — Mam nadzieje, ze dobrze spales?

— Mialem dziwny sen. — Wstalem z mego poslania i rozejrzalem sie dookola.

— Nie ma tu nikogo oprocz nas — powiedzial dr Talos takim tonem, jakby uspokajal dziecko i wskazal na Baldandersa i pograzone we snie kobiety.

— Snilo mi sie, ze moj pies; ktory zginal mi wiele lat temu, wrocil i polozyl sie u mego boku. Kiedy obudzilem sie, czulem jeszcze cieplo jego ciala.

— Lezales przy ogniu — zwrocil mi uwage doktor. — Nie bylo tutaj zadnego psa.

— I jeszcze czlowiek, ubrany podobnie jak ja.

Dr Talos potrzasnal glowa.

— Z pewnoscia bym go zauwazyl.

— Mogl pan sie zdrzemnac.

— Moze wczesniej, ale na pewno nie przez ostatnie dwie wachty.

— Jezeli chce pan spac, moge popilnowac bagazy — zaofiarowalem sie, chociaz prawda byla taka, ze po prostu balem sie juz polozyc.

— To mile z twojej strony — powiedzial po krotkim wahaniu dr Talos i polozyl sie na moim pokrytym pierwsza rosa kocu.

Usiadlem na jego krzesle, odwrociwszy je uprzednio w strone ognia. Przez jakis czas bylem sam z moimi myslami, ktore najpierw dotyczyly mego snu, a potem Pazura, poteznej relikwii, ktora zbieg okolicznosci wcisnal mi w rece. Ucieszylem sie, kiedy Jolenta poruszyla sie, a potem wstala, prezac swoje urokliwe cialo na tle zarozowionego nieba.

— Czy jest tu gdzies woda? — zapytala. — Chcialabym sie umyc.

Powiedzialem jej, iz wydawalo mi sie, ze Baldanders chodzil po wode gdzies w kierunku zagajnika, a ona skinela glowa i wyruszyla w poszukiwaniu strumienia. Dzieki niej udalo mi sie skierowac mysli na inny temat, zaczalem bowiem spogladac to na jej oddalajaca sie postac, to na lezaca nieruchomo Dorcas. Jolenta byla doskonale piekna. Zadna kobieta, ktora kiedykolwiek widzialem, nie mogla sie z nia rownac. Spokojne dostojenstwo Thecli czynilo ja zbyt sztuczna i podobna do mezczyzny, zas jasnowlosy wdziek Dorcas przypominal mi krucha, dziecinna Valerie, ktora bardzo dawno temu spotkalem w Ogrodzie Czasu.

Mimo to Jolenta nie pociagala mnie nawet w polowie tak silnie jak jeszcze niedawno Agia, nie kochalem jej tak, jak kochalem Thecle i nie czulem intymnej, uczuciowo — duchowej wiezi, jaka narodzila sie miedzy mna a Dorcas. Jak kazdy mezczyzna, ktory ja kiedykolwiek ujrzal, pozadalem jej, ale w sposob, w jaki pozada sie kobiety namalowanej na plotnie, zas podziwiajac ja, nie moglem nie zauwazyc (jak uczynilem to juz wczoraj, podczas przedstawienia) jak niezgrabnie chodzi, chociaz mogla sie na pozor wydawac uosobieniem wdzieku. Okragle uda tarly jedno o drugie, wspaniale cialo ciazylo coraz bardziej, az wreszcie cala ta obfitosc ksztaltow stawala sie dla niej takim samym brzemieniem, jak dla innej kobiety ukryte w jej brzuchu dziecko. Kiedy wrocila ze strumienia z kroplami wody na rzesach i twarza tak czysta i doskonala jak luk teczy, czulem sie tak, jakbym byl zupelnie sam.

— … ze mamy jeszcze troche owocow, jesli chcesz. Doktor kazal mi wczoraj zostawic kilka, zebysmy mieli cos na sniadanie. — Jej glos byl matowy i jakby odrobine zadyszany. Sluchalo sie go jak muzyki.

— Przepraszam, zamyslilem sie — powiedzialem. — Tak, chetnie skorzystam. To bardzo milo z twojej strony.

— Nie podam ci, sam musisz sobie wziac. Sa tam, za ta zbroja.

Zbroja, o ktorej mowila, byla wykonana ze zwyklego materialu naciagnietego na drewniany szkielet i pomalowanego srebrna farba. Tuz za nia znalazlem stary koszyk zawierajacy kilka kisci winogron, jablko i granat.

— Ja tez bym cos zjadla — powiedziala Jolenta. — Chyba troche winogron.

Podalem jej, po czym pomyslawszy, ze Dorcas zapewne bedzie miala ochote na jablko, polozylem je kolo niej, a sam wzialem dla siebie granat.

Jolenta przygladala sie swoim winogronom.

— Zostaly wyhodowane pod szklem przez ogrodnika jakiegos arystokraty — jeszcze za wczesnie na naturalne. Wyglada na to, ze to wedrowne zycie nie bedzie takie zle. W dodatku dostaje jedna trzecia pieniedzy. Zapytalem, czy nigdy wczesniej nie wystepowala z doktorem i Baldandersem.

— Nie pamietasz mnie, prawda? Skadze znowu. — Wlozyla jeden owoc do ust i jak mi sie zdawalo, polknela go w calosci. — Nie, nigdy przedtem tego nie robilam. Mialam jedna probe, ale po pojawieniu sie tej dziewczyny i tak musielismy wszystko zmienic.

— Ja chyba narobilem znacznie wiecej zamieszania. Przebywalem na scenie dluzej od niej.

— Tak, ale ty miales tam byc. Podczas proby dr Talos odgrywal zarowno swoja jak i twoja role i mowil to, co ty miales powiedziec.

— W takim razie musial byc pewny, ze sie jeszcze spotkamy.

W tym momencie doktor poderwal sie jak dzgniety sztyletem. Wydawal sie w pelni przytomny.

— Oczywiscie, oczywiscie. Powiedzielismy ci przy sniadaniu, gdzie mamy zamiar sie udac, a gdybys nie zjawil sie wczoraj, wystawilibysmy inna sztuke i zaczekalibysmy jeszcze jeden dzien. Jolento, nie bedziesz teraz otrzymywac jednej trzeciej tylko jedna czwarta dochodow. Wypada przeciez, zebysmy podzielili sie z tamta kobieta:

Jolenta wzruszyla ramionami i polknela kolejne winogrono.

— Obudz ja, Severianie. Powinnismy juz wyruszac. Ja obudze Baldandersa, a potem rozdzielimy pieniadze i dokonczymy pakowanie.

— Nie ide z wami — powiedzialem:

Dr Talos spojrzal na mnie z ukosa.

— Musze wrocic do miasta. Mam pewna sprawe do Zgromadzenia Peleryn.

— Mozesz zostac z nami, dopoki nie dojdziemy do glownego traktu. W ten sposob najszybciej uda ci sie tam dotrzec.

Poniewaz powstrzymal sie od jakichkolwiek pytan, czulem, iz wie wiecej niz wynikaloby to z jego slow.

Jolenta ziewnela szeroko, nie zwracajac najmniejszej uwagi na nasza rozmowe.

— Jezeli moje oczy maja wygladac tak, jak powinny, musze jeszcze przed wieczorem uciac sobie jakas drzemke.

— Dobrze — odparlem. — Ale odejde natychmiast, kiedy tylko dotrzemy do drogi.

Doktor Talos zabral sie do budzenia olbrzyma, potrzasajac nim i uderzajac laska po plecach.

— Jak sobie zyczysz — powiedzial. Nie bardzo wiedzialem, czy skierowal te slowa do Jolenty, czy do mnie. Pogladzilem Dorcas po czole i szepnalem, ze musimy juz wyruszac.

— Jaka szkoda, ze mnie obudziles: Mialam taki piekny sen… Bardzo prawdziwy.

— Ja tez. To znaczy, kiedy jeszcze spalem.

— Wstales wiec juz jakis czas temu? Czy to jablko jest dla mnie?

— Obawiam sie, ze to cale twoje sniadanie.

— Wiecej mi nie trzeba. Spojrz na nie, jakie jest okragle i czerwone. Jak to sie mowi? „Czerwone niczym jablka…” Nie moge sobie przypomniec. Czy chcesz kawalek?

Вы читаете Cien kata
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату