– To chyba dobra propozycja. Shane usmiechnal sie polgebkiem.

– Nie jestem pewien. Nick proponuje mi czterdziesci piec procent. Jest wiec problem. Po pierwsze, on mialby decydujacy glos. Po drugie, ja nie wnioslem tego udzialu. Tym bardziej nie mam prawa do takiego samego glosu. Moze lepiej kupic cos na wlasny rachunek.

Nie skomentowala tego, ale Shane jej nie zaskoczyl. Zawsze byl niezalezny. Dlatego stale mial konflikty z ojcem i starszym bratem. Po smierci ojca spory z Nickiem jeszcze sie nasilily. Zaczal studia, ale dosc szybko z nich zrezygnowal.

Jednak nie moze sie zgodzic, ze Shane nie ma prawa do rodzinnego majatku. To mu sie nalezy, przez sam fakt urodzenia. Tak jak jej nalezy sie to ranczo, bo tu sie urodzila. To jej rodzinne dziedzictwo.

– Chodz, usiadziemy – gestem zaprosila go do salonu.

Shane zasmial sie cicho.

– Nie obraz sie, ale na siedzeniu masz plame ze smaru.

Popatrzyla na niego, badajac, czy nie zartuje. Oczy mu sie smialy.

– Nie bujasz?

Zamiast odpowiedzi, Shane pokazal gazete, ktora chyba zabral po drodze z kuchni.

– Mozesz usiasc na tym.

Rozlozyl gazete na fotelu. Corrie usiadla wygodnie. Na szczescie udalo sie jej nie rozlac wody z trzymanej w dloni szklanki.

Shane usiadl na podnozku fotela. Wskazal na jej szklanke.

– Cud, ze nie rozlalas. Jak zawsze zreczna. Masz w sobie wyjatkowa elegancje.

W jego oczach znowu dostrzegla cos nowego… Starala sie tego nie zauwazac.

– Jak zwykle przesadzasz.

Jego usmiech zgasl.

– Nie przywyklas do komplementow. Zbijaja cie z tropu.

Pewnie nie zdajesz sobie sprawy, ze wiekszosc facetow, patrzac na ciebie, ma nieprzyzwoite mysli.

Zaskoczyl ja ta uwaga. I zdeprymowal. Bo zwykle nikt jej nie zauwazal.

Usmiechnela sie z przymusem, przerzucila warkocz na ramie i zaczela go rozplatac. Rozpuszczone wlosy siegaly jej do talii.

Niemal od razu pozalowala tego nieprzemyslanego gestu. Bo Shane przygladal sie jej z takim napieciem, ze poczula sie nieswojo.

– Shane, nie obraz sie, ale moglbys przesiasc sie w inne miejsce, bo chce zdjac buty?

Znowu ja zaskoczyl. Usmiechnal sie, ujal jej noge i sciagnal but.

– Nie boisz sie pobrudzic, ale gdy tylko przyjdziesz do domu, od razu zaczynasz sie myc? Typowa dziewczyna.

Przygniatajac lokciem jej kostke, siegnal po druga noge. Corrie zamilkla. Czekala, az ja pusci.

– Czemu nagle zrobiles sie taki troskliwy? – zapytala, oddychajac z ulga, gdy w koncu oswobodzila stopy.

– Tak sobie – odparl. – Bylem ciekawy, jak dlugo wytrzymasz. Czy ktos ci robil masaz stop?

– Nie. I obejde sie bez tego. – Byla zla na siebie, ze tak powaznie do tego podeszla. Choc z drugiej strony cos miedzy nimi sie zmienilo. Shane zawsze traktowal ja jak kumpla. Nigdy nie widzial w niej dziewczyny.

Raz doszlo do zabawnego zdarzenia. Odwrocila sie, gdy szeptal jej cos na ucho. Wtedy niechcacy ich usta sie zetknely. Natychmiast odskoczyli od siebie jak oparzeni, a potem smiali sie z tego jak szaleni. Teraz bylo inaczej.

Shane usmiechal sie, ale jakos dziwnie. Zrobilo sie jej goraco.

– Corrie, dalej jestes niewinna panienka, prawda? – Znizyl glos. – Nie masz pojecia, jaka to teraz rzadkosc. I jak bardzo jestes wyjatkowa.

Popatrzyla na niego czujnie, nie bardzo wiedzac, jak powinna zareagowac. To chyba go jeszcze bardziej ujelo. Rozjasnil sie w usmiechu, odgarnal loczek z jej twarzy. Podniosl sie.

– Lec pod prysznic, kochanie. Na mnie juz pora, ale jeszcze sie do ciebie odezwe. Pozniej. Zgoda?

Kochanie? Patrzyla na niego ze zdumieniem.

– Zgoda – wymamrotala szeptem.

Patrzyla, jak idzie do drzwi. Gdy zniknal, wbila wzrok w podnozek.

Czula sie beznadziejnie. Po raz pierwszy w zyciu z taka moca uzmyslowila sobie, czym jest calkowity brak doswiadczenia w sprawach damsko-meskich. Swobodnie moze rozprawiac o polityce czy interesach, ale o tych rzeczach nie ma bladego pojecia. Teoretycznie wszystko wie, gorzej z praktyka.

Zawsze miala doskonaly kontakt z chlopakami. Jezdzila konno, lowila ryby, nie bala sie ciezkiej pracy na farmie. W szkole wszyscy chcieli byc z nia w zespole, bo swietnie sie uczyla. I zaden chlopak sie nie bal, ze sie w nim zakocha.

Za to na szkolnych potancowkach omijano ja lukiem, a prym wodzily inne dziewczyny. Kokietki trzepoczace wymalowanymi rzesami. Wystrojone w skape bluzeczki i kuse spodniczki, ktore umialy owinac sobie facetow wokol palca.

Probowala isc w ich slady, gdy stracila glowe dla Nicka. Liczyla, ze kilka sztuczek i odpowiedni makijaz otworza jej droge do jego serca. Mylila sie.

Ostatnio coraz bardziej doskwiera jej uporzadkowane codzienne zycie. Nuzy ja powtarzalnosc kazdego dnia. Ma dosc samotnosci. W ciagu ostatnich tygodni kilka razy byla w miescie. Spotkala dawne kolezanki. Maja mezow i dzieci. Wmawiala sobie, ze w wieku dwudziestu czterech lat jeszcze nie jest stara panna, lecz czula sie troche przybita.

Teraz nagle pojawil sie Shane. Te jego odzywki… Czyzby probowal ja uwodzic? Trudno jej to ocenic, bo nie ma doswiadczenia. Jednak sama mysl budzi w niej dziwne emocje, jakas ekscytacje…

Oparla lokiec na fotelu, po chwili zakryla dlonia usta.

Czyzby Shane z nia flirtowal?

Ogarnelo ja podniecenie. Jutro pewnie wszystko wroci do normy, ale dzisiaj…

Dzisiaj zostal dokonany wylom w jej codziennosci. Powody sa niejasne, jednak czuje sie zupelnie inaczej. Po raz pierwszy w zyciu ma nadzieje, ze moze cos sie zmieni, ze moze jest przed nia szansa.

Gdyby zakochala sie w kims, kto by odwzajemnil to uczucie… Moze nie jest taka beznadziejna, jak zawsze o sobie myslala? Moze ktos ja pokocha? A idac dalej tym tropem, moze nawet zaproponuje malzenstwo i zechce miec z nia dzieci? Kto wie?

Wziela prysznic, zjadla lunch i zaczela porzadkowac papiery. Nadzieja ciagle bila sie z glosem rozsadku. Gdyby to bylo mozliwe… Jednak powoli, jak zawsze, zdrowy rozsadek wzial gore. A uniesienie i nadzieja rozwialy sie bez sladu.

Rozdzial 2

Corrie Davis, kobieta fatalna. Trudno ja uznac za taka, jednak cos chyba w tym jest. Bo dotad nie moze pojac, co jego brat widzial w niej przed laty. Zwlaszcza ze dziewczyny, z jakimi sie wtedy spotykal, byly jej absolutnym przeciwienstwem.

Shane gustowal w wyrafinowanych slicznotkach. Co raczej sie nie zmienilo, sadzac po dziewczynach, ktore jezdzily za nim na kolejne zawody rodeo. Dwie juz dzwonily na ranczo i zostawily dla niego wiadomosci. Trzeciej tez sie nie poszczescilo, bo akurat pojechal na ranczo Corrie.

Wprawdzie nie powiedzial tego wprost, ale… Wiekszosc jego dawnych sympatii zdazyla sie ustabilizowac czy przeniesc w inne okolice, czyli Shane’owi pozostala jedynie Corrie. Zreszta wspomnial o niej, gdy tylko przyjechal. A o zadnej innej nawet nie napomknal.

Przed laty pozostawal pod jej wplywem. Trudno powiedziec, jak wygladaly ich kontakty przez ten ostatni okres, jednak lepiej dmuchac na zimne.

Corrie wychowala sie na ranczu, po smierci ojca przejela je i prowadzila samodzielnie. Jednak to zupelnie inna skala niz ich rozlegle imperium.

Shane zawsze dazyl do niezaleznosci. Chcial dzialac samodzielnie, byc zaleznym wylacznie od siebie. Corrie z pewnoscia mu imponuje. Nikt jej niczego nie narzuca, nikomu sie nie podporzadkowuje. Do Shanea to musi

Вы читаете Braterska przysluga
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату