przemawiac.
Zaproponowal mu czterdziesci piec procent, jednak w glebi duszy wiedzial, ze na jego miejscu rowniez mialby opory. Prawdopodobnie tez wolalby zaczac dzialac na wlasna reke.
Jednak tradycja i rodzinne dziedzictwo do czegos zobowiazuja. Dlatego postara sie zrobic wszystko, by naklonic Shanea do powrotu.
Ojciec potepial Shanea za wybor jego drogi. Nick byl bardziej tolerancyjny i nie podzielal tych surowych ocen. Mimo to zalezy mu, by brat wreszcie dorosl do oczekiwan rodziny. I dowiodl charakteru, spelniajac je. Mimo ze ojciec juz tego nie zobaczy.
Zwykle odpychal od siebie nieprzyjemna mysl, ze w jakims stopniu ponosi wine za postepki brata. Przez ostatnie wspolnie przezyte lata to on byl wzorem dla Shanea, on powinien zaszczepic w nim wartosci, nauczyc odpowiedzialnosci.
To ostatni moment, gdy jeszcze moze zawrocic Shanea, przekonac go, ze powinien osiasc na ranczu. Jesli w imie tych wyzszych racji bedzie musial jeszcze raz rozmowic sie z Corrie, zrobi to. Przed laty dziewczyna wykazala zdrowy rozsadek i wycofala sie.
Byc moze kryly sie za tym inne powody. Perspektywa ciaglego podrozowania z Shaneem z zawodow na zawody i zycia w motelowych pokojach mogla ja zniechecic.
Poza tym jej ojciec juz wtedy podupadl na zdrowiu, moze wiec nie chciala go opuszczac? Teraz, gdy Shane skonczyl z rodeo, sytuacja jest inna.
Moze Corrie nadal ma dla niego cieple uczucia. Choc co innego jest wazniejsze – czym ona go tak ujela? Jesli to odkryje, latwiej mu bedzie podejsc Shanea i przywolac do rozsadku.
Uslyszal glos brata wolajacego do gospodyni. Czyli juz wrocil. Nadarza sie swietna okazja, by pojechac teraz do Corrie i rozmowic sie z nia w cztery oczy. Im szybciej to zrobi, tym lepiej. Nim do czegos dojdzie.
Wylaczyl komputer i szybko ruszyl do samochodu.
Jazda zabrala mu dwadziescia minut. Przez ten czas zastanawial sie, od czego zaczac rozmowe. Musi to zrobic umiejetnie. Corrie jest raczej spokojna, jednak ma swoja dume.
Od czterech lat samodzielnie prowadzi ranczo. Moze zareagowac gwaltownie, gdy sasiad, z ktorym niemal sie nie widuje, nagle zacznie sie wtracac w jej prywatne sprawy.
Dzis ich rozmowa moze wygladac zupelnie inaczej niz tamta sprzed lat. Z natury nie jest lagodny i nie bawi sie w subtelnosci, jednak teraz to chyba jedyny sposob.
Juz samo jego pojawienie sie moze jej przypomniec, ze starszy brat Shanea nadal tu jest i czuwa. I nie pochwala ich znajomosci, tym bardziej dlugofalowych planow na przyszlosc. Jesli zajdzie potrzeba, uzmyslowi jej to bardziej dobitnie.
Zjechal z glownej szosy. Stad do Davis Ranch jest mniej niz dwa kilometry. Zjezdzajac z niewielkiego wzgorza, ujrzal zabudowania rancza. Po lewej stronie domu dostrzegl sylwetke szczuplej kobiety. Podlewala klomb z kwiatami.
Od razu poznal Corrie. Jednak bylo cos, co go zaskoczylo. Wlosy, zwykle zaplecione w warkocz, wspanialymi ciemnymi lokami falowaly nad kwiatami. Dziewczyna wyprostowala sie nieco, odrzucila wlosy na plecy i pochylila konewke.
Skonczyla podlewac i odwrocila sie w jego strone. Zatrzymal samochod. Nawet jesli byla zaskoczona jego przyjazdem, nie pokazala tego po sobie. Miala czas sie przygotowac, musiala slyszec zblizajace sie auto.
Ruszyl w jej strone po zrudzialym trawniku. Nie mogl oderwac oczu od jej pieknych, lsniacych wlosow. Az do chwili, gdy jego wzrok zszedl nizej.
Rzadko widywal Corrie, a jesli juz, to z dala. Dlatego teraz przezyl prawdziwy szok. Bialy T-shirt, nieco skurczony od prania, lekko opinal figure. Szorty z obcietych dzinsow odslanialy szczuple, zgrabne nogi. Byla boso. Zawsze widywal ja w stroju roboczym. Poczul sie niemal jak razony piorunem.
Czy Shane byl teraz u niej? Moze stad ten stroj i rozpuszczone, swiezo umyte wlosy? W porownaniu z jej codziennym wygladem to wielka zmiana. Choc Corrie, mimo ze taka odmieniona, nadal jest soba. I wyglada nadzwyczaj atrakcyjnie.
Nie spodziewala sie wizyty Nicka. Zalowala, ze nie ma na sobie bardziej odpowiedniego stroju. Czula na sobie jego wzrok, gdy szedl w jej strone. Starala sie nie okazac po sobie zdenerwowania. Te umiejetnosc opanowala juz dawno, jeszcze przed laty, gdy na jego widok serce walilo jej jak mlotem. Teraz nie bylo to latwe. Bo miala swiadomosc, ze jest pierwszym mezczyzna, ktory widzi ja w szortach odslaniajacych niemal cale nogi.
By zajac mysli czyms innym, obserwowala go, w duchu porownujac obu braci.
Shane jest przystojniejszy, choc sa do siebie bardzo podobni. Miedzy nimi jest osiem lat roznicy. Shane jest bardziej chlopiecy, Nick opanowany i doswiadczony. Wydaje sie tez bardziej stanowczy i niedostepny.
Czarne wlosy i czarne oczy jeszcze bardziej to podkreslaly. Shane ma intensywnie niebieskie spojrzenie. Obaj sa wysocy. Nick ma mocniejsza budowe. Shane porusza sie lzej i zreczniej, czasem postawa i gestem przydajac sobie znaczenia. Nick nie musi tego robic. Wierzy w siebie. Po wypadku, ktory unieruchomil ojca w wozku inwalidzkim, Nick przerwal studia i wrocil na ranczo. Przejal rzady nad rodzinnym imperium.
To przelozylo sie na jego sposob bycia. Wiedzial, ile jest wart, mial autorytet. Nie oszczedzal sie i tego samego wymagal od innych. Taki czlowiek wezmie sobie za zone kobiete, ktora dorownuje mu urodzeniem, statusem i uroda. To oczywiste.
Wiedziala o tym juz dawno. Ona nie wchodzi w gre, pod zadnym wzgledem. Nick nawet na nia nie spojrzy. Jednak za kazdym razem na jego widok dzialo sie z nia cos dziwnego. Tak jak teraz, gdy podszedl i grzecznie uchylil ronda kapelusza, a ja od razu ogarnela fala goraca…
Niebieskie oczy patrza na niego czujnie. Ma dlugie geste rzesy, o jakich wiekszosc kobiet moze tylko marzyc. Przyglada sie jego twarzy, ale nie przesuwa wzroku na cala sylwetke. Plus dla niej. Corrie nigdy nie byla kokietka, mezczyzni jej nie interesowali. Widac to sie nie zmienilo.
Choc teraz, kiedy ma ja przed soba tak blisko, nie pojmuje, jak mogl uwazac ja za nieciekawa dziewczyne. Przeciwnie. Oczy zawsze miala wyjatkowo ladne. Z wiekiem buzia sie jej nieco zmienila. Regularne rysy, lekko opalona cera, delikatne, miekkie usta. Corrie wyrosla na prawdziwa pieknosc.
Nic dziwnego, ze Shane jest nia zauroczony. Zadanie, ktore poczatkowo wydawalo sie proste, moze okazac sie trudnym wyzwaniem.
Sam sie zdziwil, slyszac zmieniony ton swego glosu, gdy odezwal sie do niej na powitanie.
Nie odpowiedziala od razu, tylko skinela glowa.
– Shane juz odjechal. Jakies trzy godziny temu.
– W takim razie zlapie go pozniej. – Oswiecilo go, ze powinien pochwalic jej kwiaty. Popatrzyl w dol, ale wtedy dostrzegl jej nagie nogi.
– Przepiekne kwiaty – rzekl wreszcie.
– Spostrzegl, ze sie zarumienila. Czyli wszystkiego sie domyslila.
Usmiechnal sie zadowolony. Wskazal na konewke.
– Moze ci pomoc?
– Dziekuje, ale juz wszystko podlalam.
Cisza, jaka zapadla, zaczela sie przeciagac. Celowo sie nie odzywal. Chcial, by poczula sie troche spieta.
Jednak gdy znowu na nia spojrzal, troche zmienil zdanie. Shane mogl trafic duzo gorzej. Wlasciwie czego sie jej czepia? To porzadna, uczciwa, ciezko pracujaca dziewczyna.
Ta zmiana nastawienia nie ma nic wspolnego z jej wygladem, przekonywal sie w duchu. Opamietal sie. Przyjechal tu w konkretnym celu, musi sie tego trzymac.
Jesli Shane sie z nia ozeni, jest bardzo prawdopodobne, ze zechce dokupic niewielkie ranczo przy drodze, ktore jest wystawione na sprzedaz. Wkrotce do kupienia bedzie jeszcze jedno ranczo. Shane zebral sporo nagrod, wystarczy mu na pierwsza wplate i zaciagniecie kredytu.
Gdyby byl w jego wieku i na jego miejscu, bardzo mozliwe, ze powaznie by to rozwazyl. Merrickowie nie boja sie wyzwan, to u nich rodzinne. A rozpoczecie wszystkiego od zera to kuszaca perspektywa. Shane moglby liczyc na Corrie, to jasne. Jest dziewczyna na dobre i na zle. W dodatku bardzo atrakcyjna.
Zastanawial sie nad optymalna strategia, gdy nagle go olsnilo. Moze to jej uroda tak na niego podzialala.
A gdyby sprobowac uczynic z niej sprzymierzenca?
Przede wszystkim musi ustalic, co ich naprawde laczy. Najprosciej sciagnac ich w jedno miejsce i wtedy to ocenic. Przekonac sie na wlasne oczy. Nie ma na co czekac. Usmiechnal sie, by choc troche rozladowac napiecie,