ktore celowo wywolal. Teraz tego zalowal.
– Pomyslalem sobie, zeby zrobic Shane’owi niespodzianke, dlatego chcialbym zaprosic cie do nas dzis na kolacje.
Zdaje sobie sprawe, ze to troche spoznione zaproszenie, wiec jesli ci nie pasuje, mozemy przelozyc je na jutro. To bedzie zwyczajna codzienna kolacja. Po calym dniu nie bardzo mam ochote na odswietne stroje. Jesli ci nie przeszkadza, pozostanmy przy nieformalnym charakterze spotkania. Innym razem moze byc bardziej uroczyscie.
Sam sie dziwil, jak plynnie klamie. Przez caly dzien siedzial przy biurku. Jednak zalezy mu, by Corrie nie czula sie skrepowana. Shane nie raz zapraszal ja na kolacje na ranczo, ale Corrie zawsze odmawiala. Z pewnoscia slyszala o ich tradycyjnym, bardzo formalnym podejsciu do posilkow. Sadzac po jej strojach, bardzo prawdopodobne, ze w ogole nie ma zadnej sukienki.
Dziewczyna zarumienila sie lekko. Widzial po jej oczach, ze jest zaintrygowana i zaskoczona.
– Dziekuje za zaproszenie, panie Merrick – odezwala sie cicho. – Ale czy… na pewno?
Doskonale wiedzial, co ma na mysli. Usmiechnal sie, by jego slowa zabrzmialy bardziej przekonujaco.
– Czasy sie zmieniaja, ludzie tez. Przyjaznicie sie z Shaneem. Od zawsze jestesmy sasiadami. Pora nawiazac sasiedzkie stosunki, blizsze niz dotad… Corrie. Bedzie mi milo, jesli zechcesz mowic mi po imieniu.
W jej oczach przemknela niepewnosc. Przez chwile bal sie, ze przeciagnal strune. Jednak Corrie chyba kupila pomysl zaciesnienia sasiedzkich kontaktow.
– Z przyjemnoscia. O ktorej mam byc?
– Zwykle do kolacji siadamy o siodmej.
– Dobrze. W takim razie bede o siodmej. Siegnal do kapelusza.
– To do zobaczenia.
–
Rozdzial 3
Gdy tylko Nick sie odwrocil i ruszyl do samochodu, Corrie tarasem od ogrodu wbiegla do domu i podeszla do okna od frontu.
„Czasy sie zmieniaja, ludzie tez…”
Slowa Nicka ciagle dzwieczaly jej w uszach. Patrzyla, jak wsiada do swojej luksusowej terenowki. Czy to zdarzylo sie naprawde? Czy Nick rzeczywiscie tu byl i zaprosil ja na ranczo Merrickow na kolacje?
A ona przyjela zaproszenie! To chyba niemozliwe. Co ja podkusilo, zeby sie zgodzic? Z powodu Shanea, pospiesznie odpowiedziala sama sobie, nie chcac sie za bardzo w to zaglebiac. Obserwowala, jak Nick rusza i jedzie w kierunku szosy. Serce nadal bilo jej jak szalone.
Najpierw Shane, teraz Nick. Kazdy z nich zachowywal sie dziwnie. Inaczej nizby sie spodziewala. A moze to tylko jej pobudzona wyobraznia?
Powiedzial, ze zaprasza ja, by zrobic niespodzianke bratu.
Czyzby Shane dal mu do tego powod? Wyrazil sie o niej w sposob, ktory Nicka do tego natchnal? No bo skad ta jego nagla przemiana? Czyzby diametralnie zmienil zdanie nie tylko na jej temat, ale na charakter ich znajomosci? Dla niej Shane jest tylko dobrym przyjacielem. I takie ramy chce zachowac. Zreszta nigdy nie bylo inaczej. Az do dzis. Bo dzisiaj Shane ja zaskoczyl. Byl inny. Jakby chodzilo mu o cos innego niz tylko przyjazn.
Ale o co?
Juz spotkanie z Shaneem wytracilo ja z rownowagi, ale stan, w jakim sie teraz znalazla, z niczym nie dawal sie porownac. Przez kolejne dwie godziny poruszala sie jak w ukropie. Pospiesznie dokonczyla niezbedne obowiazki i pobiegla na gore, by wybrac stroj na dzisiejszy wieczor. Dobrze, ze kilka lat temu kupila sobie troche ciuchow.
Jednak nic nie trafialo jej do przekonania. Wszystkie nowe stroje, jakie po kolei przymierzala, wydawaly sie jej zbyt oficjalne, zbyt wyjsciowe. Nie pasuja na dzisiejszy wieczor. Nick zapowiedzial, ze to ma byc normalna kolacja. Jak ze zwyczajnej dziewczyny z rancza zmienic sie w bywalczynie salonow?
Przymierzyla wszystkie ubrania, ktore od biedy mogly sie nadac. Prawde mowiac, nie bylo tego zbyt wiele. Niestety wszystkie sukienki odpadaja. Ma dzinsowa spodniczke, ale ona tez nie za bardzo sie nadaje.
Moze te biale dzinsy? Do nich moglaby wlozyc bladorozowa koszulowa bluzke. Zwyczajnie, a jednoczesnie kobieco.
Wlozyla dzinsy. Sa nowe i dosc sztywne, nie tak wygodne jak te, ktore nosi na co dzien. Bluzka jest w porzadku. Pracowicie podwinela rekawy, starajac sie zrobic to rowno. W ostatniej chwili przypomniala sobie o pasku ze zlota klamerka.
Nie ma prawdziwej bizuterii, ale zloty lancuszek i klipsy dodadza jej troche blasku.
Popatrzyla na swoje odbicie i nagle przebieglo jej przez mysl, ze powinna przekluc sobie uszy. Nigdy wczesniej nie miala takich pomyslow. Niestety, nie poprawi urody makijazem. Wszystkie kolorowe kosmetyki wyrzucila kilka lat temu. Nie zdazy pojechac do sklepu. Zla na siebie, rozczesala wlosy. Zostawi je rozpuszczone, tylko czesc zepnie z tylu spinka. Potarla usta, by byly bardziej czerwone, poszczypala policzki. Trudno, nic wiecej nie zdziala.
Wlozyla nowe brazowe sandalki, czekajace w pudelku na swoj wielki moment. Niewielka torebka z brazowej skory tez dzisiaj bedzie miec swoja premiere. Wrzucila do niej grzebien i portfel. Zarzucila torebke na ramie i ostatni raz popatrzyla w lustro.
Wybieranie stroju i szykowanie sie zabralo jej dwie godziny. Choc zwykle jest gotowa w sekunde.
Wyglada inaczej. Jak kobieta polujaca na faceta.
Zalamala sie. Musi cos z tym zrobic, nie moze sie tak pokazac.
Odlozyla torebke, sciagnela klipsy. Juz miala wrzucic je do pudelka po cygarach, sluzacego jej za kuferek na bizuterie, gdy nagle znieruchomiala.
Niby dlaczego ma je odlozyc? Pracuje, jest niezalezna. Nigdy w zyciu za nikim sie nie uganiala. I nigdy tego nie zrobi. Ma swoja dume i swoje przekonania. Nie umawia sie z facetami. Jedyny pocalunek, jaki ma na koncie, byl pomylka.
Oczy rzucaly skry. Jest kobieta, ma dwadziescia cztery lata. To jest jej zycie. I nikomu nic do tego.
Niby dlaczego nie powinna ubierac sie na rozowo i nosic klipsow? Kto osmieli sie z niej kpic czy zartowac? Gdyby miala pomadke i tusz, tez by ich uzyla. Ma do tego prawo.
Co z tego, ze ubierze sie dzisiaj bardziej kobieco, skoro ma na to ochote? Nawet jesli chce sie komus spodobac, to komu to przeszkadza?
Wiekszosc dziewczyn robi to od dawna, zaczyna jeszcze w szkole. Ma prawo do marzen o wlasnej rodzinie, kims bliskim. Zawsze jej tego brakowalo. Przez cale zycie miala tylko ojca. Czlowieka, ktory mogl byc jej dziadkiem i nigdy nie okazywal cieplejszych uczuc. Ich rozmowy ograniczaly sie do gospodarstwa, sytuacji rynkowej i pogody.
Pragnela miec swoja rodzine, ale nie zanosilo sie, by kiedykolwiek to sie stalo. Dlatego odpychala od siebie te rojenia.
Nie ludzila sie, ze jej marzenia sie spelnia. Dzisiejszy wieczor w ogole sie z tym nie wiaze. Zreszta oni pewnie nawet nie dostrzega zadnej roznicy w jej wygladzie.
A jesli nawet, to co? Nawet jesli pomysla, ze chce ich olsnic, to nic w tym zlego. Poza tym dla nich to zadna nowosc. Sa obiektem westchnien wszystkich panien do wziecia w calym Teksasie. Kazda probuje.
Humor sie jej poprawil. Przypiela klipsy, siegnela po torebke i zeszla na dol.
Byla w polowie drogi, gdy zaczela sie denerwowac. A zaraz potem nieoczekiwanie pojawilo sie to zaskakujace i irytujace pytanie…
Ktorego z braci bardziej chce zobaczyc?
Zwolnila i skrecila z autostrady na szose do Merrickow. Pytanie nie dawalo jej spokoju.
Ktory z nich bardziej sie jej podoba? Shane czy Nick? Ten, z ktorym od lat sie przyjazni i z ktorym dobrze sie czuje, ktorego zachowanie daje jej nadzieje, ze kiedys zobaczy w niej kobiete i troche sie w niej zakocha?
Czy moze jego brat, wspanialy i nieosiagalny, ktory zaprosil ja na dzisiejsza kolacje?
Jak trudno znalezc odpowiedz!