Jest podekscytowana czekajacym ja spotkaniem ze starym znajomym, ktory dzis zaskoczyl ja zachowaniem i dziwnym blyskiem w oczach, gdy od niechcenia wspomnial o wrazeniu, jakie Corrie wywiera na mezczyznach.

A moze bardziej czeka na widok tego, ktory nie ma bladego pojecia – i pewnie wcale go to nie obchodzi – ze nadal dziala na nia tak, jak wtedy, gdy miala osiemnascie lat? Wystarcza sama jego obecnosc, a serce bije jej szybszym rytmem, brakuje powietrza.

Te klebiace sie w glowie mysli wprawialy ja w coraz wiekszy poploch. Musi sie wziac w garsc.

Moze jest taka podenerwowana, bo podswiadomie pragnie zainteresowac soba mezczyzne, jakiegokolwiek mezczyzne. Byc moze Shane tylko sobie dzisiaj zartowal, a ona od razu dopatrzyla sie czegos wiecej. Uznala, ze z nia flirtuje.

Nick zawsze sie jej podobal. To nieoczekiwane zaproszenie tylko odswiezylo wspomnienia. Jednak niepotrzebnie tak sie wystroila. Zachowala sie beznadziejnie.

Gdyby nie to, ze z daleka juz widziala stojacego na ganku Nicka, zawrocilaby do domu. Cos by wymyslila, zeby sie wykpic.

Teraz juz na to za pozno. Na pewno spostrzegl jej starego pickupa wzbijajacego za soba tuman kurzu. Nie ma odwrotu.

Zacisnela zeby. Trudno, bedzie robic dobra mine do zlej gry. Jakos przetrzyma.

Wysiadla spokojnie, udajac sama przed soba, ze ten bialo-rozowy stroj to dla niej nic nowego. Podobnie jak zaproszenia na kolacyjki od przystojnych mezczyzn.

Gdy tylko wroci do domu, wyrzuci wszystkie kobiece fatalaszki. Nie beda jej kusic, by jeszcze raz sie tak wyglupic. Woli do konca zycia byc sama, niz czuc sie tak fatalnie jak teraz.

Popatrzyla na Nicka i usmiechnela sie z przymusem. Miala nadzieje, ze nie spostrzeze jej zmieszania. I tak rzeczywiscie sie stalo, bo nie patrzyl na jej twarz, a przesuwal wzrokiem po calej postaci.

Zrobilo sie jej goraco. Co sobie o niej pomyslal? Rozbawila go czy zniechecila? Jego ciemne, niemal czarne oczy popatrzyly teraz na jej twarz.

Zabraklo jej tchu. Bo jej obawy wcale sie nie potwierdzily. Za to w jego oczach ujrzala blysk, jaki wczesniej widziala w oczach Shanea.

Jego gleboki glos sprawil, ze znowu oblala ja fala goraca.

– Witam, Corrie. Ciesze sie, ze przyjechalas.

– Dziekuje za zaproszenie – skinela glowa.

– Z jego twarzy nie mogla wyczytac, jak przyjal jej slowa. Gestem zaprosil, by weszla. Idac, rozgladala sie ciekawie. Ogladajac dom, zajmie mysli czyms innym. Bo jego bliskosc strasznie ja rozprasza.

Pietrowy wiktorianski dom robil wrazenie. Ogromne wnetrza, wielka przestrzen. Lsniace posadzki z ciemnego debu, wylozone dywanem schody szerokim lukiem prowadzace na pietro, wzdluz nich olejne portrety przodkow, cztery inne na scianach reprezentacyjnego holu…

Przy wejsciu, po prawej stronie, stal piekny stol, a nad nim lustro w rzezbionej ramie. Mijajac je, przelotnie dostrzegla swoje odbicie. Otwarte szeroko oczy, zdumienie malujace sie na twarzy. Jak prostaczek, ktory nagle znalazl sie w palacu.

Po lewej stronie ciagnal sie salon i biblioteka. Zerknela do srodka. Miekkie, puszyste dywany, kosztowne meble z cennego drewna obite bursztynowym brokatem, na scianach olejne obrazy. Wnetrza jak ze stron luksusowego magazynu. Coraz bardziej czula sie tutaj nie na miejscu. Po co przyjela to zaproszenie, czemu sie nie zastanowila?

Znalezli sie w przestronnym pokoju z tylu domu. Przeszklona sciana wychodzila na patio i basen. Shane nie raz zapraszal ja, by przyszla poplywac, ale nigdy z tego nie skorzystala.

Ich ojciec nie robil milego wrazenia. Z zacieta twarza i ostrym spojrzeniem zawsze wydawal sie jej nieprzyjemny i budzacy lek. Po wypadku, ktory przykul go do wozka, stal sie jeszcze bardziej przykry i odpychajacy. Shane ciagle z nim wojowal, wiec tym bardziej wolala sie nie narazac i trzymac sie z daleka.

Tata raczej nie utrzymywal kontaktow z sasiadem, a jesli juz, to z rzadka. Shanea jakos znosil, choc nie raz ostrzegal ja, by nie dala sie wystrychnac na dudka temu „bogatemu chlopakowi”.

Dzis sama wyszla na glupka, choc tylko przez wlasna bezmyslnosc. Shane nie mial z tym nic wspolnego.

Nick wskazal jej skorzane kanapy stojace przy przeszklonej scianie.

– Usiadz sobie – zachecil. – Moze masz ochote obejrzec film z zawodow Shanea? Chyba ze juz go widzialas.

Usiadla w rogu kanapy. W tym samym momencie weszla gospodyni.

– Pani Louise, to jest pani Corrie – Nick dokonal prezentacji. – Pani Corrie, to pani Louise. Najlepsza mistrzyni kuchni w calym Teksasie – dodal.

– Czego sie napijesz? – zapytal. – Wybor jest bardzo duzy. Poprosimy Louise, to nam przyniesie. Chyba ze wolisz drinka, to sam przyrzadze. Mamy tez wino, prawda, Louise?

Gospodyni skinela glowa.

W pierwszej chwili chciala podziekowac, ale ugryzla sie w jezyk. To by nie bylo grzeczne. Nick stara sie byc dobrym gospodarzem. Jesli on nic nie pije, ona tez podziekuje. Czyli najzgrabniej bedzie sie tego dowiedziec.

– A ty juz sie zdecydowales? – zapytala.

Spostrzegla, ze nerwowo ociera dlonie o biale dzinsy.

Pospiesznie zacisnela palce, by tego nie robic.

– Zrobie sobie drinka. Tez masz ochote?

Nigdy nie pila alkoholu i nigdy nie miala ochoty. Teraz tez nie. Skinela jednak glowa i rzekla:

– Poprosze to, co ty.

Przez mgnienie w jego oczach przemknelo cos nowego. Rozbawienie? Domyslil sie, ze nie ma doswiadczenia w tej dziedzinie? Pewnie dobrze wie, ze wiele rzeczy, ktore dla niego sa oczywiste, dla niej w ogole nie istnieje. Skinal glowa.

Pani Louise wyszla, a Nick podszedl do barku w rogu pokoju. Otworzyl szafke. Las butelek, jaki dostrzegla w srodku, zaskoczyl ja. Czyzby Merrickowie mieli slabosc do alkoholu? Wczesniej ich o to nie podejrzewala. Nie bardzo sie jej to podoba.

Shane opowiadal jej kiedys o piwnych popijawach, w jakich bral udzial, ale to byly tylko mlodziencze wyglupy. Tata mial w domu butelke whisky. Przez lata stala w kredensie, nieotwierana.

Kieliszki i szklaneczki lsnily jasnym blaskiem. To pewnie krysztal, domyslila sie. Obserwowala, jak Nick wyjmuje wysokie szklaneczki, srebrnymi szczypcami naklada z wiaderka lod. Wlal do szklanek wodke, potem z dolnej szafki, ktora okazala sie mala lodowka, wyjal dzbanek z sokiem pomaranczowym. Zamieszal go szklanym mieszadelkiem i dopelnil szklaneczki.

Duzo z tym zachodu. Tym bardziej dziwne, ze sam sie fatygowal, zamiast poprosic Louise. Jej tata byl pod tym wzgledem bardzo zasadniczy. Plus dla Nicka.

Lubi sok pomaranczowy, to jej pasuje. Ale to nie bedzie sam sok. Slyszala to i owo o wodce, wiec bedzie ostrozna. Bedzie saczyc drinka powoli. Nick nie zauwazy, ze prawie nie pije.

Gdyby byl Shane, czulaby sie pewniej. Wkrotce powinien sie zjawic. Nicka nie bardzo wypada pytac o brata. Jeszcze sobie pomysli, ze nie moze sie go doczekac.

Nick podal jej szklaneczke, usiadl w skorzanym fotelu obok kanapy. Z lekkim usmiechem podziekowala za drinka i postawila go sobie na udzie, na wszelki wypadek podkladajac pod szklanke palec, by na bialych dzinsach nie zostal wilgotny slad.

– Czekamy na Shanea – rzekl Nick, pociagajac lyk. Mial na sobie te same rzeczy, w jakich byl wczesniej u niej. Czyli naprawde nie chcial przebierac sie do kolacji. Rekawy snieznobialej koszuli mial podwiniete. Tak jak ona. Moze niepotrzebnie to zrobila, moze to wyglada po mesku? Nigdy wczesniej sie nad tym nie zastanawiala.

Popatrzyla na niego. Biel koszuli kontrastuje z opalenizna, czarne oczy lsnia. Czarne wlosy jeszcze bardziej podkreslaja jego surowa urode. Wyglada olsniewajaco. Naprawde jest pod wrazeniem. Dlatego nie od razu dotarlo do niej, ze Nick o cos pyta.

– Mozemy obejrzec wideo – powtorzyl. Umilkl na chwile, popatrzyl na nia i dodal: – Chyba ze wolisz poczekac na Shanea, by sam relacjonowal zawody i komentowal to, co jest na ekranie.

Nim zdazyla odpowiedziec, rozlegl sie dzwiek telefonu stojacego na stoliku z boku. Nick nie podniosl sluchawki. Po dwoch dzwonkach telefon zamilkl.

Вы читаете Braterska przysluga
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату