zdania, wypowiadal wlasne opinie, na niektore tematy dyskutowali.

Z kazda chwila przekonywala sie do niego coraz bardziej. Wprawdzie to on kiedys powiedzial, ze nie pasuje do Shanea, jednak trudno miec mu to za zle. Tym bardziej ze sama sie z tym zgadza. Nie pasuje ani do Shanea, ani do Nicka. Choc z tym drugim trudno sie pogodzic.

Przed laty kochala sie w nim. Jak zadurzona nastolatka widziala w nim bohatera. Byl dla niej najprzystojniejszym mezczyzna na swiecie. Zreszta nadal jest bardzo atrakcyjny. Wtedy roznil sie od jej kolegow. Byl starszy, madrzejszy, bardziej doswiadczony. To robilo na niej wrazenie.

Nie znala go osobiscie, ale wiedziala o nim wiele od Shanea. Shane czesto opowiadal o starszym bracie. Wsciekal sie, gdy musial podporzadkowac sie jego woli, jednak patrzyl w niego jak w obraz.

Nie raz ze szczegolami relacjonowal jej ich klotnie. Nick doprowadzal brata do szalu, jednak Shane zwykle nie mial racji. Widziala to i gdy emocje troche opadaly, ostroznie starala sie pokazac to Shane’owi.

Gdy patrzy na tamte rozmowy z perspektywy czasu, trudno pojac, dlaczego Shane byl z nia taki szczery. Zwlaszcza ze zwykle brala strone Nicka. Po zastanowieniu i dlugich rozmowach Shane przyznawal jej racje.

Shane nie mial lekkiego zycia. Ojciec i starszy brat to byly dwie silne osobowosci. Musial sie im podporzadkowac, a poniewaz sam byl do nich podobny, ciagle sie buntowal.

Ona miala zupelnie inne doswiadczenia. Mieszkala z ojcem pod jednym dachem, ale kazde z nich mialo wlasne zycie. Zazdroscila Shane’owi jego rodziny. Wprawdzie wtracali sie w jego sprawy i czesto narzucali wlasne zdanie, jednak w razie jakichkolwiek problemow zwierali szyki i stawali za soba murem.

Ona nigdy nie przeciwstawila sie ojcu. Mieli zupelnie inny uklad. Nie czula sie tak pewnie, by ryzykowac. On malo sie nia interesowal i traktowal przede wszystkim jak dodatkowego pracownika.

Pracowala, odkad pamieta. Pomagala w gospodarstwie, prala, gotowala, sprzatala. I tak od osmego roku zycia, gdy ciocia, ktora z nimi mieszkala i zajmowala sie domem, nieoczekiwanie zmarla. Na szczescie zdazyla nauczyc Corrie podstawowych rzeczy. Jakby przewidywala, ze z jej zdrowiem jest coraz gorzej, a gdy jej zabraknie, brat nie zechce nikogo zatrudnic do pomocy w domu.

Nie bylo jej lekko, gdy wszystko na nia spadlo. Szczegolnie pierwszy rok byl ciezki. Tata nie wzial nikogo do pomocy. Caly dom byl na jej glowie. Gdyby nie mamy jej kolezanek, nie mialaby sie kogo poradzic. Rowniez nieco pozniej, gdy zaczela dojrzewac. Mamy nie pamietala. Pozostalo po niej tylko kilka wyblaklych fotografii, a tata rzadko ja wspominal.

Wydawalo sie to niemozliwe, jednak udalo sie jej wygospodarowac troche czasu dla siebie i znajomych. Shane czesto wpadal i pomagal jej uporac sie z obowiazkami. Gdy zrobil prawo jazdy, podwozil ja na szkolne imprezy. Przyjaznili sie od poczatku liceum, gdy wspolnie pracowali nad szkolnym projektem. Od tamtej pory czesto uczyli sie razem i odrabiali lekcje.

Dobrze im bylo ze soba. Ich przyjazn nie miala zadnych podtekstow. Shane traktowal ja jak dobrego kumpla. Inni chlopcy tez nie widzieli w niej dziewczyny, odnosili sie do niej jak do kolezanki.

Byla zwyczajna i malo kobieca. I nadal jestem taka, pomyslala z zalem, podazajac za Nickiem na patio. Co z tego, ze tak sie dzisiaj starala, skoro bez efektow.

Ostatnia godzina zmienila jej nastawienie do Nicka. Podoba sie jej jeszcze bardziej. Ale sprawa jest beznadziejna. Ta swiadomosc ja dobijala.

Nick nie zaoferowal jej ramienia, czyli rodzinnej tradycji chyba stalo sie zadosc. Szkoda, chetnie by to powtorzyla, a taka okazja pewnie sie wiecej nie nadarzy. Bo nawet gdyby zaproszono ja tu na kolacje, to role gospodarza bedzie odgrywac Shane.

Z tych rozmyslan wyrwal ja niski glos Nicka.

– Chcialbym pokazac ci kwiaty w naszym ogrodzie, powinny ci sie spodobac. Na przyklad ten fioletowy klematis czy niektore byliny. Zajmuje sie nimi zona zarzadcy. Poprosze, zeby przygotowala flance. Podrzuce ci je przy okazji.

Zaskoczyl ja.

– Dziekuje, ale nie musisz tego robic.

– Dlaczego nie? Moja mama zawsze lubila wymieniac sie roslinami. Ciagle cos znosila i sama obdarowywala znajomych – rzekl, idac dalej. – Nic nie kupowala, chyba ze jakas zupelna nowosc.

Popatrzyla na niego. Usmiechal sie lekko, jakby domyslal sie walki, jaka ze soba toczyla. Nie bardzo wie, jak odniesc sie do tej propozycji. I jest zbyt dumna, by wziac cos od niego za darmo.

– Jako rewanz pozwol mi wybrac cos z twojego ogrodu, gdy w tygodniu wpadne do ciebie na kolacje.

Pospiesznie przeniosla wzrok z klematisa porastajacego krate przy basenie i wlepila oczy w Nicka. Musial dostrzec jej zdumienie, bo usmiechnal sie szerzej. Twarz mu zlagodniala.

– Chociaz zamiast kwiatow wolalbym pomidory, ktore u ciebie widzialem. Masz reke do roslin.

Przez chwile stala jak zamurowana. Zdumienie i zaskoczenie odebralo jej mowe. Nick chce ja odwiedzic. Ja, Corrie Davis! I nawet nie wspomnial o bracie. Chyba spodobal mu sie dzisiejszy wieczor i chcialby go powtorzyc.

Tylko ze jej dom w porownaniu z ta rezydencja wypadnie fatalnie. Shane dobrze sie u niej czuje, ale to co innego. Zreszta gdyby wczesniej widziala ich posiadlosc, pewnie nigdy by go do siebie nie zaprosila.

Przepelnilo ja niespokojne podniecenie. Juz wczesniej tak sie czula, gdy byl u niej Shane. Moze zranila sie w glowe, gdy spadla dzis z konia. Bo ciagle ma wrazenie, ze to jakis sen. Piekny, cudowny sen.

Nick wprasza sie do niej na kolacje. W tym tygodniu! Oczywiscie, ze powinna sie zrewanzowac, grzecznosc tego wymaga. Zawsze tak robi.

Jednak jej znajomi, z ktorymi od czasu do czasu sie spotyka, pochodza z tego samego srodowiska i zyja na podobnym poziomie. Wazne jest dla nich nie to, co ktos posiada, a laczaca ich przyjazn.

Z drugiej strony, Nick doskonale zdaje sobie sprawe z jej sytuacji. Nigdy nie udawala kogos, kim nie jest. I nie ma takiego zamiaru. Na pewno nie liczy, ze przyjmie go w eleganckiej jadalni, z obrazami na scianach i stolem zastawionym srebrem, porcelana i krysztalami.

W zasadzie to dla niej komplement, ze ma ochote usiasc z nia przy skromnym kuchennym stole i skosztowac przygotowanych przez nia potraw.

Zaskakujacy komplement. I bardzo mily. Bo to znaczy, ze chyba zalezy mu, by ja zobaczyc i spedzic z nia wieczor. Choc moze to troche naciagana interpretacja. Swiadczaca o tym, jak bardzo Corrie jest samotna, chociaz sama przed soba nie chce tego przyznac.

Rozdzial 5

Zatrzymala sie przy klombie z kwiatami.

– Kiedy… chcialbys wpasc?

Nie jest tchorzliwa, jednak perspektywa zaproszenia go do siebie na kolacje jest dla niej ogromnym wyzwaniem. Juz przyjezdzajac tutaj, denerwowala sie nie na zarty. Teraz otwiera sie przed nia szansa, o jakiej marzyla, majac osiemnascie lat. Wtedy oddalaby za nia wszystko. Nie ma pojecia, czym to sie zakonczy, jednak sie nie wycofa.

– Jesli nie jutro – rzekl Nick – to pojutrze. Albo popojutrze. – Usmiechnal sie lekko. – Wiem, ze nieladnie sie wpraszac, ale dzisiaj bylo tak milo. Mam nadzieje, ze wybaczysz mi te maniery.

Usmiechnal sie szerzej, a jej serce zabilo zywiej.

– Spokojnie, Corrie. Boisz sie, ze mam zle zamiary?

Poczula, ze oblewa sie rumiencem. Droczy sie z nia. Jest w tym podobny do Shanea. Poczula sie lepiej.

– A masz? – odpowiedziala pytaniem.

– Jesli nawet, to jestem pewien, ze szybko przywolasz mnie do porzadku.

Piekly ja policzki. Uwaza ja za malo kobieca?

– Wiem od Shanea, ze zawsze trzymalas go w karbach – rzekl, jakby czytajac w jej myslach. – Wymagalas od niego dobrych manier. Kiedys dalas mu dobra nauczke, pamietasz?

Byla zbyt poruszona, by tak na poczekaniu to sobie przypomniec. Poza tym Shane zawsze potrafil sie zachowac.

– Kiedy to bylo?

– Zaraz, niech pomysle. – Nick zapatrzyl sie w dal, jakby przypominajac sobie wydarzenia sprzed lat. – Byliscie

Вы читаете Braterska przysluga
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату