chyba w osmej klasie. Strzelaliscie z procy do puszki.
Teraz sobie przypomniala. Rozesmiala sie mimowolnie. Odwrocila sie i ruszyla przed siebie. Jej wtedy wychodzil prawie kazdy strzal, za to Shane trafial tylko od czasu do czasu. Nawet gdy zamienili sie procami, byl gorszy. W koncu rzucil proce, oznajmiajac, ze to glupia zabawa dla dzieci.
Poczula sie urazona i zarzucila mu, ze jest maminsynkiem, ktory nie umie przegrywac. Shane jeszcze raz siegnal po proce, ale znowu nie trafil. Cisnal proca w dal i zaklal siarczyscie.
– Wrocil do domu zly jak osa – dopowiedzial Nick. Wyciagnelismy z niego, co sie stalo. Powiedzial tez, ze wepchnelas go do koryta z woda i kazalas isc do domu i dobrze umyc buzie. Oswiadczylas, ze jestes kobieta jak inne dziewczyny i nie zyczysz sobie, by klal w twojej obecnosci.
Dostal wtedy bialej goraczki.
Nick zachichotal, Corrie rowniez z trudem powstrzymywala smiech. Zerknela z ukosa na Nicka.
– O tym tez ci powiedzial.
– Mnie i tacie. Nie moglismy sie opanowac, smialismy – sie do rozpuku. Od tamtej pory sie zmienil, nauczyl sie przegrywac. No i nie klnie przy damach. Przyjemnie jej bylo to slyszec.
– Przed toba zaden z rowiesnikow mu sie nie przeciwstawil. Ty bylas pierwsza osoba, ktora czegos od niego wymagala.
– Byl na mnie wsciekly – zamyslila sie. – Tak sie wydzieral, ze kon omal go nie poniosl. Balam sie, ze zaraz przyjedzie twoj ojciec i zrobi mi awanture.
Nick pokrecil glowa.
– Ta nauczka tylko mu wyszla na zdrowie. Zrozumial, czym jest sportowa walka, potem mu sie to bardzo przydalo. Nadal potrafi zaklac, ale nie robi tego przy paniach.
– Popatrzyl na nia ciekawie. – Mial cie wtedy przeprosic.
Zrobil to?
Zaczela isc w strone basenu. Usmiechnela sie do wspomnien. Shane przeprosil ja. Zrobil to szczerze. Zaprosil ja na hamburgera i mleczny koktajl. Od tamtej pory jeszcze bardziej sie do siebie zblizyli. Nigdy wiecej przy niej nie zaklal i pilnowal, by nikt inny tego nie zrobil.
– Przeprosil – odparla, uswiadamiajac sobie, ze zapatrzona w przeszlosc, nie odpowiedziala na pytanie. Jednak szczegoly zachowa dla siebie. To jedno z najmilszych wspomnien. Potem wiele razy chodzili razem do kina czy do baru. Nadal jako przyjaciele. – Byl swietnym kumplem.
– Pod koniec liceum juz chyba kims wiecej.
Poczula sie nieswojo. Do czego on pije? Nawet jego glos ma nieco inne brzmienie.
Rzucil to pytanie, szukajac potwierdzenia, ze przed laty ja i Shanea cos laczylo? Nawet jesli kiedys byl o tym przekonany, to te ostatnie lata wyraznie swiadcza, ze tak nie bylo. I nadal nie jest.
Wzruszyla ramionami.
– Nie bardzo wiem, dlaczego sadziles, ze laczy nas cos wiecej niz przyjazn – powiedziala cicho, zatrzymujac sie i spogladajac na niego.
Nick tez stanal. Za pozno ugryzla sie w jezyk. I po co z tym wyskoczyla? Przeciez ani przez chwile nie chciala wracac do tamtej rozmowy sprzed lat.
– A jak jest teraz?
Jego cichy glos brzmial bardzo powaznie. Zmartwiala. O co wlasciwie mu chodzi? Po co zaaranzowal ten wieczor? Czyzby po to, by wywiedziec sie, co jest miedzy nia a bratem? Nie pozostawi tego tak. Stawi mu czolo.
– Dlatego zaprosiles mnie dzisiaj? Zeby sie tego dowiedziec? O to chodzi?
Nick z powaga skinal glowa.
– Od tego sie zaczelo.
Byla poruszona. Odwrocila wzrok. Po co tu przychodzila? Czemu nie trzymala sie od niego z daleka?
Wieczor, ktory jeszcze przed chwila wydawal sie jej cudowny, nagle stracil caly urok. Jak mogla byc tak naiwna? Uwierzyla, ze jest zupelnie inaczej, ze Nick naprawde dobrze sie czuje w jej towarzystwie. Milo mu sie z nia rozmawia, ceni sobie jej zdanie. Ile w tym bylo prawdy?
Pewnie zero. Podprowadzil ja zrecznie, mamiac dobrosasiedzkimi stosunkami. Uspil jej czujnosc, udajac zainteresowanie i podbudowujac jej samoocene. Dala sie wyprowadzic w pole. Bylo jej wstyd za siebie.
– Shanea wcale nie mialo tu byc, prawda? – Coraz trudniej bylo jej opanowac wzbierajacy w niej gniew.
– Chcialem, zeby byl. Szkoda, ze nie zdazylem go uprzedzic. Wtedy nie szukalby rozrywki w miescie. Ale owszem, chcialem zobaczyc was razem. Wtedy o nic nie musialbym pytac.
Corrie dumnie uniosla brode.
– Za to ja mam do ciebie pare pytan. I nie boje sie ich zadac. Po pierwsze, co to ciebie obchodzi? A po drugie, czemu po prostu nie zapytasz Shanea?
Oczy blysnely mu groznie. Trafila w jego czuly punkt. Ktos taki jak ona zarzuca mu tchorzostwo. Przynajmniej ma mala satysfakcje. Poza nauka, jaka powinna wyciagnac.
W sumie nie ma znaczenia, co jej na to odpowie. Bo po dzisiejszym wieczorze mala szansa, by jeszcze kiedykolwiek mieli ze soba cos wspolnego.
Jego ponura mina przypomniala jej rozmowe sprzed szesciu lat.
– Obchodzi mnie, bo to moze miec wplyw na dalsze losy naszego rodzinnego majatku. Shane nie wypowiada sie na twoj temat. To sprawa juz dawno zamknieta.
Krotka, tresciwa odpowiedz. Nic wiecej nie musi wiedziec. Kiwnela glowa.
– Nie wiem, co ja moglabym miec wspolnego z waszym majatkiem. Moze boisz sie, ze Shane ozeni sie z kims znacznie ponizej waszego poziomu. Jednak skoro sie z tego nie zwierza, to moze powinienes uszanowac jego milczenie.
Nie mogla zapanowac nad lekkim drzeniem glosu, ale nie przejmowala sie tym. Mogla sie tylko domyslac, jak wygladala jego rozmowa z bratem.
– Nastepnym razem, gdy bedziesz chcial sie czegos o mnie dowiedziec, nie posuwaj sie do takich akcji jak dzisiaj, tylko zapytaj wprost.
Odwrocila sie i ruszyla przed siebie. Zawsze ma kluczyki przy sobie, wiec moze isc prosto do samochodu. Musi stad odejsc, nie chce zostac ani chwili dluzej. Moze jak na kobiete za bardzo wyciaga nogi, ale trudno. Nie zalezy jej, co Nick sobie o niej pomysli.
Slyszala za soba odglos jego krokow, ale nie odwracala sie. Przecinajac trawnik, szla do samochodu.
Wskoczyla do auta, wlaczyla silnik i wcisnela gaz.
Gdy dotarla do domu, byla zdenerwowana i poruszona jak nigdy. Moze zareagowala nadmiernie ostro? Moze Nick nie jest takim nikczemnikiem? Nie mogla powstrzymac lez.
Sciagnela klipsy i rzucila je ze zloscia. Odbily sie od szafki i upadly na podloge. Naraz dobiegl ja odglos podjezdzajacego samochodu. Zatrzymal sie z tylu domu. Tylko znajomi wjezdzali od tamtej strony. To pewnie Nick.
Wlaczyla radio i podkrecila glosnosc. Przez cienka zaslone widziala wysoka sylwetke wynurzajaca sie z ciemnosci. Mezczyzna zastukal do drzwi. Nie mogla udawac, ze tego nie slyszy.
Po co tu za nia przyjechal? Chce przepraszac? Mogl to zrobic od razu. Moze ma jeszcze pare rzeczy do powiedzenia. Niekoniecznie milych.
Choc ona tez chetnie mu przygada. Nadarza sie sposobnosc. Podeszla do drzwi i otworzyla je na osciez.
Na progu stal Shane. Usmiech, jaki malowal sie na jego twarzy, zgasl na widok jej rozgniewanego spojrzenia. Przesunal po niej wzrokiem i potrzasnal glowa.
– Hej, Corrie. Wygladasz jak porcyjka lodow. Waniliowe dzinsy, truskawkowa bluzeczka i czekoladowe wlosy.
– Zmierzyl ja taksujacym spojrzeniem i gwizdnal z uznaniem. – I jestes wsciekla jak diabli, co? – Popatrzyl na nia, kiwnal glowa. – Z powodu faceta, to jasne. Kto to taki?
Choc moze powinienem raczej zapytac, co to za wredny skunks tak cie wkurzyl?
Za nic mu nie powie, ze jego braciszek. Lepiej zeby nie wiedzial, ze w ogole sie z nim spotkala. Shane, ktory zwykle doskonale potrafil ja rozszyfrowac, pogubil sie, widzac ja w tym nietypowym dla niej stroju. Dlatego wyciagnal bledne wnioski.
– Swiat mnie wkurza, kowboju – zbagatelizowala pytanie. Starala sie uspokoic oddech. – Ale za chwile ochlone.