— Co ja bym teraz dal za jedna SheVe — mruknal Tommy.

* * *

SheVa Dziewiec — albo Bun-Bun, jak nazwala czolg jego zaloga — wciaz lekko dymil, kiedy nad horyzontem pojawil sie pierwszy sterowiec.

SheVy nalezaly do tego rodzaju broni, jaka mozna wymyslic tylko podczas naprawde strasznej wojny. Juz w czasie pierwszych bitew z Posleenami okazalo sie, ze ludzie nie moga sobie poradzic z posleenskimi okretami uzywanymi do bliskiego wsparcia ich piechoty. Na szczescie takie sytuacje byly rzadkie — Posleenom nie najlepiej wychodzilo wspoldzialanie broni — ale kiedy juz do tego dochodzilo, skutek byl druzgocacy. Z wyjatkiem galaksjanskiej broni ciezkiej, ktorej nigdy nie bylo pod dostatkiem, tylko jeden system okazal sie skuteczny. A byl on potworny w calym tego slowa znaczeniu.

Podczas walk wokol Fredericksburga pancernikowi North Carolina udalo sie namierzyc posleenski ladownik szesnastocalowymi dzialami, a kiedy dziewiec szesnastocalowych pociskow uderzylo w cel, okret obcych zniknal. A wiec szesnastocalowe pociski okazaly sie skuteczne. Ale ich uzycie stwarzalo wiele problemow. Po pierwsze, wieze pancernika nie byly zaprojektowane do ostrzalu przeciwlotniczego, dlatego celny strzal byl w takiej samej mierze wynikiem szczescia, jak i umiejetnosci. Po drugie, dziala mialy bardzo niewielki zasieg razenia, a po trzecie, pancerniki mialy olbrzymie trudnosci z doplynieciem do, powiedzmy, Knoxville w stanie Tennessee.

Stworzono wiec nowa klase dzial, na pierwszy rzut oka podobnych do armat pancernikow. Mialy szesnascie cali srednicy, ale na tym konczylo sie wszelkie podobienstwo. Tak samo jak nowoczesne armaty czolgow, byly gladkolufowe, a ich pociski mialy bardzo duza predkosc wylotowa. W nabojach zastosowano elektroplazmowe ladunki miotajace; dziala mialy przedluzone lufy i dodatkowe komory, dzieki ktorym pocisk ze zubozonego uranu, majacy grubosc pnia drzewa, przyspieszal do dwoch i pol tysiaca metrow na sekunde. Odpalenie pojedynczego pocisku przeznaczonego do niszczenia posleenskich ladownikow rownalo sie jednoczesnemu wystrzeleniu z szesciu standardowych dzial pancernika.

Poniewaz wchodzila tu w gre olbrzymia energia, trzeba bylo zaprojektowac system kompensacji odrzutu, stosujacy pochlaniacze wstrzasu o rozmiarach malych okretow podwodnych. Zainstalowanie ich w kilku naziemnych fortyfikacjach bylo stosunkowo latwe, ale umieszczenie ich na ruchomej platformie bylo prawdziwym wyzwaniem.

Wiekszosc grup inzynierskich zalamywala z rozpaczy rece, ale Komisja Przemyslowego Planowania Shenandoah Valley uznala, ze platforma po prostu musi byc wieksza niz ktokolwiek jest w stanie sobie wyobrazic. W ten oto sposob narodzilo sie dzialo SheVa.

SheVy mialy sto dwadziescia metrow dlugosci i dziewiecdziesiat szerokosci, olbrzymie gasienice i „wiezyczke”, ktora wygladala jak hala walcowni stali. Z tylu, wewnatrz wiezy, znajdowal sie grubo opancerzony magazyn mieszczacy osiem nabojow do dziala, z ktorych kazdy wygladal jak skrzyzowanie naboju karabinowego i rakiety ICBM. Oparta na wspornikach lufa przypominala gigantyczny teleskop, ale w porownaniu z wieza byla tak mala, ze sprawiala wrazenie przypadkowo dodanego elementu.

Dzialo skladalo sie z trzech podstawowych czesci — samej armaty i wspierajacych ja elementow, potwornej wiezy, w ktorej miescila sie komora ladownicza, i ukladu jezdnego.

Szescdziesieciometrowa wielokomorowa armata byla typu „Bull”. Podstawowym elementem miotajacym byl system elektroplazmowy, wykorzystujacy ladunek elektryczny do zaplonu materialu i zapewniajacy sile wyrzutu wykraczajaca daleko poza to, co mozna by osiagnac zwyklym ladunkiem chemicznym. Ze wzgledu na spadek mocy wraz ze wzrostem zasiegu, lufe wyposazono w dodatkowe komory zaplonowe wzdluz bokow, dodajace gigantycznemu pociskowi jeszcze wiekszego pedu. Dzieki tej kombinacji pociski burzace — z odrzucanym zewnetrznym plastikowym „sabotem” i wewnetrznym uranowym rdzeniem — osiagaly predkosc blisko dwoch i pol tysiaca metrow na sekunde, co do czasu wynalezienia SheVy bylo wrecz niewyobrazalna predkoscia.

Armata zamontowana byla na obrotowej wiezy z systemem podnoszenia, ktory pozwalal strzelac zarowno pod katem bliskim zera stopni, jak i niemal „prosto w gore”. W koncu zaprojektowano ja jako dzialo „przeciwlotnicze”.

Zamiast typowego dla artylerii ukladu „pocisk plus worek”, kiedy najpierw ladowano sama „kule”, a potem wciskano worki z prochem, SheVa uzywala olbrzymich nabojow, przypominajacych polaczenie naboju karabinowego i ICBM; osiem takich nabojow miescilo sie w grubo opancerzonym magazynie z tylu wiezy. W zaleznosci od tego, czy dzialo bylo zaladowane pociskami „burzacymi”, czy „eksplodujacymi”, czolgi wozily ze soba od osiemdziesieciu do osmiuset kiloton materialow wybuchowych. Z tego miedzy innymi powodu regularne jednostki omijaly je szerokim lukiem.

Zeby chronic cala te maszynerie — niezbyt odporna na dzialanie warunkow atmosferycznych — dzialo zamknieto w gigantycznej „wiezy”, ktora sama w sobie byla inzynierskim popisem. Byl to szescian o trzydziestometrowym boku, zamontowany na lozysku u podstawy dziala, a wiec obracajacy sie wraz z nim. Zewnetrzna oslone stanowila pietnastocentymetrowa warstwa stali; kazdy inny material wyginal sie przy wystrzale z dziala. Wnetrze z kolei bylo niemal puste; byly tu tylko potezne wsporniki i lukowate klamry, ktore utrzymywaly oslone.

Na szczycie oslony znajdowal sie dzwig sluzacy do przenoszenia monstrualnych rozmiarow sprzetu, niezbednego nawet do najprostszych napraw.

Poruszenie tego wszystkiego wymagalo sporej mocy. Dostarczaly jej cztery reaktory Johannesa/Cummingsa. Rdzeniem reaktorow byly granulki, malenkie „cebulki” z warstw grafitu i krzemu, owinietych wokol drobiny uranu. Dzieki tym warstwom uran nie osiagal nigdy „temperatury topnienia”, a przez to reaktory byly zabezpieczone przed niekontrolowana reakcja lancuchowa. Co wiecej, helowe chlodziwo nie dopuszczalo do wyciekow promieniowania; hel nie przewodzil radioaktywnosci, dlatego nawet w przypadku pelnej utraty chlodziwa mozna bylo sie spodziewac, ze reaktor pozostanie na swoim miejscu.

Oczywiscie reaktory mialy swoje wady. Mimo zastosowania galaksjanskich technologii regeneracji ciepla, w maszynowni bylo goraco jak w piekle. A kiedy reaktor dostawal bezposrednie trafienie, jak to sie od czasu do czasu zdarzalo, malenkie granulki zamienialy sie w cholernie radioaktywne utrapienie. Za to moc, jaka dawaly, wynagradzala z nawiazka te drobne niedogodnosci, a rozszczelnione reaktory to byl juz problem ekip naprawczych.

System napedowy czolgu byl rownie rewolucyjny. Bezposredni naped zapewnialy niezalezne silniki indukcyjne na wszystkich kolach pednych, dlatego tez SheVa mogla stracic jedno lub wiecej kol i wciaz dalej jechac.

Mimo swoich rozmiarow SheVy byly wyjatkowo delikatne; w ciagu ostatnich kilku dni mozna bylo sie przekonac, ze to samobiezne dziala, a nie czolgi. SheVie Dziewiec udalo sie jednak wywalczyc dluga i bolesna droge odwrotu.

Tylko jej zaloga, zwlaszcza chorazy Sheila Indy, zdawala sobie sprawe, jak bardzo pojazd jest uszkodzony (chociaz dym buchajacy z licznych otworow po wrogim ostrzale plazma byl pewna wskazowka).

— To dopiero widok — westchnal Pruitt, patrzac na gorujaca nad nim wieze. Dzialonowy SheVy Dziewiec byl niskim, ciemnowlosym mezczyzna, zwalistym, ale nie grubym; sprawial wrazenie o dziesiec lat starszego niz jeszcze dwa dni wczesniej. Jego ubranie smierdzialo ozonem i potem.

SheVe nazwano Bun-Bunem glownie za sprawa jej dzialonowego, ktory zarazil reszte zalogi zainteresowaniem internetowym komiksem pod tytulem Sluggy Freelance i osobiscie namalowal na przednim pancerzu czolgu wysokiego na dwa pietra krolika z nozem sprezynowym w lapce. Wieksza czesc malunku zniknela we wczorajszej bitwie, ale haslo „Zabawmy sie, Posleenie!” wciaz bylo slabo widoczne.

— Bun-Bun czy sterowce? — spytala ze znuzeniem Indy. Mechanik miala kruczoczarne wlosy, pelne piersi i byla niemal piekna, choc w tej chwili trudno to bylo stwierdzic. Ona tez smierdziala ozonem i potem, a kombinezon miala usmarowany olejem oraz swoja i cudza krwia. Krew zaczynala sie juz psuc i smrod otaczal Indy jak chmura.

— Jedno i drugie — odparl Pruitt. — Jakie mamy uszkodzenia?

— Dwa wylaczone reaktory — odpowiedziala. — Jeden ma dziure; dzieki Bogu za uklad chlodzenia helem. Rozporki wystrzelane, dwie gasienice oderwane, zepsuty mechanizm podajnika, uszkodzona sciana magazynu, zniszczona elektryka…

Вы читаете Doktryna piekiel
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату