— Chyba w najblizszej przyszlosci nigdzie sie stad nie ruszymy — stwierdzil Pruitt. — To dobrze, bede mogl uderzyc w kimono.
— Pierwszym sterowcem leci pulkownik Garcia — powiedzial pulkownik Robert Mitchell, podchodzac do nich. Dowodca SheVy byl odmlodzony, wiec wygladal na jakies osiemnascie lat. Jako mlody oficer wojsk pancernych cwiczyl zatrzymywanie sil radzieckich, ktore pewnego dnia moglyby przelac sie przez Fulda Gap, i szkolenie to pozwolilo jemu i jego zalodze przezyc takie sytuacje, w ktorych inni gineli. Udalo im sie przeprowadzic dlugi, kontrolowany odwrot z Doliny Rabun na obecna pozycje i zdjac po drodze spora liczbe posleenskich ladownikow. Ale teraz pulkownik mial niemily obowiazek powiedziec im, ze impreza jeszcze sie nie skonczyla.
— Mowi, ze moze ja postawic na nogi w dwanascie godzin.
— Niemozliwe — warknela Indy. — Zeby mial ze soba choc dwa reaktory!
Reaktory granulkowo-helowe byly wyjatkowo bezpieczne — nawet przy calkowitej utracie chlodziwa nie zaczynaly topniec — ale te w SheVie Dziewiec wlasnie stracily cale chlodziwo i nie mogly zostac odpalone bez uprzedniego gruntownego przegladu.
— Ma ze soba szesc reaktorow — powiedzial Mitchell. — Do tego dodatkowe opancerzenie. I brygade technikow. Leci do nas dziewiec sterowcow.
— Jezu! — szepnal Pruitt. — To dopiero tempo.
— Garcia robi wrazenie zaradnego — odparl Mitchell. — Ma tez ze soba mlodego geniusza, ktory wprowadzi jakies ulepszenia. — Spojrzal w gore na sterowiec, ktory akurat ustawial sie nad skrawkiem plaskiego terenu nie zajetego przez SheVe. — Kiedy ekipa naprawcza wezmie sie za robote, macie sie oboje zdrzemnac. Gdy znow bedziemy na chodzie, zrobi sie interesujaco. Zwlaszcza ze jak tylko odpalimy silniki, mamy rozkaz odbic Rabun Gap. Za wszelka cene.
— Coz, sir — powiedzial McEvoy, unikajac ostrzalu z Minoga. — Dobrze byloby miec tu SheVe, ale zadnej nie mamy.
— Nie, nie mamy — zgodzil sie ponuro Tommy; kolejny pocisk z ladownika trafil jednego z Kosiarzy z kompanii Charlie. — Majorze O’Neal?
— Dostajecie, Sunday — odparl Mike. Wieksza czesc batalionu skrecila juz za wzgorze i zblizala sie do tego, co pozostalo z Muru. Kiedys byl to szesciopietrowy betonowy potwor najezony dzialami. Teraz okolica wygladala jak po najezdzie swistakow, ktore postanowily ja zniwelowac; nie liczac malego kanalu, cala przelecz zostala zrownana z ziemia.
— Tak, sir — odpowiedzial spokojnie niedawny podoficer. — Konczy nam sie tez amunicja. Ale mysle, ze majac wsparcie, damy rade go „zdjac”. Prosze o ogien calego batalionu, jesli wolno.
— Im wiecej, tym lepiej? — odparl sucho dowodca batalionu. — Widze, do czego pan zmierza. — Sprawdzil wykres zwiadu; w zasiegu wzroku batalionu nie bylo zadnych wrogich sil, wszyscy mogli wiec otworzyc ogien do Minoga. — Ogien, teraz!
— On go musi naprawde lubic — powiedzial Duncan, kiedy w jego polu widzenia rozblysla ikona celownika. Znajdowala sie za nim; obrocil sie i opadl na kolana, kiedy caly batalion otworzyl ogien w jeden punkt na pancerzu ladownika.
— Minoga? — spytal Stewart. — Ja tez bym go namierzyl, chocby po to, zeby zabic jednego bystrzejszego Wszechwladce.
— Nie, Sundaya. Ile razy oddawal komus do dyspozycji caly batalion?
— Nieczesto — przyznal oficer rozpoznania.
Kiedy trzysta karabinow batalionu dolaczylo sie do ognia Kosiarzy, wywolalo to pozadany skutek. Pancerz nad jednym z gniazd broni najpierw zniknal pod ogniem Kosiarzy, a potem, kiedy dzialka grawitacyjne dobraly sie do magazynu amunicji, rzygnal plomieniem.
Ladownik pospiesznie odskoczyl na poludnie, aby oslonic swoj slaby punkt, i zaczal strzelac jednoczesnie w kierunku glownych sil batalionu i Kosiarzy. Ale juz bylo po nim; w pewnej chwili gwaltownie opadl i runal na zbocze gory, a potem stoczyl sie w dol.
— Dlaczego wszyscy stoja i sie gapia? — spytal O’Neal. — Zmiana planu. Charlie, zwrot na polnoc. Bravo, zwrot na poludnie. Podluzny szyk z Kosiarzami. Ranni, dowodcy i sztab do srodka. Zwiad, ustalic, jak ten oolt’ondar dostal sie na gore; jesli jest tam jakas sciezka, zniszczyc ja.
Popatrzyl na wciaz stojacych nieruchomo zolnierzy i westchnal.
— No, ruszac sie.
— Nie podoba mi sie ten caly O’Neal — powiedzial Tulo’stenaloor, czytajac zapisy lacznosci przekaznikow. — Jak na moj gust, o wiele za szybko mysli.
— Tak, estanaarze — powiedzial nieswoim glosem oficer wywiadu.
— O co chodzi? — Dowodca wyraznie wyczuwal, ze S-2 czegos mu nie powiedzial.
— Sprawdzalem jego przeszlosc — powiedzial oficer, wywolujac dane dowodcy ludzi. — Odniosl imponujace sukcesy w obronie wielu rejonow, odkad zaczelismy ladowac na tej planecie. Jego oddzial byl o wiele skuteczniejszy, a zarazem poniosl mniejsze straty niz wszystkie inne oddzialy metalowych threskreen, „pancerzy wspomaganych”. Jednak jego slawa pochodzi jeszcze sprzed okresu ladowan na tym swiecie.
Tulo’stenaloor odwrocil sie i popatrzyl na informacje, ktore wywolal oficer. — A skad?
— Odegral kluczowa role w sukcesie ludzi na Aradanie 5.
— Och. — Wodz zamilkl i ostroznie zlozyl trzepoczacy grzebien. — Na czym ona polegala? — spytal cicho.
— To… — Oficer przerwal. — To jego oddzial metalowych threshkreen wylonil sie z morza na promenade. Co wiecej, to on osobiscie zniszczyl Az’al’endaia, odpalajac ladunek jadrowy na burcie okretu oolt’ondaia. I to recznie.
— Jak to sie stalo, ze jeszcze zyje? — zasyczal cienko estanaar.
— Znajdowal sie blisko centrum wybuchu, ktory zniszczyl oolt’poslenar — powiedzial oficer, machajac grzebieniem. — Uwaza sie, ze ochronil go toroid plazmy, ktory wytworzyl sie wokol jego pancerza. Odrzucilo go wiele kilometrow w glab morza, ale przezyl.
— To niemozliwe! Nawet metalowy threshkreen nie oparlby sie broni, ktora wypatroszyla okret Az’al’endaia!
— Ale zapisy takie jak ten rzadko klamia. Ludzie uwazaja go za niepokonanego, niesmiertelnego.
— Bedziemy musieli ich rozczarowac — powiedzial Tulo’stenaloor, gladzac zdobienie swojego grzebienia. — Esthree, pchnij grupe miejscowych trasa, ktorej uzyl Gamataraal, i zacznij ladowac oolt Po’osol oolt. Polecimy naokolo i wysadzimy ich na tylach, zeby wesprzec natarcie.
— Tak jest, estanaarze — powiedzial oficer operacyjny. — Wydawalo mi sie jednak, ze powiedziales, iz najwiekszym bledem tej wojny bylo przypuszczenie pospiesznego szturmu.
— Jesli nam sie powiedzie, szybko oczyscimy droge. Jesli nie, stracimy tylko kilka niewiele wartych oddzialow. Dopilnuj, zeby jednostki zwiadowcze nie szly przodem; ich uzbrojenie nawet nie zadrasnie metalowych threshkreen.
— Tak jest, estanaarze. Tak uczynie.