— Promy nie przeleca przez tysiacstopniowy grzyb, panie majorze — zauwazyl Duncan.
— Nie, ale power packi wytrzymaja.
Drugi prom zgodnie z rozkazem wlecial wprost w rosnacy grzyb. Promy byly opancerzone, ale nie az tak, zeby przetrwac takie warunki; transporter szybko zaczal sie rozpadac, rozrzucajac swoj ladunek ciezko opancerzonych power packow i skrzyn z amunicja po calej strefie ladowania. Oczywiscie doszlo przy tym do kilku wypadkow, ale to bylo nie do unikniecia.
McEvoy wrzasnal ze zlosci, kiedy cos ciezkiego rabnelo go w plecy. Przeturlal sie na bok, spojrzal na pakiet antymaterii, ktory go trafil, i znow wrzasnal, tym razem ze strachu.
— To bylo ladne — powiedzial Sunday.
— Skad sie to wzielo, do cholery? — spytal Kosiarz, wstajac i odsuwajac sie od power packa, jakby to byl olbrzymi pajak. Albo mordercza bron jadrowa.
— Och, podnies to, mazgaju — powiedzial porucznik; slychac bylo, ze sie szeroko usmiecha. — Stary skierowal prom prosto w srodek grzyba. To go oslonilo od ognia, bo nawet Posleeni nie widza przez cos takiego. Jednoczesnie zrzucil power packi.
— Odbilo mu! — rzucil Blatt, przebiegajac obok nich. — Wszystkim to powtarzam, Stary to czubek!
— Zgadza sie — powiedzial Sunday. — Calkowity czubek. To dranstwo jest tak opancerzone, ze wytrzymuje nawet bezposrednie trafienie plazma, nie moglo wiec wybuchnac z powodu takiego drobiazgu. Zreszta niewazne, zapomnijcie o tym, chociaz moze lepiej troche sie odsuncie. Kosiarze, zrzucic ladunek i sledzic moj cel. Niedzwiedz idzie zza gory.
— Mamy trzy ocalale lance — zauwazyl Duncan. — Uzyjemy ich?
— Nie od razu — powiedzial O’Neal. — Co sie stalo z czwarta?
— Wyrzutnia samorzutnie eksplodowala — odparl Stewart. — Leci na Atlante.
— Bede musial zwrocic uwage produkujacemu klanowi — powiedzial powaznie O’Neal. — Taki drobiazg jak dwustukilotonowa eksplozja nie powinien ich uszkodzic!
— Spodziewalem sie tego! — zasmial sie Stewart. — Ale po co pan je oszczedza? Juz tu leca Minogi.
— Minogi ze swoim uzbrojeniem kosmicznym nie moga strzelac w dol — przypomnial Mike. — Zostawimy sobie lance na C-Deki.
— Wiekszosc packow zostala zebrana — powiedzial Duncan. — Ale czesc zabrali Kosiarze, a oni szykuja sie na przyjecie kawalerii.
— Niech natychmiast przekaza packi jednostkom karabinowym — warknal Mike. — Wszyscy biegiem do Muru. Kosiarze moga isc za nami, ale musza byc przygotowani na powitanie duzych chlopcow.
— Wlasnie dla takich chwil zyje — powiedzial z przekasem Blatt, kiedy reszta batalionu wystartowala pelnym pedem.
— Idziemy, idziemy — mruknal McEvoy.
— Moim zdaniem nie dosc szybko — zauwazyl specjalista.
— Musimy jeszcze pozbierac bron — powiedzial Sunday. — Bedzie nam potrzebna, kiedy dotrzemy na miejsce.
— Sir, mysle, ze nic z tego nie bedzie — odparl McEvoy. — Najblizszy pakiet lezy w polowie zbocza Oakey Mountain. One nie maja naszych systemow utrzymujacych je w miejscu podczas wybuchu.
— Ja pierdole — stwierdzil Tommy. — Dobra, pozbieramy je pozniej.
— Jeden pakiet najwyrazniej przerzucilo na druga strone Black Rock Mountain, sir — powiedzial Blatt. — Moze kiedys uda nam sie go zabrac.
— To twoje zadanie, Blatt — powiedzial Sunday — kiedy tylko zajmiemy pozycje.
— Pan zartuje, prawda? — spytal Kosiarz.
— Nie. Kiedy uporamy sie z pierwsza fala ladownikow, bez tych mozdzierzy i dzialek nic nie zdzialamy. Odzyskanie ich to zadanie numer dwa. Numer jeden to ostrzelanie ladownikow.
— O wilku mowa — powiedzial McEvoy, kiedy pierwszy Minog wychynal zza grzbietu Black Rock Mountain.
— Wlasnie — stwierdzil Tommy, namierzajac jeden z pomniejszych ladownikow. — Ognia!
Dlugolufowe dzialka grawitacyjne M-283 mialy wieksza zdolnosc przyspieszania niz systemy standardowe. Poza tym ich pociski zawieraly napedzany antymateria akcelerator inercyjny i antymateryjny system „rakietowy”, podobny do tego, jaki stosowano w lancach antymaterii i kosmicznych mysliwcach Space Falcon.
Dlatego tez w chwili, kiedy siedemdziesieciopieciomilimetrowy pocisk uderzyl w burte okretu, pedzil z predkoscia ponad tysiaca kilometrow na sekunde.
Po zderzeniu z pancerzem Minoga pocisk zrobiony z solidnego kompozytu gadolinu i jednoczasteczkowego zelaza z plaszczem weglowym stal sie polkula gotujacej sie bialej plazmy; nawet olbrzymia energia pocisku przeciwpancernego nie mogla sie mierzyc z posleenskim opancerzeniem.
Ale tylko jednego pocisku.
A tymczasem do Minoga strzelalo dwunastu Kosiarzy, wysylajac piec pociskow na sekunde w obszar wielkosci ludzkiej dloni.
Ponadto system celowniczy pociskow burzacych byl o wiele skuteczniejszy niz zwyczajny. Wyznaczal na burcie okretu konkretny punkt, wybrany z bazy danych slabych punktow ladownikow, i kierowal w niego ogien calej broni w okolicy.
Wystrzelone przez dwunastu Kosiarzy tysiac dwiescie pociskow trafilo w zasobnik z bronia na burcie Minoga, przewiercilo sie do srodka i zdetonowalo mechanizm podajnika dzialka plazmowego. Reszta zaczela we wnetrzu rykoszetowac.
Kiedy rzygnely srebrne i czerwone plomienie, ladownik probowal uciekac, zmieniajac kurs i obracajac sie tak, by zaslonic uszkodzony fragment kadluba przed ogniem. Ale pilotujacy go Wszechwladca najwyrazniej nie nalezal do elity pilotow, co udowodnil, taranujac swoim okretem zbocze gory Black Rock tuz na poludnie od wiezy radiowej.
Drugi Minog zaatakowal glowne sily batalionu, a potem skierowal sie dlugimi, posuwistymi ruchami na poludniowy zachod, w strone Muru. Widzac jednak, co sie stalo z jego towarzyszem, okret zmienil cel i rozpoczal ostrozna rotacje, zeby zminimalizowac uszkodzenia.
— Robimy unik — powiedzial porucznik i wprowadzajac wlasny rozkaz w czyn, rozpoczal powolny trucht na poludniowy wschod.
Reczny ostrzal z Minogow nie byl na szczescie tak celny, jak ogien automatyczny, ale jednak byl ciezki; na burcie ladownika znajdowalo sie ponad dwanascie srednich gniazd uzbrojenia. Kiedy Kosiarze rozpoczeli manewr, nieprzyjacielski ogien glownie rozdzieral ziemie wokol nich, ale czesc strzalow jednak trafiala.
— Ja pierdole — powiedzial cicho Blatt, kiedy linia kraterow z ciezkiego dzialka plazmowego ruszyla w jego kierunku. Probowal zejsc jej z drogi, ale ostrzal byl tak gesty, ze nie mial dokad uciekac.
— Cholera — zaklal McEvoy, kiedy pancerz Blatta zniknal w kuli srebrnego ognia. — Skurwysyn!
— Tego nie zdejmiemy — powiedzial ze zloscia Sunday. Ich pociski niszczyly gniazda powierzchniowe i zlobily rysy na calym pancerzu Minoga, ale poniewaz ciagle sie obracal, nie mogly sie w niego wwiercic. A ogien robil sie coraz ciezszy.