— Przygotowac oolt’poslenar — dodal wodz. — Jeszcze zobaczymy, kto kogo otoczy.
— Stracilismy kapitana Holdera — powiedzial Gunny Pappas. W tle slychac bylo slaby huk odpalanego ladunku kopiacego.
— Zauwazylem — odparl Mike. — My stracilismy lacznie dwudziestu dwoch ludzi. Szczerze mowiac, dostalismy w dupe.
— Czekali na nas — powiedzial Stewart. — To jedyne mozliwe wyjasnienie tego wszystkiego, co sie stalo. Ponadto wiedzieli, na ktorych promach beda zasobniki z paliwem.
— Przy okazji, w tej materii jakos sie trzymamy — powiedzial Duncan. — Zebralismy piec akumulatorow, w tym dwa z pierwszego promu. Na wzgorzach nadaje tez kilka radiolatarni; moze jeszcze uda nam sie je zgarnac. Ta gowniana amunicja szybko wyczerpie nasze zapasy energii, jesli bedziemy musieli prowadzic ciagly ogien.
— Sa pewne mozliwosci w kwestii uzupelnien; zobaczymy, jak to bedzie — stwierdzil Mike. — Stewart, zacznij rozpracowywac, skad oni mogli sie dowiedziec, gdzie i kiedy bedziemy. Nie ograniczaj sie tylko do jednej mozliwosci, zbadaj wszystkie.
— W tej chwili przychodzi mi do glowy tylko jakis kret — przyznal Stewart. — Nic innego nie pasuje.
— Tak, jak powiedzialem — powtorzyl Mike; w jego glosie slychac bylo zlosc. — Nie skupiaj sie na jednym, choc raz zrob uzytek ze swojej paranoi. Pappas, musimy szybko skonczyc umocnienia; niedlugo mozemy sie spodziewac ataku. Chce miec okopy, bunkry i transzeje do poruszania sie. Kontynuowac budowe, dopoki znowu nie uderza, a my sie nie polaczymy.
— Tak jest, sir — odparl sierzant. — Siedzimy na skale; kiedy juz sie w nia wgryziemy, nielatwo bedzie nas stad wykopac.
— Dlatego spodziewam sie szybkiego ataku — powiedzial Mike. — On sprobuje nas odepchnac, zanim sie okopiemy. A wiec do roboty.
— „On”? — spytal Stewart. — Zataja pan cos przed swoim oficerem wywiadu?
— Bez przerwy — odparl Mike z niewidocznym usmiechem. — Ale w tym przypadku to tylko domysly. Wszystko to nosi znamiona dobrze zaplanowanej operacji, i to od jakiegos czasu. Spojrz tylko na te latajace czolgi i wspoldzialanie ladownikow. Mamy do czynienia z bardzo cwanym Wszechwladca, na tyle cwanym, ze zebral takze innych cwanych Posleenow. To nasz prawdziwy wrog. Sprobuj sie wgryzc w darhelskie dane wywiadu; czasami udaje im sie odroznic jednego Posleena od drugiego. Chce wiedziec, z kim mamy do czynienia. Bardzo mi na tym zalezy.
— Do cholery z wywiadem — mruknal Pappas. — Mnie tam zalezy na wsparciu ogniowym.
4
Sterowiec, dlugi na niemal dwiescie metrow, mial przyczepiony pod spodem olbrzymi kontener. Kiedy tylko plozy kontenera dotknely ziemi, sterowiec odczepil go, skoczyl w gore i odlecial. Jeden Posleen w niewlasciwym miejscu moglby go „zdjac” w sekunde, ale jadrowy ostrzal SheVy najwyrazniej oczyscil cala doline, i dopoki sterowce trzymaly sie nisko, pozostawaly poza polem widzenia wroga.
Tyl kontenera otworzyl sie i w ostrym swietle reflektorow zaczal sie z niego wylewac strumien ciezkiego sprzetu i ludzi w czarnych kombinezonach. Polowa grupy ruszyla w strone SheVy, druga zas zaczela poszerzac strefe ladowania.
Na czele kolumny zmierzajacej w strone SheVy jechal na czterokolowcu mezczyzna. Przed samym czolgiem zahamowal z poslizgiem.
— Maj… podpulkownik Robert Mitchell — zasalutowal Mitchell.
— Pulkownik William Garcia — odparl mezczyzna. Mial na sobie czarny kombinezon, tak samo jak reszta jego oddzialu; na ramieniu nosil duza odznake HC4, oznaczajaca, ze nalezy do Czwartej Ciezkiej Brygady Konstrukcyjnej. Odpowiedzial sprezyscie na salut, a potem siegnal do kieszeni kombinezonu i rzucil Mitchellowi mala paczuszke. — Ja pierwszy pogratuluje panu awansu. Nalezy sie szesc piecdziesiat. Zaplaci pan, jak pan przezyje.
— Dzieki — powiedzial Mitchell, patrzac na srebrne listki podpulkownika. — Co teraz?
— Moi ludzie zrobia kompletny przeglad — powiedzial Garcia, odwracajac sie do Indy. — Pani jest tu mechanikiem?
— Tak jest, sir — odparla. — Mam wyniki wstepnego przegladu. — Wyciagnela swojego palmtopa.
— Dzieki. — Pulkownik wzial urzadzenie i przeniosl dane. — Czy tam, na gorze, to sa pakiety MetalStorm?
Przeciwladownikowy system MetalStorm byl w ciagu minionych lat jednym z mniej udanych projektow. W bardzo krotkim czasie wystrzeliwal tysiace pociskow; zasadniczo skladal sie z lufy pelnej kul. Kazda kule wystrzeliwal ladunek elektryczny.
Stupieciomilimetrowe dwunastolufowe urzadzenie montowano na podwoziu czolgu abrams. W kazdej lufie znajdowalo sie sto pociskow. Nalezaly do tego samego typu pociskow, jakie abramsy wozily ze soba jako pociski przeciwczolgowe, ale w systemie MetalStorm wszystkie tysiac dwiescie sztuk amunicji mozna bylo wystrzelac w czasie ponizej dwudziestu sekund. Bylo to wyjatkowo przykre dla zalogi; opisywano to jako przebywanie w metalowej beczce, ktora potrzasa jakis olbrzym. Przy tym wszystkim system okazal sie raczej nieskuteczny w walce z ladownikami.
— Tak jest, sir — przyznal niechetnie Mitchell. — Podwozia zostaly… zuzyte z mojego rozkazu.
— Jestem pewien, ze kryje sie za tym jakas fascynujaca opowiesc — powiedzial Garcia z lekkim usmiechem. — Nie odpalaliscie ich tam na gorze, prawda?
— Nie, sir — powiedzial Pruitt. — Sa tylko przymocowane lancuchami.
— Dobra, sciagniemy je i zabierzemy jednym ze sterowcow — stwierdzil Garcia.
— Chwila, szefie, moze lepiej to przemyslec. — Czlowiek obchodzacy dookola SheVe byl najwyrazniej cywilem. Byl to mlody, wysoki mezczyzna, poteznie umiesniony, o urodzie gwiazdora filmowego i dlugich jasnych wlosach. Mial na sobie czarny prochowiec i zlote okulary przeciwsloneczne; rece trzymal gleboko wepchniete w kieszenie. Spojrzal na gorny poklad SheVy i wzruszyl ramionami. — Mozna z nimi zrobic lepsze rzeczy niz po prostu wywiezc.
— Co wymysliles, Paul? — spytal Garcia. — O, przepraszam. Panie i panowie, to jest Paul Kilzer. Jest