— Przygotowac oolt’poslenar — dodal wodz. — Jeszcze zobaczymy, kto kogo otoczy.

* * *

— Stracilismy kapitana Holdera — powiedzial Gunny Pappas. W tle slychac bylo slaby huk odpalanego ladunku kopiacego.

— Zauwazylem — odparl Mike. — My stracilismy lacznie dwudziestu dwoch ludzi. Szczerze mowiac, dostalismy w dupe.

— Czekali na nas — powiedzial Stewart. — To jedyne mozliwe wyjasnienie tego wszystkiego, co sie stalo. Ponadto wiedzieli, na ktorych promach beda zasobniki z paliwem.

— Przy okazji, w tej materii jakos sie trzymamy — powiedzial Duncan. — Zebralismy piec akumulatorow, w tym dwa z pierwszego promu. Na wzgorzach nadaje tez kilka radiolatarni; moze jeszcze uda nam sie je zgarnac. Ta gowniana amunicja szybko wyczerpie nasze zapasy energii, jesli bedziemy musieli prowadzic ciagly ogien.

— Sa pewne mozliwosci w kwestii uzupelnien; zobaczymy, jak to bedzie — stwierdzil Mike. — Stewart, zacznij rozpracowywac, skad oni mogli sie dowiedziec, gdzie i kiedy bedziemy. Nie ograniczaj sie tylko do jednej mozliwosci, zbadaj wszystkie.

— W tej chwili przychodzi mi do glowy tylko jakis kret — przyznal Stewart. — Nic innego nie pasuje.

— Tak, jak powiedzialem — powtorzyl Mike; w jego glosie slychac bylo zlosc. — Nie skupiaj sie na jednym, choc raz zrob uzytek ze swojej paranoi. Pappas, musimy szybko skonczyc umocnienia; niedlugo mozemy sie spodziewac ataku. Chce miec okopy, bunkry i transzeje do poruszania sie. Kontynuowac budowe, dopoki znowu nie uderza, a my sie nie polaczymy.

— Tak jest, sir — odparl sierzant. — Siedzimy na skale; kiedy juz sie w nia wgryziemy, nielatwo bedzie nas stad wykopac.

— Dlatego spodziewam sie szybkiego ataku — powiedzial Mike. — On sprobuje nas odepchnac, zanim sie okopiemy. A wiec do roboty.

— „On”? — spytal Stewart. — Zataja pan cos przed swoim oficerem wywiadu?

— Bez przerwy — odparl Mike z niewidocznym usmiechem. — Ale w tym przypadku to tylko domysly. Wszystko to nosi znamiona dobrze zaplanowanej operacji, i to od jakiegos czasu. Spojrz tylko na te latajace czolgi i wspoldzialanie ladownikow. Mamy do czynienia z bardzo cwanym Wszechwladca, na tyle cwanym, ze zebral takze innych cwanych Posleenow. To nasz prawdziwy wrog. Sprobuj sie wgryzc w darhelskie dane wywiadu; czasami udaje im sie odroznic jednego Posleena od drugiego. Chce wiedziec, z kim mamy do czynienia. Bardzo mi na tym zalezy.

— Do cholery z wywiadem — mruknal Pappas. — Mnie tam zalezy na wsparciu ogniowym.

4

Nie glosza nikomu, ze Bog sil im doda Tuz przed tym, jak sruba uparta popusci Nie glosza, ze Jego pozwala im laska Slac wszystko do diabla, gdy najdzie ich chec Tak w sloncu i w tlumie, i w swietle, w gromadzie I w mroku wciaz trwaja, posrodku pustkowia I patrza, i bacza od rana do nocy Czy dzien ich wspolbraci juz dawno nie nastal. Rudyard Kipling, Synowie Marty Niedaleko Willits, Polnocna Karolina, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III 03:18 czasu wschodnioamerykanskiego letniego, poniedzialek, 28 wrzesnia 2009

Sterowiec, dlugi na niemal dwiescie metrow, mial przyczepiony pod spodem olbrzymi kontener. Kiedy tylko plozy kontenera dotknely ziemi, sterowiec odczepil go, skoczyl w gore i odlecial. Jeden Posleen w niewlasciwym miejscu moglby go „zdjac” w sekunde, ale jadrowy ostrzal SheVy najwyrazniej oczyscil cala doline, i dopoki sterowce trzymaly sie nisko, pozostawaly poza polem widzenia wroga.

Tyl kontenera otworzyl sie i w ostrym swietle reflektorow zaczal sie z niego wylewac strumien ciezkiego sprzetu i ludzi w czarnych kombinezonach. Polowa grupy ruszyla w strone SheVy, druga zas zaczela poszerzac strefe ladowania.

Na czele kolumny zmierzajacej w strone SheVy jechal na czterokolowcu mezczyzna. Przed samym czolgiem zahamowal z poslizgiem.

— Maj… podpulkownik Robert Mitchell — zasalutowal Mitchell.

— Pulkownik William Garcia — odparl mezczyzna. Mial na sobie czarny kombinezon, tak samo jak reszta jego oddzialu; na ramieniu nosil duza odznake HC4, oznaczajaca, ze nalezy do Czwartej Ciezkiej Brygady Konstrukcyjnej. Odpowiedzial sprezyscie na salut, a potem siegnal do kieszeni kombinezonu i rzucil Mitchellowi mala paczuszke. — Ja pierwszy pogratuluje panu awansu. Nalezy sie szesc piecdziesiat. Zaplaci pan, jak pan przezyje.

— Dzieki — powiedzial Mitchell, patrzac na srebrne listki podpulkownika. — Co teraz?

— Moi ludzie zrobia kompletny przeglad — powiedzial Garcia, odwracajac sie do Indy. — Pani jest tu mechanikiem?

— Tak jest, sir — odparla. — Mam wyniki wstepnego przegladu. — Wyciagnela swojego palmtopa.

— Dzieki. — Pulkownik wzial urzadzenie i przeniosl dane. — Czy tam, na gorze, to sa pakiety MetalStorm?

Przeciwladownikowy system MetalStorm byl w ciagu minionych lat jednym z mniej udanych projektow. W bardzo krotkim czasie wystrzeliwal tysiace pociskow; zasadniczo skladal sie z lufy pelnej kul. Kazda kule wystrzeliwal ladunek elektryczny.

Stupieciomilimetrowe dwunastolufowe urzadzenie montowano na podwoziu czolgu abrams. W kazdej lufie znajdowalo sie sto pociskow. Nalezaly do tego samego typu pociskow, jakie abramsy wozily ze soba jako pociski przeciwczolgowe, ale w systemie MetalStorm wszystkie tysiac dwiescie sztuk amunicji mozna bylo wystrzelac w czasie ponizej dwudziestu sekund. Bylo to wyjatkowo przykre dla zalogi; opisywano to jako przebywanie w metalowej beczce, ktora potrzasa jakis olbrzym. Przy tym wszystkim system okazal sie raczej nieskuteczny w walce z ladownikami.

— Tak jest, sir — przyznal niechetnie Mitchell. — Podwozia zostaly… zuzyte z mojego rozkazu.

— Jestem pewien, ze kryje sie za tym jakas fascynujaca opowiesc — powiedzial Garcia z lekkim usmiechem. — Nie odpalaliscie ich tam na gorze, prawda?

— Nie, sir — powiedzial Pruitt. — Sa tylko przymocowane lancuchami.

— Dobra, sciagniemy je i zabierzemy jednym ze sterowcow — stwierdzil Garcia.

— Chwila, szefie, moze lepiej to przemyslec. — Czlowiek obchodzacy dookola SheVe byl najwyrazniej cywilem. Byl to mlody, wysoki mezczyzna, poteznie umiesniony, o urodzie gwiazdora filmowego i dlugich jasnych wlosach. Mial na sobie czarny prochowiec i zlote okulary przeciwsloneczne; rece trzymal gleboko wepchniete w kieszenie. Spojrzal na gorny poklad SheVy i wzruszyl ramionami. — Mozna z nimi zrobic lepsze rzeczy niz po prostu wywiezc.

— Co wymysliles, Paul? — spytal Garcia. — O, przepraszam. Panie i panowie, to jest Paul Kilzer. Jest

Вы читаете Doktryna piekiel
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату