jednym z projektantow SheVy i zgodzil sie przyjechac tutaj z nami jako konsultant.
Pruitt gapil sie na niego z otwartymi ustami, jakby zobaczyl zjawe.
— Riff? — wykrztusil.
— Nie, mam na imie Paul — odparl cywil, marszczac brew. — Czy my sie znamy?
— Eee, nie. Ale… co pan chce zrobic ze Stormami?
— Mamy do nich zalogi? — spytal cywil.
— Sa rozrzuceni po calej SheVie, spia — odparl Mitchell. — Czemu pan pyta?
— Chyba wiem, skad mozna by wziac pare pierscieni wiez — powiedzial Paul. — Podlaczenie do nich zasilania nie bedzie trudne. Dodamy jakas lacznosc i wyjdzie niezla sila ognia. Potrzeba bedzie troche wiecej mocy, ale mamy ze soba szesc reaktorow. Mozemy podrasowac to cacko bronia i dodatkowym opancerzeniem. To powinno troche pomoc.
— O rany — szepnal Pruitt.
— Ma pan konkretny plan? — spytal Garcia.
— Planowalem cos takiego jakis czas temu. — Paul wyciagnal notes z kieszeni plaszcza. — Zajrze do notatek.
Indy parsknela histerycznym smiechem i popatrzyla na pozostalych.
— Przepraszam.
Garcia rzucil okiem na swojego palmtopa i pokiwal glowa.
— Ekipa naprawcza potwierdza wasza ocene uszkodzen, chorazy. Idzcie wszyscy odpoczac, a my wezmiemy sie do pracy.
— Dla mnie bomba — powiedzial Mitchell, chwiejac sie ze zmeczenia. — Stormami dowodzi major Chan. Bedzie pan musial sie z nia rozmowic. I z jej dowodztwem, jak przypuszczam.
— W tej chwili wszyscy sa juz przeniesieni do was — powiedzial Garcia. — Ja zajme sie szczegolami, a pan niech idzie odpoczac, pulkowniku.
Mimo zmeczenia Pruitt nie byl w stanie zasnac. Wzial polowke provigilu niecale dwie godziny przed ladowaniem brygady naprawczej, i dopoki srodek dzialal, byl rozbudzony, chociaz ociezaly umyslowo. Z trudem wspial sie po drabinkach na gorny poklad SheVy, zeby lepiej widziec, co sie dzieje dookola.
Dywizja piechoty, ktora utknela po drugiej stronie Balsam Gap, w koncu zaczela sie przebijac. Jej transportery opancerzone, ciezarowki i czolgi sunely wlasnie autostrada 23 w strone Dillsboro, wypatrujac Posleenow i szukajac ocalalych mostow. Sprawy wygladaly nieciekawie — blisko milion Posleenow doganial juz uwieziona SheVe — dopoki prezydent nie pozwolila Bun-Bunowi uzyc ognia jadrowego. Trzy pociski antymaterii doslownie zmiotly glowne skupiska obcych sil. Dywizja wylapywala teraz ocalalych, a tymczasem buldozery i wywrotki brygady naprawczej poszerzaly strefe ladowania, aby ciagle nadlatujace sterowce zrzucaly swoje ladunki i odbieraly puste kontenery tak, by zrobic miejsce dla nastepnych.
W blyskawicznym tempie pojawialo sie coraz wiecej specjalistycznego ciezkiego sprzetu. Jednym z takich urzadzen, najwyrazniej przerobionym z olbrzymiej koparki, byl automatyczny przecinak plazmowy. Potezny gasienicowy pojazd wytoczyl sie z kontenera prosto pod SheVe i zaczal wyrzynac wielkie dziury w scianie przedzialu napedowego. Trzy specjalne automaty jezdzily od jednej uszkodzonej gasienicy do drugiej i wyciagaly nity wielkosci czlowieka oraz sciagaly uszkodzone segmenty i zastepowaly je nowymi.
W pewnym momencie z jednego z kontenerow wytoczyl sie potezny wozek widlowy, wiozacy kompletny pakiet reaktora. Podjechal do jednej z wycietych w burcie SheVy dziur i zniknal w jej wnetrzu. Pruitt mial nadzieje, ze ktos wczesniej wygonil spiace w maszynowni zalogi MetalStormow.
Caly jeden ladunek zrzucono tuz przed sama SheVa. Byly to owiniete w plastik olbrzymie plyty. Widzac wyskakujacego z wlazu cywilnego doradce, Pruitt wstal i podszedl do niego.
— Co to jest? — zapytal.
— Dodatkowe opancerzenie. Wrzucimy je przed gasienice, zeby troche ograniczyc uszkodzenia.
— Wyglada na… ciezkie. — Pruitt przypomnial sobie szalencze manewry, ktore SheVa musiala wykonywac w poprzedniej bitwie. — Czy to nas nie spowolni?
— Nie, bo dodamy cztery reaktory — odparl Paul. — Wyciagniemy dwa uszkodzone i wstawimy na ich miejsce wszystkie szesc. Wasza maksymalna predkosc pozostanie taka sama, ale zwiekszy sie moment obrotowy, co powinno sie przydac w gorach.
— A co z gasienicami? — Zbyt silny naciag lacznikow segmentow mogl doprowadzic do zerwania calej gasienicy.
— Niech wasz kierowca lepiej uwaza.
Pruitt zadrzal na wspomnienie ich wczesniejszych wyczynow. — Slyszal pan, skad mamy wiezyczki MetalStormow, ale bez podwozi?
— Nie.
— To niezla historia. Ma pan chwilke?
Major Vickie Chan patrzyla, jak wiezyczka MetalStorma opuszcza sie na swiezo zamontowany pierscien obrotowy. Bijaca spod spodu luna spawarek technikow, ktorzy mocowali wsporniki, zniknela, kiedy wieza osiadla na swoim miejscu.
Major byla wysoka, ladna polkrwi Azjatka; mimo lagodnej powierzchownosci byla wyjatkowo zawzieta w walce. Az do poprzedniego dnia dowodzila jako kapitan kompania MetalStormow; poniewaz nikt nie wiedzial, co zrobic z jej czolgami, przenosili sie jak Cyganie z miejsca na miejsce. Podczas odwrotu, kiedy stracili podwozia swoich pojazdow, przylaczyli sie do SheVy; polowe drogi jechali za nia, a od polowy byli juz wiezieni. Major doszla do wniosku, ze w ich sytuacji SheVa jest prawdopodobnie nie najgorszym rozwiazaniem, zwlaszcza ze Mitchell byl dobrym dowodca: sprytnym, zdolnym i majacym fart.
A wiec dlaczego czula sie tak, jakby ktos wlasnie nastapil na jej grob?
Moze przez to, ze wszystko tak szybko sie dzialo. Tuzin pierscieni wiez ze stacji naprawy czolgow w Asheville pojawil sie jak za sprawa czarow. Garcia najwyrazniej mial niekwestionowany priorytet przy poborze czesci i sprzetu, ale sytuacja, gdy dowodcy Zgrupowania Armii zadaja dostaw czesci w trybie priorytetowym, oznacza, ze wszystko jest sFUBARowane{FUBAR Fucked Up Beyond All Repair
Sama radosc.
Major Chan odwrocila sie, kiedy pietnastocentymetrowa plyta gornego pokladu SheVy zadzwonila pod czyimis stopami, i obdarzyla usmiechem dowodce brygady naprawczej.
— Nigdy sie nie spodziewalam, sir, ze zobacze cos takiego — powiedziala, wskazujac wiezyczke, ktora wlasnie testowano.
— To niezly pomysl — powiedzial Garcia. — Jak zwykle propozycje Paula trzeba bylo troche zmienic w szczegolach, ale cos takiego powinno wam znaczaco pomoc w kontrataku. Czy moge o cos zapytac?
— Niech pan strzela.
— Co sie stalo z podwoziami?
— Cha! — zasmiala sie major. — Nie jestem pewna, co sie z nimi oficjalnie stalo. Chce pan wiedziec, co sie naprawde wydarzylo?
— Jasne.
— Dobra. Prawda jest taka, ze uzylismy ich do wyciagniecia zabuksowanej SheVy.
Garcia popatrzyl na olbrzymie dzialo. W porownaniu z nim buldozery D-9 batalionu konstrukcyjnego wygladaly jak zabawki.
— Nawet tuzin abramsow ledwie moze ruszyc cos takiego. Wiem, bo juz trzy wyciagnalem. Generalnie zajmuje to okolo tygodnia.
— Nie mielismy tyle czasu — powiedziala ze znuzeniem Chan i przeczesala palcami tluste wlosy, a potem popatrzyla na nie z obrzydzeniem. — Mitchell, ten szurniety dran, przewiozl nas przez Betty Gap, gdzie nie bylo