nawet drogi. Kiedy jechalismy w dol, SheVa nagle zaczela… zjezdzac. To byla najbardziej niesamowita rzecz, jaka w zyciu widzialam, i najbardziej przerazajaca. Po prostu… zjechala po zboczu i wbila sie miedzy dwa urwiska. Nalezy dodac, ze przez caly czas bylismy pod ostrzalem.

— Jakiego rodzaju? — zapytal pulkownik, zafascynowany ta historia.

— Na poczatku byla grupa pieszych Posleenow, ale uderzylismy na nich z flanki. Potem jednak nad wzgorzem pojawily sie dwa ladowniki. Pruitt „zdjal” oba na dystansie ponizej tysiaca metrow.

— Ale to… — Garcia przerwal. — Gdyby jego pociski przeszly na wylot albo gdyby zbiorniki ladownika wybuchly, zdmuchneloby ich razem z ladownikiem.

— Tak bylo — skrzywila sie major. — Oba pociski wybuchly na zewnatrz ladownikow. Ale Pruitt umie ominac zasobniki z antymateria, jesli chce. Jest naprawde bardzo dobry. W kazdym razie jeden z ladownikow stoczyl sie po zboczu i omal w nich nie trafil; Pruitt zatrzymal go, strzelajac pod niego ladunkiem antymaterii. To bylo ponizej pieciuset metrow.

— Cholera.

— Tak, to bardzo niemila rzecz. Przezylismy obie eksplozje antymaterii SheVy, ale skonczylo sie na tym, ze SheVa utknela jak diabli. I wtedy trafil sie nam przypadkiem major korpusu inzynieryjnego, ktory wlasnie wycofywal sie ta sama trasa. Zaproponowal, zebysmy zdemontowali wiezyczki i wepchneli podwozia pod SheVe jak deski. Udalo sie, ale… no, powiedzmy po prostu, ze pozbieranie pogietych blach, ktore zostawilismy za soba, bedzie ciekawym doswiadczeniem dla zlomiarzy.

Garcia parsknal smiechem, a potem pokrecil glowa.

— Przykro mi, ze stracila pani swoje czolgi.

— Och, nic sie nie stalo — odparla Chan. — Byl pan kiedys w takim czolgu, kiedy strzela?

— Nie.

— Powiem tylko, ze zalogi wiwatowaly, kiedy SheVa je miazdzyla.

— Jest az tak zle?

— Nie da sie tego opisac. Chwile po tym, jak skonczylismy strzelac, detonowal pocisk SheVy. Dziesiec kiloton, jakies dziewiecset metrow od nas. Wie pan, co powiedziala moja dzialonowa?

— Nie.

— „Co to bylo za lupniecie?”. — Zasmiala sie ponuro. — Musi byc zle, skoro czlowiek nawet nie zauwaza odpalenia atomowki.

— Moze zamontujemy dodatkowe wzmocnienia.

— Aha. Lepiej tak zrobcie. Jak idzie?

— To nie jest najbardziej postrzelana SheVa, przy jakiej pracowalem — odparl Garcia — ale niewiele jej brakuje. Skonczymy o czasie, moze z godzinnym poslizgiem.

— Jak bedziemy kierowac dzialami? — spytala Chan.

— Montuje przedzial sterowania bronia pomocnicza. To tez pomysl Paula. Bedzie pani tam siedziala razem z tym lacznosciowcem, ktorego zabral Mitchell. Bedzie pani miala lacznosc ze wszystkimi swoimi jednostkami, ale informacje bedziecie musieli czerpac z systemow SheVy.

— Moze byc.

— Paul bez przerwy obmysla generalne przeprojektowanie SheVy — powiedzial Garcia. — Chce, zeby czolgi byly najezone pomocnicza bronia. Wytknalem mu, ze nie da sie kontrolowac takiej sily ognia bez duzej zalogi, ale on chce wykorzystac komputerowe sterowanie.

Garcia skrzywil sie.

— Co w tym zlego?

— Wie pani, jak Paul wyobraza sobie sztuczna inteligencje? — Garcia westchnal. — Chce wyciagnac kod z jakiejs gry komputerowej. Udalo mi sie go przekonac, ze to zly pomysl.

— Cha! — zasmiala sie Chan. — Kangury z wyrzutniami rakiet?

— Cos w tym rodzaju. — Pulkownik znow westchnal. — Wyobrazilem sobie, co sie stanie, kiedy systemy rozpoznaja Himmitow jako wrogich Ghostow, a Indowy jako Protossow. Na razie jestem zdania, ze bedzie lepiej, jesli ogniem beda sterowali ludzie w wiezyczkach.

— Moze pojde do dowodcow i zaczne opracowywac z nimi plan dzialania. Czy beda rozrzuceni wzdluz krawedzi?

— Mniej wiecej. Pieciu z przodu, trzech z tylu i po dwoch po bokach. Zewnetrzny na kazdym koncu bedzie mogl wspierac burty.

— Duzo sily ognia, ale opancerzenie nieszczegolne — zauwazyla Vickie.

— Z przodu grube. Paul pracuje tez nad kilkoma dodatkowymi pomyslami. Ale jesli opadna was zgraja, z bliska, bedziecie mieli klopoty.

— I co wtedy?

— No coz, pani major, to do pani bedzie nalezalo, zeby do tego nie dopuscic.

* * *

— Wiesz co, Stewie, jest do dupy.

Batalion kryl sie w podwojnym rzedzie blotnistych dziur, tu i owdzie polaczonych transzejami, ktore zolnierze kopali, kiedy uderzyli na nich Posleeni, i zalewal nacierajace falami centaury ogniem z karabinow grawitacyjnych.

Karabin grawitacyjny M-300 byl mocowany do prawego ramienia pancerza na gietkim wysiegniku, ktory zawieral podajnik amunicji ze skrytek umieszczonych we wnetrzu pancerza. Podczas bitwy mozna bylo przyczaic sie w okopie albo za rogiem i wystawic karabin, by ostrzelac zblizajace sie cele; bron miala wlasny uklad celowniczy, polaczony z ukladem sterowania pancerza.

Swego czasu pojawily sie propozycje, by wyposazyc zbroje w dwa takie karabiny, ale na przeszkodzie stanela ograniczona ilosc amunicji. Kazdy pancerz mial szesc oddzielnych skrytek na amunicje, wyposazonych we wlasne panele awaryjne, ale mimo ze „kule” byly uranowymi lezkami wielkosci czubka malego palca, zbroja byla w stanie wyczerpac caly swoj zapas amunicji juz w trzy godziny. Zwlaszcza, jak to nazywano, w „bogatym w cele” srodowisku. A okreslenie to z cala pewnoscia pasowalo do obecnych warunkow.

Posleeni biegli truchtem w dobrym szyku, scisnieci jak sardynki… dopoki nie wpadali pod przecinajace sie strumienie pociskow grawitacyjnych ze zubozonego uranu. W miejscach, gdzie strugi srebra uderzaly w sciane cial, tryskaly w gore strumienie czerwonego ognia i strugi zoltej krwi. Kazdy pocisk pancerzy wspomaganych mial sile malej bomby i zabijal nie tylko swoj cel, ale zazwyczaj centaury po obu jego stronach. Pietrzacy sie wal trupow zaczynal obcym przeszkadzac, ale mimo to wciaz nacierali.

— Robi sie kiepsko z zaopatrzeniem, szefie.

Po raz pierwszy od pieciu lat Duncan byl na pierwszej linii ognia, ale poniewaz nie mogli sie spodziewac uzupelnien ani nie mieli zadnego innego posredniego wsparcia poza ogniem Kosiarzy, nie bylo innego wyjscia. Liczyl sie bowiem kazdy pocisk.

— Pociskow mamy pod dostatkiem — powiedzial Stewart — ale mocy…

Dwaj zolnierze — Bandyta, ktoremu zablakana hiperszybka rakieta zestrzelila karabin, i jednonogi zolnierz wsparcia w bulwiastym pancerzu, w ktorym wygladal jak maskotka Michelina — pelzli plytkim okopem od stanowiska do stanowiska, podajac walczacym energie z ocalalych akumulatorow antymaterii. Same pancerze nie poruszaly sie, a systemy podtrzymywania zycia nie zuzywaly duzo energii, lecz pociski, ktore wystrzeliwaly, potrzebowaly wielkiej ilosci mocy.

Zanim pociski opuscily lufy karabinow, byly przyspieszane do niewielkiego procentu predkosci swiatla. Dawalo im to olbrzymia sile przebicia, co wyjasnialo, dlaczego szerokie na trzy i dlugie na cztery milimetry lezki powodowaly wybuchy rozmiarow artyleryjskiego ostrzalu.

Pociski byly wystrzeliwane seriami, o wiele szybciej niz z jakiegokolwiek karabinu maszynowego, i zeby spowodowac efekt wybuchu stu kilogramow TNT, potrzeba bylo energii, i to duzej.

Energia ta miala pochodzic z samych pociskow. „Standardowe” ladunki mialy w podstawie kropelke antymaterii, wystarczajaca, by napedzic pocisk, a nawet przelac nadwyzke do akumulatorow pancerza. Ale ludzie nie znali technologii wytwarzania ultra-miniaturowych systemow utrzymywania antymaterii, a blokada Ziemi odciela doplyw galaksjanskich technologii, tak wiec gdy „standardowe” pociski staly sie rzadkoscia, zaczeto stosowac procedury „awaryjne”, napedzajac bron wlasna energia.

Вы читаете Doktryna piekiel
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату