Odsunal sie od wielkiej maszyny i zaczal isc w strone Amy.
Joey krzyknal.
Z glosno bijacym sercem Amy uniosla bron, ale nie naciskala spustu. Czekala. Potwor byl tuz tuz. Chwial sie na nogach, oczy mial metne, z ust. plynela slina zmieszana z krwia. Amy czula jego cuchnacy oddech. Stwor zamachnal sie jedna reka, usilujac rozplatac jej twarz, ale chybil o dobrych pare cali.
Wreszcie, kiedy byla absolutnie pewna, ze nie zmarnuje naboju, Amy lagodnie sciagnela spust, posylajac kolejna kule prosto w twarz odrazajacego stwora.
Dziwolaga ponownie odrzucilo do tylu. Tym razem runal bezwladnie na ciezki, glowny lancuch transmisyjny sterujacy przesuwem wagonikow w pomieszczeniu powyzej. Ostre zeby lancucha zaczepily o jego ubranie. Silne szarpniecie zbilo stwora z nog, a przesuwajacy sie lancuch pociagnal go w glab waskiego przejscia, z dala od Amy i Joeya. Stwor kopal i wyl, ale nie mogl sie uwolnic.
Nogawki spodni zmienily sie w strzepy, gdy szorowal ciezko nogami po ziemi, a w chwile potem to samo stalo sie ze skora jego ud i lydek. Lewa reka uwiezia na moment, gdy lancuch przeszedl pod, a nastepnie nad stalowym bebnem – maszyna stanela na sekunde lub dwie, ale zaraz potezne silniki ponownie wprawily w ruch gruby lancuch; lapa stwora przyplacila przejscie prze beben utrata kilku palcow. W chwile pozniej bestie pociagnelo z powrotem w kierunku Amy i Joeya.
Istota nie probowala juz walczyc z wlokacym ja lancuchem – nie miala sil, by stawiac opor bezlitosnemu mechanizmowi; teraz wyla w agonii, miotala sie spazmatycznie, zdychala. Mimo to mijajac ich machnela lapa, usilujac dosiegnac kostki Amy. Chybila, ale jej szpony przebily nogawke dzinsow Joeya. Chlopiec krzyknal i upadl; zaczal przesuwac sie wraz z dziwolagiem, ale Amy zareagowala blyskawicznie. Schwycila chlopca i przytrzymala go mocno.
Lancuch znowu zatrzymal sie na chwile, a stwor zastygl w bezruchu; ta makabryczna proba sil trwala przez kilka sekund, az wreszcie jeden ze szponow stwora zlamal sie, material spodni Joeya pekl z gluchym trzaskiem, lancuch znow zaklekotal metalicznie i powlokl dziwolaga dalej. Jego cialo bylo bezlitosnie rzucane, ciskane i obijane jak szmaciana lalka, az w koncu trafilo miedzy tryby glownego kola napedowego, ktorego zeby wielkosci meskich kciukow rozdarly mu gardlo, az w koncu stanely zablokowane.
Teraz potwor byl zupelnie nieruchomy i bezwladny…
Amy cisnela na ziemie pistolet zabrany naganiaczowi.
Joey patrzyl na nia rozszerzonymi wskutek szoku oczyma.
– Nie boj sie – powiedziala.
Rzucil sie jej w ramiona i przytulil mocno.
Przepelniona szczesciem pomimo otaczajacych ja ze wszystkich stron upiornych, krwawych koszmarow, rozkoszujac sie upojna swiadomoscia zycia, Amy zdala sobie sprawe, iz naganiacz mylil sie twierdzac, ze Bog nie mogl jej pomoc. Bog jej dopomogl. Bog albo jakas istniejaca we wszechswiecie moc, okreslana niekiedy tym wlasnie mianem. Byl z nia teraz.
Czula Jego obecnosc u swego boku. Nie byl jednak taki, jakim widziala Go mama. Nie byl msciwym Bogiem, nakladajacym na ludzi tysiace praw, wedle ktorych mieli postepowac, i srogo karzacym za byle przewinienie.
On byl po prostu… esencja dobra i milosci.
Byl opiekunczy i troskliwy.
I nagle ta szczegolna chwila dobiegla konca, aura boskiej obecnosci przygasla, a Amy westchnela. Wziela Joeya na rece i wyniosla go z Tunelu Strachu.
Poslowie
W roku 1980, kiedy moje powiesci nie zaczely jeszcze pojawiac sie na listach bestsellerow, wydawnictwo Jove Books poprosilo mnie o napisanie nowelizacji scenariusza Larry'ego Blocka (ale nie Lawrence'a Blocka, ktory pisze doskonale powiesci kryminalne i sensacyjne, innego Larry’ego Blocka, specjalisty do scenariuszy filmowych) ktory mial zostac przeniesiony na ekran przez Tobe Hoopera, mlodego rezysera, znanego przede wszystkim z niskobudzetowego horroru
Tak, czasami pisarze musza pisac ksiazki nie tylko dla samej sztuki, ale i dla pieniedzy. Musi tak byc, jesli maja miec co zalozyc na nogi, nie chodzic glodni i nie mieszkac na ulicy, z calym dobytkiem upchanym starannie na dnie sklepowego wozka. To prawda, znam kilku pisarzy, ktorzy nie znizyliby sie do pisania z tak niskich badz co badz pobudek. Naturalnie kazdy z nich ma majatek powierniczy, bogatych rodzicow, jeszcze bogatszych dziadkow albo malzonka (lub malzonke) na dobrze platnej posadzie, ktory w razie czego moglby go poratowac. Nic nie pozwala artyscie bardziej ignorowac wagi pieniadza niz dostatecznie duzy majatek w momencie startu. Zawsze sadzilem, ze martwienie sie o finanse przez pierwsze dziesiec, a nawet dwadziescia lat zawodowej kariery pomaga w rozwinieciu warsztatu pisarskiego, pozwala na uzyskanie blizszej wiezi z przecietnymi zjadaczami chleba i ich troskami, a takze czyni kolejne powiesci bardziej wiarygodnymi.
Tak czy inaczej, przyjalem oferte napisania
Scenariusz, jak na scenariusz byl dobry, ale zapewnial material na nie wiecej jak dziesiec- dwadziescia procent powiesci. Nic w tym niezwyklego. Filmy w porownaniu z powiesciami sa plytkie, stanowia cienie prawdziwych, literackich opowiesci. Mialem zmienic nieco rys postaci, stworzyc dla kazdej z nich odpowiednie tlo i rozwinac watek wiodacy ku wydarzeniom rozgrywajacym sie w ostatniej czesci powiesci, ktore stanowily nieomal cala fabule filmu. Nie zaczalem korzystac ze scenariusza, dopoki nie napisalem czterech piatych powiesci.
Zadanie okazalo sie jednak zabawne, bowiem juz od dawna interesowalem sie lunaparkami i zebralem na ich temat sporo informacji. Jako nieszczesliwe dziecko dorastajace w biednej rodzinie, mieszkajacej o rzut kamieniem od terenu, gdzie co roku w sierpniu rozbijalo swe namioty wesole miasteczko, czesto marzylem o przylaczeniu sie do lunaparkowcow, ucieczce od ubostwa, strachu i przemocy mego codziennego zycia. Wiele lat po napisaniu
Kiedy
Okazalo sie jednak, iz premiera filmu z powodu zmian montazowych zostala opozniona i ksiazka ukazala sie na rynku na trzy miesiace przed filmem.
To zadziwiajace, ale
Tu gwoli wyjasnienia powiem, ze zazwyczaj film powoduje wzrost sprzedazy ksiazek. Jezeli ksiazka sprzedawala sie dobrze PRZED nakreceniem filmu, bywalo, ze wraz z premiera nastepowal istny boom na pierwowzor literacki.
W przypadku