– TO idzie po nas – powiedziala Liz. – Jezu, Jezu, ten dziwolag idzie, aby nas dopasc!

Tepy, zardzewialy noz, ktory Amy wyjela z jednego z modeli potworow, wydawal sie niedorzeczna, smieszna bronia. KLAK – KLAK – KLAK – KLAK.

– Szybko – rzucil Buzz. – Zejdzcie z torow.

Wspieli sie na szeroka polke, gdzie szesciu kosmitow wychodzilo z latajacego talerza.

KLAK – KLAK – KLAK – KLAK.

– Podejdzcie do spodka – rzekl Buzz. – Niech was zobaczy. Sciagnijcie jego uwage.

– A co ty masz zamiar zrobic? – spytala Amy.

Buzz usmiechnal sie. Byl to wymuszony, nikly usmiech. Buzz usilowal za wszelka cene podtrzymywac swoj wizerunek twardego faceta. Wskazal na glaz z papier-mache i powiedzial:

– Stane przy tym kamieniu. Kiedy wagonik podjedzie na wzgorze… kiedy ten skurwiel was zobaczy, rozwale go siekiera, zanim zdazy zeskoczyc na tory.

– Moze sie udac – przyznala Amy.

– Jasne – mruknal Buzz. – Rozplatam go na dwoje. KLAK – KLAK – KLAK – KLAK…

Wagonik pokonal ostami zakret i zaczal piac sie w gore stromizny. Liz usilowala odbiec i ukryc sie gdzies. Amy schwycila ja za reke i pociagnela w strone latajacego spodka, do miejsca, w ktorym pasazer wagonika musial ich ujrzec znalazlszy sie na szczycie wzniesienia.

Buzz skulil sie za kamieniem. Liz i Amy widzialy go doskonale, ale od strony wagonika byl zupelnie niewidoczny.

Siekiere trzymal oburacz.

KLAK KLAK… KLAK KLAK… KLAK KLAK… KLAK.

Wagonik zwalnial, w miare jak stromizna stawala sie coraz ostrzejsza.

Buzz uniosl siekiere nad glowa.

– Jezu, pusc mnie, pusc mnie, Amy-jeknela Liz. Amy jeszcze mocniej scisnela jej przegub.

Widzialy juz pierwsze siedzenia wagonika. Wygladalo na to, ze sa puste.

KLAK… KLAK… KLAK…

Wagonik sunal teraz bardzo wolno.

W koncu pojawilo sie ostatnie siedzenie.

Amy zmruzyla powieki. Gdyby oswietlenie bylo odrobine slabsze, nie zdolalaby ujrzec stwora skulonego na ostatnim siedzeniu wagonika.

Ale zobaczyla to. Bezksztaltna bryle. Cien. Kucal na podlodze wagonika, usilujac ich oszukac.

Buzz rowniez to zobaczyl. Wydal glosny okrzyk jak karateka przed ciosem, wyskoczyl zza glazu i zamachnal sie siekiera, mierzac w glab wagonika. Ostrze wbilo sie w cel z taka sila, ze w chwili trafienia stylisko siekiery wypadlo Buzzowi z rak.

Stwor w wagoniku nie poruszyl sie, a wagonik nagle sie zatrzymal.

– Mam go! – krzyknal Buzz. Liz i Amy podbiegly do niego.

Buzz uklakl, siegnal w glab wagonika i ponownie ujal stylisko siekiery. Pociagnal i wraz z siekiera uniosl do gory cialo, w ktorym utkwilo ostrze. I wtedy to zobaczyl.

Glowe.

Nie byla to glowa potwora.

Tepe ostrze siekiery pograzone bylo gleboko w czaszce Richiego. Ze szczeliny w rozlupanej czaszce wyplywal mozg i sciekal po jego okrwawionej twarzy.

Liz wrzasnela.

Buzz upuscil siekiere i odwrocil sie od wagonika. Zwymiotowal na sztuczny glaz.

Amy byla tak zaskoczona, ze puscila dlon Liz.

Liz wrzeszczala teraz na Buzza:

– Ty tepy skurwysynu! Zabiles go! Zabiles Richiego! – Obie, Liz i Amy, byly uzbrojone w tepe zardzewiale noze odebrane manekinom. Liz uniosla noz, jakby chciala zaatakowac nim Buzza.

– Ty cholerny durniu! ZABILES Richiego!

– Nie – powiedziala Amy. – Nie, Liz. Posluchaj, Buzz go nie zabil. Posluchaj mnie. Richie juz nie zyl. W wagoniku znajdowaly sie tylko jego zwloki.

Poplakujac ze strachu, potegowanego jeszcze przez narkotyki, ktore brala przez caly wieczor, Liz odwrocila sie i rzucila do ucieczki, zanim Amy zdazyla ja zatrzymac. Minela latajacy talerz, przebiegla pomiedzy dwoma zaopatrzonymi w macki kosmitami, ktorych gumiaste przyssawki zakolysaly sie w powietrzu, kiedy sie o nie otarla. Zniknela w ciemnosciach, za kamieniami z papier- mache.

– Liz, do cholery! – rzucila Amy.

Odglosy panicznej ucieczki dziewczyny ucichly nagle. Zniknela w trzewiach Tunelu Strachu.

Amy ponownie odwrocila sie w strone Buzza.

Kleczal na kolanach. Juz nie wymiotowal. Smrod byl potworny. Wierzchem dloni otarl wilgotne usta.

– Wszystko w porzadku? – spytala Amy.

– Chryste, to byl Richie – wymamrotal.

– On juz nie zyl – zapewnila Amy.

– Ale to BYL Richie!

– Nie pluj na mnie – odparla Amy.

– Ja… eee… nie pluje.

– Wez sie w garsc.

– Nic mi nie jest.

– Jezeli mamy przezyc, musimy zachowac calkowity spokoj.

– Ale to jest czysty obled -jeknac Buzz.

– Fakt – mruknela Amy. – Ale to sie dzieje.

– Jestesmy zamknieci w Tunelu Strachu z… potworem.

. – To sie dziej e naprawde i musimy jakos sie z tym uporac – odparla cierpliwie.

Buzz pokiwal glowa i wciagnal brzuch, usilujac odzyskac poprzednia pewnosc siebie.

– Jasne. Damy sobie z tym rade. Nie boje sie zadnych dziwolagow.

W tej samej chwili posrodku czola Buzza wykwitla krwawa roza. W pierwszej chwili Amy nawet nie zdawala sobie sprawy, ze to byla krew. Wydawala sie czarna, jak plama atramentu. Kiedy jednak blade swiatlo padlo na nia pod nieco innym katem, Amy zobaczyla, co to naprawde bylo.

Niemal jednoczesnie uslyszala huk, ktory rozbrzmial gromkim echem wewnatrz calego pomieszczenia, dokladnie w ulamek sekundy po tym, jak pojawila sie krew; byl odrobine tylko glosniejszy od klekotu toczacego sie wagonika – TRACH!

Usta Buzza otwarly sie szeroko.

W niecala sekunde pozniej, kiedy Amy w dalszym ciagu nie zdawala sobie sprawy, co sie stalo, prawe oko Buzza eksplodowalo gejzerem krwi, rozszarpanych tkanek i potrzaskanych kosci; ciemny, pusty oczodol wygladal niczym otwarte do krzyku usta.

I jeszcze raz TRACH!

Krew i strzepy ciala zbryzgaly przod zielonego podkoszulka Amy.

Odwrocila sie.

O dziesiec stop od niej stal naganiacz. Mierzyl w Buzza z malego pistoletu. Bron wygladala niegroznie, prawie jak zabawka.

Za plecami Amy Buzz westchnal, wydal dziwny bulgoczacy dzwiek i runal w kaluze wlasnych rzygowin.

To NIE MOZE SIE DZIAC NAPRAWDE! – pomyslala Amy.

Ale wiedziala, ze to jest realne. Wiedziala, ze na te noc czekala bardzo, bardzo dlugo; byla ona zapisana w jej zyciu, zanim jeszcze Amy przyszla na swiat.

Naganiacz usmiechnal sie do niej.

– Kim jestes? – spytala.

– Nowym Jozefem – odrzekl.

– Co?

– Jestem ojcem nowego Boga – powiedzial. Usmiechnal sie jak wyglodnialy rekin.

Вы читаете Tunel Strachu
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату