Wlaczyc to z powrotem!
– Taak! – ryknal Buzz. – Ej, ty tam!
Przez minute czy dwie nawolywali naganiacza, nie wiedzac, ze jest na platformie przez zamknietymi drzwiami do tunelu, jakies czterdziesci stop od nich. Nikt im nie odpowiedzial i w koncu spasowali.
– Cholera – mruknela Liz.
– Co teraz zrobimy? – spytala Amy.
– Zostaniemy tu – rzekl Richie. – Przeciez predzej czy pozniej musza to uruchomic
– Moze powinnismy wysiasc i wrocic do bramy pieszo – zasugerowal Buzz.
– Mowy nie ma – zaoponowal Richie. – Wysiadziemy, a gdy znow wlacza prad, wagonik odjedzie bez nas. Poza tym mogloby nam grozic, ze zostaniemy rozjechani, gdyby do tunelu wpuszczono kolejny wagonik.
– Mam nadzieje, ze nie bedziemy tu musieli czekac zbyt dlugo – stwierdzila Amy przypominajac sobie, w jaki sposob przygladal sie jej naganiacz. -Tu jest tak straszno.
– Ale syf- mruknela Liz.
– Cierpliwosci – uspokajal Richie. – Zaraz ruszymy w dalsza droge.
– Skoro juz mamy tu siedziec – powiedziala Liz – chcialabym, zeby wylaczyli te pieprzona muzyke. Jest zdecydowanie za glosna.
Nagle w gorze nad nimi rozleglo sie glosnie skrzypniecie.
– Co to bylo? – spytala Amy.
Wszyscy uniesli wzrok spogladajac ku gorze, w ciemnosc. Skrzypienie rozleglo sie ponownie. Tym razem uslyszeli rowniez inne odglosy – skrobanie, gluche lupniecie, zwierzece chrzakanie.
– Chyba powinnismy… – zaczal Richie.
Nagle cos wyprysnelo z ciemnosci i schwycilo go za gardlo.
Z niskiego ciemnego sufitu wysunelo sie ramie zakonczone ogromna, wlochata dlonia o dlugich palcach zaopatrzonych w mordercze szpony, ostre jak brzytwy. Choc reka poruszala sie szybko, widzieli ja wyraznie w zielonkawym blasku plynacym od strony platformy psychopatycznego zabojcy z siekiera. Nie widzieli jednak, co znajdowalo sie w ciemnosciach nad nimi, na drugim koncu reki. Szpony blyskawicznie przebily gardlo chlopaka zanurzajac sie gleboko w ciele, po czym istota silnym szarpnieciem wywindowala Richiego w gore, sciagajac go z siedzenia. Richie jak oszalaly kopal nogami, jego buty przez sekunde lub dwie bebnily o przod wagonika. I nagle znalazl sie na zewnatrz, a potem podnosil sie coraz wyzej i wyzej, az znikl w otworze sufitu, wciagniety do srodka, jakby wazyl nie wiecej niz kilka funtow.
Wysoko w gorze klapa zamknela sie z trzaskiem.
Atak trwal nie dluzej niz trzy, cztery sekundy.
Przez chwile Amy byla zbyt oszolomiona, aby sie poruszyc czy chocby krzyknac. Wpatrywala sie w ciemnosc, gdzie zniknal Richie i nie wierzyla wlasnym oczom. To musiala byc jakas sztuczka, jedna z tutejszych atrakcji, niewiarygodnie sprawny numer iluzjonistyczny.
Najwidoczniej Liz i Buzz byli tego samego zdania, bowiem oboje wydawali sie zahipnotyzowani.
Stopniowo jednak Amy uswiadomila sobie, ze Richie naprawde zniknal i ze zaden lunapark na swiecie nie zaryzykowalby zdrowia i zycia odwiedzajacych, aby zafundowac im sztuczke rownie niebezpieczna jak to, czego przed chwila doswiadczyli.
Liz szepnela:
– Krew.
To jedno jedyne slowo przelamalo czar.
Amy i Buzz spojrzeli na nia.
Liz, odwrocona od nich, obie rece trzymala w gorze. Byly zbryzgane czyms wilgotnym i ciemnym. Nawet w zielonkawym swietle wyraznie bylo widac, ze Liz jest skapana we krwi.
We krwi Richiego.
Amy krzyknela.
15
Kiedy Conrad odlaczyl doplyw pradu do torowiska, po ktorym przesuwal sie wagonik z mlodymi ludzmi, zszedl po pochylni na plac. Zamieral obejsc Tunel Strachu od tylu, wejsc do srodka przez drzwi od piwnicy na zapleczu, zamknac je za soba i odnalezc Gunthera. Chcial, aby jego syn zabil pozostala trojke, ale oszczedzil Amy Harper. Amy, naturalnie, bedzie musiala pocierpiec kilka dni, zanim umrze. Zostanie nalezycie wykorzystana, dokladnie tak jak tego pragnal Conrad, jak marzyl przez dwadziescia piec lat. Wydal Guntherowi scisle polecenia, ale nie byl pewny, czy on bedzie w stanie nad soba zapanowac, kiedy juz zacznie zabijac. Gunthera stale nalezalo upominac; przez nastepna krytyczna godzine wymagal dokladnego nadzoru.
Kiedy jednak Conrad znalazl sie na placu i mial juz skrecic w przesmyk miedzy Tunelem Strachu a Gabinetem Osobliwosci, ujrzal Joeya Harpera. Mlodszy braciszek Amy stal przy drugich drzwiach zamczyska, ktorymi wagoniki opuszczaly Tunel Strachu.
Musial zauwazyc, ze jego siostra wjezdzala do srodka, pomyslal Conrad. Czeka na nia. Co zrobi, kiedy ona sie nie pojawi? Pojdzie po pomoc? Wezwie ochroniarza?
Joey spojrzal na niego.
Conrad usmiechnal sie i pomachal.
Musi cos zrobic z tym cholernym chlopakiem, i to szybko.
Buzz wspial sie na platforme, gdzie stal skapany w zielonkawym swietle maniak, i wyszarpnal siekiere z czaszki manekina spoczywajacego u stop mechanicznego psychopaty. Z siekiera w dloni zeskoczyl do wagonikow. Amy i Liz, obejmujac sie ramionami, czekaly na niego.
– To prawdziwa siekiera – powiedzial. – Niezbyt ostra, ale wystarczy.
– Nie rozumiem – rzucila drzaco Liz. – Co sie tu dzieje? O co tu, kurwa, chodzi?
– Nie wiem na pewno – rzekl Buzz. – Moge sie tylko domyslac. Ale widzialas te reke.
– To nie byla REKA – stwierdzila Liz.
– Szpon, lapa, jak ja zwal, tak zwal – rzekl Buzz. – W kazdym razie przypominala rece tego stwora w sloju, dziwolaga zanurzonego w formalinie w Gabinecie Osobliwosci. Tyle ze ta byla duzo wieksza.
Amy odezwala sie, zdumiona, ze moze wykrztusic choc slowo:
– To znaczy… sadzisz, ze jestesmy tu uwiezieni z potworem, ktory morduje ludzi?
– Tak – rzekl Buzz.
– On nie zabil Richiego! – zawolala Liz lamiacym sie glosem. – Richie nie umarl. On zyje. On… jest tam gdzies…, ale zyje.
– To mozliwe – mruknal Buzz. – Moze chodzi tylko o porwanie albo cos w tym rodzaju. Moze beda przetrzymywac Richiego dla okupu.
On i Amy wymienili spojrzenia i choc w zielonkawym swietle nielatwo bylo odczytac wyraz jego twarzy, Amy wiedziala, ze Buzz mial w tej sprawie identyczne zdanie jak ona. Richie nie mogl zyc. Szanse, ze jeszcze kiedykolwiek zobacza jego promienny usmiech, byly zerowe. Richie nie zyl, byl martwy, martwy, odszedl na zawsze.
– Musimy wydostac sie stad i zadzwonic po gliny – powiedziala Liz. -Trzeba ocalic Richiego.
– Ruszamy – warknal Buzz. – Wracamy do drzwi wejsciowych. Jezeli nie uda sie nam ich otworzyc, to moze wyrabiemy sobie przejscie ta siekiera… oczywiscie jesli jest dostatecznie ostra.
Przestrzen pomiedzy zielono oswietlona platforma a drzwiami wjazdowymi, odleglymi o trzydziesci stop, pograzona byla w ciemnosciach. Liz zajrzala w glab mrocznego, posepnego tunelu i powiedziala:
– Nie. Tam jest za ciemno, nie pojde tam. A jesli to cos czeka tam na nas?
– Masz w torbie zapalki – stwierdzila Amy. – Mozemy sobie nimi przyswiecac.
– Dobry pomysl! -pochwalil Buzz.
Drzacymi rekoma Liz przetrzasnela torebke i znalazla dwie paczki zapalek, jedna pelna, druga na wpol pusta.