lata, co sie dzialo?

Ona to pomyslala i powiedziala pierwsza, coz moglo sie stac? dlaczego nie zdarzylo sie to, co, byc moze, moglo sie zdarzyc?

– A dlaczego nie moglo sie zdarzyc? – zapytal.

Jego cialo juz dawno zostalo wyleczone po napadzie bandy tamtego faceta z wasami w parku Alameda.

– Ale twoja dusze zraniono…

– Chyba tak. Nie moglem pojac, skad tyle zawzietosci u tych ludzi. Nawet wiedzac, ze jeden z nich byl twoim kochankiem…

– Usiadz, Gabriel. Nie stoj tak. Napijesz sie herbaty?

– Nie, dziekuje.

– Ten chlopak nic dla mnie nie znaczyl.

– Wiem, Inez. Nie wyobrazam sobie, ze moglabys mu kazac to zrobic. Zrozumialem, ze jego wscieklosc jest wymierzona w ciebie, bo go wyrzucilas ze swego domu, zrozumialem, ze bil mnie, aby nie bic ciebie. Moze to byl przejaw jakiejs jego rycerskosci. I honoru.

– Dlaczego odszedles?

– Powiedz raczej: dlaczego oddalilismy sie od siebie? Moge pomyslec, ze ty tez odeszlas ode mnie. Czy bylismy tak dumni, ze zadne nie zdobylo sie na pierwszy krok, zeby sie pogodzic?

– Pogodzic? – szepnela Inez. – Chyba nie o to chodzilo. Moze atak tego nieboraka nie mial nic wspolnego z nami, z naszym zwiazkiem…

Ranek byl chlodny, ale sloneczny, wiec wyszli na miasto. Taksowka zawiozla ich do kosciola St. Mary Abbots w Kensington, do ktorego ona, jak powiedziala Gabrielowi, chodzila jeszcze jako mala dziewczynka. Byl to kosciol niezbyt stary, z bardzo wysoka wieza, ale z fundamentami z jedenastego wieku, ktore, w jej zachwyconych oczach, zdawaly sie wyrastac z glebi ziemi, by stworzyc prawdziwa swiatynie, rownie stara jak jej podwaliny i nie tak nowa jak cala reszta. Wszystko zostalo zaprojektowane tak, aby rozmieszczenie kruzgankow klasztornych, polmrok, lukowate arkady, labirynt korytarzy, a nawet ogrody przy St. Mary Abbots wydawaly sie rownie wiekowe jak fundamenty opactwa. Mialo sie wrazenie, zauwazyl Gabriel, ze Anglia katolicka jest nawroconym widmem Anglii protestanckiej, pojawiajacej sie w postaci ducha w przedsionkach, ruinach i na cmentarzach tego swiata purytanizmu anglosaskiego, swiata bez obrazow.

– Bez obrazow, ale z muzyka – przypomniala mu z usmiechem Inez.

– Jasne, dla rownowagi – powiedzial Gabriel.

High Street jest ulica wygodna i ucywilizowana, pelno tu sklepow, przydatnych i dobrze zaopatrzonych, z materialami pismiennymi, z maszynami do pisania i powielaczami; butiki z ubraniem dla mlodziezy, sklepy z gazetami i czasopismami, ksiegarnie i wielki park, otwarty, z eleganckim ogrodzeniem, Holland Park, jedno z tych miejsc ze wspaniala zielenia, ktore wyrozniaja Londyn i nadaja mu niezwykly urok. Aleje sa funkcjonalne, szerokie i brzydkie – w przeciwienstwie do wielkich bulwarow Paryza – ale chronia tajemnice tych spokojnych ulic, ktore z geometryczna regularnoscia wychodza na parki z wysokimi drzewami, wypielegnowanymi trawnikami, gdzie mozna usiasc z ksiazka, odpoczac i rozkoszowac sie samotnoscia. Inez lubila przyjezdzac do Londynu i zastawac tam zawsze te sama atmosfere gnusnosci, ktora zmieniala sie tylko wraz z porami roku, te ogrody sezonowe, niezwiazane z agresywna moda i gromadnym halasem, z jakim mlodziez oznajmia swoje nadejscie – tak jakby cisza skazywala ja na nieistnienie.

Inez, otulona szeroka czarna peleryna podbita futrem z rudego renifera, co chronilo ja przed listopadowym chlodem, wziela Gabriela pod reke. Dyrygent, odporny na ten klimat, mial na sobie welwetowe ubranie, a szyje oslonil dlugim czerwonym szalem, ktory od czasu do czasu pod-fruwal, podobny do ogromnego plomienia.

– Zgoda czy strach? – podjela ona.

– Czy powinienem byl cie wtedy zatrzymac, Inez? -zapytal, nie patrzac na nia, ze spuszczona glowa i wzrokiem utkwionym w czubki wlasnych butow.

– A czy ja powinnam byla zatrzymac ciebie? – Inez wsunela dlon bez rekawiczki do kieszeni marynarki Gabriela.

– Nie – odparl – wydaje mi sie, ze zadne z nas dwojga dwadziescia lat temu nie mialo ochoty angazowac sie w cos, co nie laczylo sie z wlasna kariera…

– Ambicja – przerwala mu Inez. – Nasza ambicja. Twoja i moja. Nie chcielismy jej poswiecac dla dobra drugiego, dla tej drugiej osoby. Prawda? Wystarczy? Wystarczylo?

– Byc moze. Ja czulem sie osmieszony po tym, jak mnie obili. Nigdy nie myslalem, ze to twoja wina, Inez, ale przyznam, myslalem, ze jesli moglas pojsc do lozka z takim facetem, to nie jestes kobieta, ktora kocham.

– I nadal tak myslisz?

– Mowilem ci, ze nigdy w to nie wierzylem. Po prostu, twoje pojecie o cielesnej wolnosci nie zgadzalo sie z moim.

– Myslisz, ze spalam z tym chlopakiem, bo uwazalam, ze we wszystkim nad nim goruje i moge go w kazdej chwili odprawic?

– Nie, mysle, ze nie tylko go odtracilas, tak jak na to zaslugiwal, ale ze poza tym za bardzo sie wstydzilas i dlatego nie ukrywalas swoich upodoban.

– Bo nie chcialam, zeby mi zarzucano seksualny snobizm.

– I to takze nie. Chcialas, zeby nikt nie wierzyl w twoja dyskrecje, dzieki czemu bedziesz miala wieksza swobode. To musialo sie zle skonczyc. W sprawach seksu nalezy dochowywac tajemnicy.

Inez, poirytowana, odsunela sie od Gabriela.

– My, kobiety, jestesmy lepszymi strazniczkami sekretow alkowy niz wy. Mezczyzni to samce, pawie. Musicie sie chelpic jak samiec antylopy kob, triumfujacy w walceo samice.

On patrzyl na nia, zamyslony.

– Wlasnie o to mi chodzi. Wybralas sobie kochanka, ktory mial o tobie mowic. To byla ta twoja niedyskrecja.

– I dlatego wyjechales bez jednego slowa?

– Nie. Powod byl inny, o wiele powazniejszy.

Zasmial sie i uscisnal jej ramie.

– Inez, chyba ty i ja nie urodzilismy sie po to, aby sie razem zestarzec. Nie wyobrazam sobie ciebie wychodzacej rano po mleko do naroznego sklepiku, podczas gdy ja, powloczac nogami, ide po gazete. A konczymy dzien, ogladajac telewizje w nagrode za to, ze jeszcze zyjemy…

Nie rozesmiala sie. Nie podobal sie jej zart Gabriela. On unikal powiedzenia prawdy. Dlaczego sie rozstali po wystawieniu Fausta w Palacu Sztuk Pieknych? Prawie dwadziescia lat temu…

– Kazda basn ma swoje cienie – powiedzial Gabriel.

– A czy przez caly ten czas byly jakies cienie w twoim zyciu? – zapytala go pieszczotliwym tonem.

– Nie wiem, jak mam nazwac czas oczekiwania.

– Oczekiwania na co?

– Nie wiem. Moze na cos, co powinno bylo sie zdarzyc, aby nasz zwiazek okazal sie konieczny i nieunikniony.

– To znaczy, aby stal sie nieszczesliwy? Czy to miales na mysli?

– Nie. Aby uniknac nieszczescia.

– Co chcesz przez to powiedziec?

– Nie wiem. To jest uczucie, ktore dopiero teraz sobie uswiadamiam, teraz, kiedy cie zobaczylem po tylu latach.

Powiedzial, ze sie bal i nie chcial krepowac jej swoja miloscia, prowadzac tryb zycia, ktory nie byl dla niej odpowiedni. No i moze tez zwyciezyl tu jego wlasny egoizm.

– Miales wiele kobiet, prawda, Gabriel? – zapytala kpia

cym tonem Inez.

– Tak. Ale nie pamietam juz ani jednej. A ty? Inez juz sie nie usmiechala. Wybuchnela smiechem.

– Wyszlam za maz.

– Slyszalem o tym. Za kogo?

– Pamietasz tego muzyka czy poete, czy tez cenzora, ktory siadal zawsze na sali podczas prob?

– Tego, co wciaz jadl kanapki z pasta z czarnej fasoli? Zasmiala sie; to wlasnie on, magister Cosme Santos.

Вы читаете Instynkt pieknej Inez
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату