– Obrosl w piorka?
– Owszem. A wiesz, czemu go wybralam? Z najglupszego i najbardziej oczywistego powodu: to mezczyzna, ktory dawal mi poczucie bezpieczenstwa. Nie jakis hultaj, gwaltownik, trzeba to przyznac, ale prawdziwy
– Jak dlugo trwalo twoje malzenstwo z magistrem Cosme Santosem?
– Ani minuty – odparla z taka mina, jakby nagle poczula chlod. – Ani seks, ani rozum sie nie s p r a w d z i l y. Totez wytrzymalismy piec lat. Mnie bylo wszystko jedno. Ale i nie przeszkadzalo mi to. Poki on byl potulny i nie wtracal sie w moje sprawy, jakos go znosilam. Kiedy postanowil znowu wkroczyc w moje zycie, biedaczysko, odeszlam od niego. A ty? Co u ciebie?
Okrazyli caly Holland Park, wedrujac alejami w cieniu drzew, a teraz szli przez lake, na ktorej jakies maluchy graly w
– Pamietasz, jak to bylo, kiedysmy sie poznali? – powiedziala w koncu. – Ty byles moim opiekunem. Ale wlasnie wtedy mnie opusciles. W Dorset. Zostawiles mnie sama z jakas uszkodzona fotografia, z ktorej zniknal pewien chlopak. Chcialam sie w nim zakochac. W Meksyku znowu mnie zostawiles sama. To juz drugi raz. Nie robie ci wyrzutow. Zwrocilam ci za to krysztalowa pieczec, ktora mi podarowales na plazy w Anglii w 1940 roku. Czy moglbys mi teraz dac jakis prezent, aby sie zrewanzowac?
– Chyba tak, Inez.
W jego glosie zabrzmialo tak glebokie zwatpienie, ze Inez z jeszcze wiekszym naciskiem ponowila prosbe.
– Chce zrozumiec. To wszystko. I nie mow mi, ze bylo na odwrot, ze to ja rzucilam ciebie. A moze bylam zbyt chetna i ty, z niesmakiem, zbuntowales sie przeciw tej nadmiernej „latwosci”? Lubisz zdobywac, dobrze to wiem. Czy uznales mnie za zbyt usluzna partnerke?
– Nikt nie byl trudniejszym obiektem do zdobycia niz ty – powiedzial Gabriel, kiedy znow znalezli sie na ulicy.
– Jak to?
Ogluszyl ja nagly halas pedzacych po ulicy pojazdow. Przeszli na druga strone pod zielonym swiatlem i zatrzymali sie przed wejsciem do kina „Odeon” na skrzyzowaniu z Earls Court Road.
– Ktoredy chcesz isc? – zapytal.
– Earls Court jest bardzo halasliwa. Chodz. Zaraz za rogiem jest taki zaulek.
Nawet do tej malej uliczki docierala sciezka dzwiekowa z kina, typowa muzyka z filmow z Jamesem Bondem. Ale u wylotu ulic otwieral sie widok na maly park, ogrodzony i pelen drzew na Edwardes Square z jego eleganckimi domami, pieknymi balkonami o zelaznych balustradach i pubem z masa kwiatow. Weszli, usiedli i zamowili dwa piwa.
Gabriel, rozgladajac sie dokola, orzekl, ze takie miejsce to prawdziwy azyl, a to, co czul w Meksyku, wywolywalo w nim wrecz przeciwne wrazenie. W tamtym miescie nie bylo zadnego oparcia, wszystko wydawalo sie pozbawione opieki, czlowiek mogl byc unicestwiony w jednej chwili, bez uprzedzenia…
– I zostawiles mnie tam, chociaz wiedziales, jak jest? -syknela ona, ale nie zabrzmialo to jak wyrzut.
On popatrzyl jej w twarz.
– Nie. Ocalilem cie przed czyms gorszym. Czyhalo tam na ciebie duzo wieksze niebezpieczenstwo niz grozna perspektywa zamieszkania w Meksyku.
Inez nie smiala pytac. Jezeli on nie rozumial, ze nie mogla dopytywac sie wprost, wolala milczec.
– Chcialbym ci powiedziec, jakie to bylo niebezpieczenstwo. Ale, prawde rzeklszy, nie wiem.
Nie byla zla na niego. On sie nie wykrecal, czula to.
– Wiem tylko, ze cos we mnie stawialo opor i nie pozwolilo mi prosic ciebie, abys na zawsze zostala moja zona. Ten zakaz byl skierowany przeciw mnie i dla twego dobra, tak bylo.
– I nie wiesz, jaka przeszkoda powstrzymala cie przed tym? Dlaczego mi nie powiedziales…?
– Kocham cie, Inez, chcialbym miec ciebie zawsze przy sobie. Badz moja zona, Inez… To wlasnie powinienem byl ci powiedziec.
– I nie powiesz tego nawet teraz? Ja bym sie zgodzila.
– Nie. Nawet teraz.
– Dlaczego?
– Dlatego, ze juz sie nie stanie to, czego sie boje.
– Nie wiesz, czego sie boisz?
– Nie.
– Nie boisz sie, ze to, czego sie boisz, juz sie zdarzylo, i ze to, co sie zdarzylo, Gabriel, to wlasnie to, co sie nie stalo?
– Nie. Przysiegam ci, ze to sie nie stanie.
– Co sie nie stanie?
– Nie bedzie ci grozilo niebezpieczenstwo, jakim jestem dla ciebie
Pozniej, po latach, nie beda umieli okreslic, czy w tej rozmowie w cztery oczy wyjasnili sobie pewne sprawy, czy tylko zamierzali zobaczyc sie po tak dlugiej rozlace. A moze kazde z osobna myslalo o tym przed spotkaniem lub po spotkaniu? Oboje prowokowali sie nawzajem i prowokowali wszystkich innych: kto pamieta dokladnie porzadek rozmowy, kto z cala pewnoscia wie, czy zapamietane slowa naprawde zostaly wypowiedziane, czy tez przetrwaly tylko w mysli, w wyobrazni, przemilczane?
Tak czy inaczej, przed spektaklem Inez i Gabriel nie potrafili sobie przypomniec, czy jedno z nich osmielilo sie powiedziec: „Nie chcemy juz sie widywac, bo nie chcemy widziec, jak sie starzejemy, i zapewne nie mozemy juz sie kochac, z tego samego powodu”.
– Znikamy powoli, jak duchy.
– Zawsze bylismy nimi, Inez. Rzecz w tym, ze nie ma bajki bez cieni, i czasami to, czego nie widzimy, myli nam sie z nasza wlasna nierealnoscia.
– Czujesz sie rozgoryczony? Zalujesz, ze nie zrobiles czegos, co mogles zrobic, i przepusciles okazje? A moze powinnismy byli pobrac sie w Meksyku?
– Nie wiem, ale powiem ci, ze na szczescie ani ty, ani ja nie dzwigalismy tego niepotrzebnego balastu, jakim jest nieszczesliwa milosc albo nieudane malzenstwo.
– Czego oczy nie widza, tego sercu nie zal.
– Czasami myslalem, ze gdybys znow zaczela kochac, byloby to tylko z powodu niezdecydowania…
– A ja czasami mysle, zesmy sie nie kochali, bo nie chcemy patrzec na siebie, gdy sie zaczniemy starzec…
– Czy, mimo wszystko, myslalas o tym, jakie drzenie cie ogarnie, kiedy pewnego dnia przyjde na twoj grob?
– Albo ja na twoj! – zasmiala sie w koncu Inez.
Bylo bowiem tak, ze on wyszedl na listopadowy chlod, myslac, ze nie ma innego wyjscia jak zapomniec o wlasnych grzechach. Nie przepraszac za nie, tylko zapomniec.
A ona zostala w hotelu, przygotowala sobie wspaniala kapiel i przez caly czas myslala, ze niespelnione milosci nalezy co predzej zostawiac za soba.
Dlaczego wiec oboje, kazde z osobna, mieli intuicyjne przeczucie, ze ten zwiazek, ta milosc, ta
Inez, rozkoszujac sie mydlana piana, byla w stanie myslec, ze pierwsze uczucie nigdy sie nie powtarza. Gabriel, idac przez Strand (proch w 1940, kurz w 1967), dodalby raczej, ze ambicja pokonala uczucie, ale konkluzja byla taka sama: znikamy jak duchy. Oboje pomysleli, ze nic nie powinno bylo przerywac – tak czy inaczej – ciaglosci zdarzen. A te nie zaleza juz ani od uczuc, ani od ambicji, ani od tego, czego chce Gabriel Atlan-Ferrara albo Inez Prada.