Donna Leon
Znajomi Na Stanowiskach
Komisarz Guido Brunetti 9
Przelozyla: Joanna Stankiewicz-Pradzynska
Libretto opery
Rozdzial 1
Kiedy zadzwonil dzwonek do drzwi, Brunetti lezal na kanapie, trzymajac na brzuchu otwarta ksiazke. Wiedzial, ze bedzie musial wstac, bo w mieszkaniu nikogo nie bylo, ale chcial doczytac ostatni akapit osmego rozdzialu
Przypuszczal, ze to jakis kolega do jego dzieci, Chiary albo Raffiego, ale mogli to byc rowniez swiadkowie Jehowy. Oni wprost uwielbiali zaklocac odpoczynek ludziom, ktorzy ciezko pracuja. Wszystko, czego obecnie Brunetti pragnal, to lezec i czytac Ksenofonta, czekajac, az malzonka wroci z targu z jego ulubionym przysmakiem.
– Tak? – odezwal sie do domofonu najbardziej zniechecajacym tonem, jakim potrafil, zeby odstraszyc walesajaca sie bez celu mlodziez i natretow w dowolnym wieku.
– Guido Brunetti? – zapytal meski glos.
– Tak. O co chodzi?
– Przychodze z Ufficio Catasto w sprawie panskiego mieszkania…
Brunetti milczal.
– Czy dostal pan od nas list? – odezwal sie glos.
Faktycznie, jakis miesiac temu przyszedl poczta dokument pelen niezrozumialych urzedowych zwrotow, mowiacy cos o aktach wlasnosci i zwiazanych z nimi zezwoleniach na budowe – Brunetti nie pamietal, o co tam wlasciwie chodzilo, bo ledwie spojrzal na sformalizowany jezyk, pobladl i wsunal pismo z powrotem do koperty, ktora nastepnie rzucil na majolikowa tace stojaca na stole po prawej stronie drzwi.
– Czy dostal pan nasz list? – powtorzyl mezczyzna.
– Tak, oczywiscie – odrzekl Brunetti.
– Przychodze wlasnie w tej sprawie.
– W jakiej sprawie? – Brunetti przelozyl sluchawke domofonu do lewej reki i siegnal do stosu papierow i kopert lezacych na tacy.
– W sprawie panskiego mieszkania – powtorzyl glos. – Pisalismy o tym w liscie.
– Tak, tak, oczywiscie – odparl Brunetti, grzebiac goraczkowo w stercie papierow.
– Przepraszam, ale chcialbym z panem o tym porozmawiac.
Skupiony na szukaniu koperty, Brunetti nieopatrznie powiedzial „dobrze” i nacisnal przycisk otwierajacy
– Ostatnie pietro – rzekl.
– Wiem – odpowiedzial mezczyzna.
Brunetti odwiesil sluchawke i wyciagnal kilka listow ze spodu sterty. Byl tam rachunek z ENEL-u* [ENEL – Ente Nationale per l’Energia Elettrica – wloski odpowiednik Panstwowych Zakladow Energetycznych. (Wszystkie przypisy pochodza od tlumaczki).], pocztowka z Malediwow, ktorej nie czytal i ktorej w zwiazku z tym poswiecil kilka chwil, no i koperta z nazwa biura wydrukowana niebieskimi literami w lewym gornym rogu. Wyjal z niej list, rozlozyl go i trzymajac kartki jak najdalej od oczu, zeby widziec w miare ostro bez okularow, przebiegl wzrokiem tresc.
Uderzyly go te same co za pierwszym razem niezrozumiale zdania: „Zgodnie z numerem 1684-B listy sporzadzonej przez Komisje Sztuk Pieknych… W odniesieniu do rozdzialu 2784 artykulu 127 Kodeksu cywilnego z 21 czerwca 1948, punkt 3, paragraf 5… Brak odnosnej dokumentacji… Wartosc wyliczona zgodnie z punktem 34- Y-28 przepisu z 21 marca 1947 roku”… Szybko przebiegl wzrokiem pierwsza strone i spojrzal na druga, lecz wciaz widzial tylko same urzedowe zwroty oraz jakies cyfry. Znal dobrze wenecka biurokracje, przeczytal wiec ostatni paragraf. Faktycznie, uprzedzano go, ze moze sie spodziewac dalszych prob nawiazania kontaktu ze strony Ufficio Catasto. Ponownie spojrzal na pierwsza strone. Nadal nic nie rozumial.
Poniewaz stal blisko drzwi, od razu uslyszal zblizajace sie kroki i otworzyl, zanim rozlegl sie dzwonek. Wchodzacy po schodach mezczyzna pokonywal wlasnie ostatnie stopnie i juz podnosil reke, zeby zapukac, wiec pierwsza rzecza, ktora Brunetti zauwazyl, byl kontrast pomiedzy zastygla bez ruchu piescia i wyjatkowo niepozornym wygladem jej wlasciciela. Charakterystyczna dla wenecjan pociagla twarz o cienkim nosie znieruchomiala w grymasie zaskoczenia. Mlody czlowiek o piwnych oczach i kasztanowych, niedawno ostrzyzonych wlosach mial na sobie garnitur, ktory rownie dobrze mogl byc szary, jak i niebieski, oraz ciemny krawat w