Juz miala wylaczyc komputer, gdy nagle przyszla jej do glowy pewna mysl i cofnela reke? Dlaczego nie? – zadala sobie w duchu pytanie. – To strzal na chybil trafil, ale co mam do stracenia?

Usiadla przy biurku, ponownie wybrala dostep do bazy danych Harvardu i wystukala slowa: LIST w bUTELCE. W systemie bibliotecznym artykuly sa ukladane tematycznie lub wedlug naglowka. Teresa zdecydowala sie na wyszukiwanie wedlug naglowka, by przyspieszyc procedure. Na ogol klucz tematyczny pozwalal odnalezc wiecej artykulow, ale przegladanie ich bylo bardzo nuzace, a ona nie miala na to czasu.

Lista ja zdumiala. Z tuzin roznych artykulow, ktore napisano na ten temat w ciagu ostatnich kilku lat! Wiekszosc z nich opublikowano w periodykach naukowych, a ich tytuly sugerowaly, ze butelki wykorzystano do badan pradow oceanicznych.

Trzy artykuly wydawaly sie interesujace, spisala tytuly, zeby rowniez i ich odbitki zabrac z biblioteki w drodze do domu.

Panowal duzy ruch, samochody posuwaly sie powoli. Pokonanie odleglosci z redakcji do biblioteki, zrobienie odbitek dziewieciu wybranych artykulow zabralo jej wiecej czasu, niz przewidywala. Pozno dotarla do domu, telefonicznie zamowila kolacje z pobliskiej chinskiej restauracji i usiadla na kanapie z trzema artykulami o listach w butelkach.

Pierwszy tekst, ktory wybrala, ukazal sie na lamach „Yankee” przed rokiem w marcu. Opisano w nim historie listow pozostawianych w butelkach i przytoczono przyklady butelek wyrzuconych na brzeg Nowej Anglii w ciagu ostatnich kilku lat. Niektore ze znalezionych listow byly naprawde godne wzmianki. Teresie szczegolnie spodobal sie fragment tekstu o Paolinie i wikingu Ake.

Ojciec Paoliny znalazl w butelce list wyslany przez mlodego szwedzkiego marynarza Ake. Ake nudzil sie w czasie kolejnej morskiej wyprawy, nakreslil kilka slow skierowanych do mlodej, ladnej kobiety z prosba, zeby odpisala. Ojciec przekazal list Paolinie, ta zas napisala do Ake. Po pierwszym liscie nadszedl kolejny, potem nastepne. Kiedy Ake odwiedzil Sycylie, by odwiedzic Paoline, uswiadomili sobie, ze bardzo sie kochaja. Niedlugo potem wzieli slub.

Pod koniec artykulu Teresa natrafila na dwa akapity poswiecone listowi wyrzuconemu na plaze Long Island:

Wiekszosc listow wysylanych w butelkach zawiera prosbe do znalazcy o odpowiedz. Nadawca ma bowiem nadzieje na dlugotrwala korespondencje. Czasami jednak nadawca nie oczekuje odpowiedzi. Wlasnie taki list, wzruszajacy hold dla utraconej milosci, znaleziono w zeszlym roku na Long Island. Oto jego fragment:

Czuje pustke w duszy, nie mogac trzymac Cie w ramionach. Wsrod tlumu szukam Twojej twarzy – wiem, ze to niemozliwe, ale nie moge nic na to poradzic. Moje poszukiwanie Ciebie jest nie konczaca sie pogonia skazana na przegrana. Rozmawialismy o tym, co sie zdarzy, gdybysmy zostali zmuszeni do rozstania, ale nie potrafie dotrzymac obietnicy, ktora zlozylem Ci tamtej nocy. Przepraszam, Najdrozsza, ale nigdy nikt Cie nie zastapi. Slowa, ktore Ci wyszeptalem, byly glupie, i wtedy powinienem o tym wiedziec. Pragnalem Ciebie i tylko Ciebie, a teraz gdy odeszlas, nikogo juz nie pragne. Poki smierc nas nie rozlaczy – wyszeptalismy w kosciele. Zaczalem wierzyc, ze slowa te sa prawdziwe tylko do dnia, w ktorym i mnie smierc zabierze z tego swiata.

Przerwala jedzenie i gwaltownie odlozyla widelec.

To niemozliwe! To po prostu nie moze byc… Ale… ale… czy moglby to byc kto inny?

Otarla czolo i zauwazyla, ze trzesa sie jej rece. Jeszcze jeden list? Przelozyla kartke i zerknela na nazwisko autora. Artykul napisal doktor Arthur Shendakin, wykladowca historii w Boston College, co oznaczalo…

…ze musi mieszkac w poblizu.

Zerwala sie i wyciagnela z regalu ksiazke telefoniczna. Bylo w niej okolo dziesieciu Shendakinow, chociaz tylko dwoch wchodzilo w rachube. Oba nazwiska poprzedzala litera „A” jako inicjal imienia. Teresa zerknela na zegarek, zanim siegnela po telefon. Dziewiata trzydziesci. Pozno, ale nie za pozno. Wystukala numer. Odezwala sie kobieta, ktora powiedziala, ze to pomylka. Kiedy Teresa odlozyla sluchawke, zdala sobie sprawe, ze zaschlo jej w gardle. Poszla do kuchni i nalala sobie szklanke wody. Upila dlugi lyk, odetchnela gleboko i wrocila do telefonu.

Upewnila sie, ze wystukala prawidlowy numer i czekala na sygnal.

Raz.

Dwa.

Trzy razy.

Przy czwartym sygnale stracila nadzieje, ale przy piatym uslyszala, ze ktos podnosi sluchawke.

– Halo – odezwal sie mezczyzna. Sadzac z brzmienia glosu, musial miec okolo szescdziesieciu lat, uznala Teresa. Odchrzaknela.

– Mowi Teresa Osborne z „Boston Times”. Czy to pan Arthur Shendakin?

– Przy telefonie – odparl nieco zdziwiony.

Uspokoj sie – nakazala sobie w duchu.

– Dobry wieczor. Dzwonie do pana, poniewaz chcialam sie dowiedziec, czy jest pan tym Arthurem Shendakinem, ktory w zeszlym roku opublikowal w magazynie „Yankee” artykul o listach w butelkach.

– Tak, to ja go napisalem. Czy moge pani w czyms pomoc?

Poczula, ze zwilgotniala jej dlon trzymajaca sluchawke.

– Zaciekawil mnie jeden list, ktory, jak pan napisal, znaleziono na Long Island. Wie pan, o czym mowie?

– Czy moge zapytac, dlaczego to pania interesuje?

– Tak. „Times” rozwaza mozliwosc opublikowania artykulu na ten sam temat i bylibysmy wdzieczni za kopie tego listu.

Skrzywila sie, slyszac klamstwo we wlasnych ustach, ale ujawnienie prawdy wydawalo sie jej jeszcze gorsze. Jak by zabrzmiala? „Czesc! Jestem zauroczona pewnym mezczyzna, ktory wysyla listy w butelkach, i zastanawiam sie, czy nie napisal listu, ktory pan znalazl?”

Shendakin odpowiedzial z ociaganiem.

– Sam nie wiem. Wlasnie ten list zainspirowal mnie do napisania calego artykulu… Musze sie zastanowic.

Teresa poczula skurcz w gardle.

– Zatem ma pan ten list?

– Tak. Znalazlem go dwa lata temu.

– Panie Shendakin, moge pana zapewnic, ze jesli pozwoli nam pan wykorzystac list, chetnie zaplacimy panu jakas niewielka kwote. Nie potrzebujemy oryginalu listu. Wystarczy nam kopia, wiec de facto zachowa go pan.

Zorientowala sie, ze jej rozmowca jest zaskoczony.

– O jakiej kwocie mowimy?

– Nie wiem, wymyslilam to od reki. Ile chcesz?

– Jestesmy gotowi zaproponowac panu trzysta dolarow. Oczywiscie, bedzie pan wymieniony jako znalazca listu.

Zawahal sie na moment.

Teresa odezwala sie znowu, uprzedzajac ewentualna odmowna odpowiedz.

– Panie Shendakin, rozumiem, ze obawia sie pan, iz panski artykul i nasz tekst okaza sie podobne. Zapewniam pana, ze w istocie beda sie bardzo roznily miedzy soba. Przygotowywany przez nas artykul dotyczy kierunkow, w ktorych plywaja butelki – rozumie pan, chodzi o prady morskie i tak dalej, Chcemy zamiescic kilka autentycznych listow, zeby zainteresowac naszych czytelnikow ludzkim aspektem tego tematu.

– Skad pochodzil?

– Coz…

– Prosze, panie Shendankin. To dla mnie tak wiele znaczy.

Umilkl na dluzsza chwile.

– Tylko kopie? Tak!

– Oczywiscie. Podam panu numer faksu. Moze pan przeslac ksero poczta. Czy mam wystawic czek na pana?

Zawahal sie, zanim odpowiedzial.

– Tak… tak sadze. – W jego glosie brzmiala niepewnosc, jakby postawiono go w sytuacji przymusowej, z ktorej nie potrafil znalezc wyjscia.

– Dziekuje, panie Shendakin.

Вы читаете List w butelce
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату