punktow.

– Czyli musisz jeszcze troche wiecej pograc.

Brian rozesmial sie glosno.

– Nie masz nic przeciw temu?

– Oczywiscie, ze nie.

Brian usmiechnal sie i zaszelescil gazeta. Byl zadowolony, ze bedzie mogl spedzic w tym tygodniu wiecej czasu na polu golfowym. Deanna rozpoznala sygnal, ze Brian chce wrocic do czytania, i szepnela Teresie do ucha:

– Uwierz mi na slowo. Pozwol mezczyznie zagrac w golfa, a nigdy nic go nie zdenerwuje.

Teresa zostawila ich samych na reszte popoludnia. Bylo jeszcze cieplo. Przebrala sie w nowy kostium kapielowy, wziela recznik, male skladane krzeselko, magazyn „People” i poszla na plaze.

Przekartkowala nieuwaznie „People”, przeczytala pobieznie jakis artykul. Nie interesowalo jej wcale to, co przydarzylo sie bogatym i slawnym. Wokol siebie slyszala glosny smiech dzieci bawiacych sie w wodzie i napelniajacych kubelki piaskiem. W poblizu widziala dwoch malych chlopcow i mezczyzne, prawdopodobnie ich ojca. Budowali tuz przy wodzie zamek z piasku. Szum fal uderzajacych o brzeg uspokajal. Odlozyla pismo, zamknela oczy i wystawila twarz na slonce.

Chciala sie troche opalic przed powrotem do pracy tylko po to, by sprawic wrazenie, ze wziela sobie troche wolnego, aby absolutnie nic nie robic. Nawet w redakcji uwazano ja za osobe zyjaca w ciaglym pospiechu. Gdy nie pisala tekstu do cotygodniowej kolumny, przygotowywala cos do wydania niedzielnego albo szukala informacji w Internecie lub tez przegladala magazyny o wychowywaniu dzieci. Zaprenumerowano dla niej wazniejsze czasopisma przeznaczone dla rodzicow oraz wszystkie pisemka dzieciece, a takze kolorowe magazyny dla pracujacych kobiet. Sciagnela rowniez pisma medyczne i regularnie czytala je w poszukiwaniu tematow, ktore nadawalyby sie do poruszenia w jej gazecie.

Tematu kolumny nigdy nie dalo sie do konca przewidziec, byc moze dlatego odniosla taki sukces. Czasami Teresa odpowiadala na nadeslane pytania, kiedy indziej podawala najnowsze dane dotyczace rozwoju dziecka i tlumaczyla, co oznaczaly. Czesto pisala o radosci wychowywania dzieci, opisywala tez czyhajace na rodzicow pulapki. Wspominala o trudnosciach samotnego macierzynstwa. Ten problem poruszal serce wielu bostonskich kobiet. Nieoczekiwanie dla siebie Teresa stala sie na swoj sposob znana. Zarowno widok wlasnego zdjecia nad tekstem, jak i zaproszenia na prywatne przyjecia nadal sprawialy jej zadowolenie, ale tak naprawde wcale nie miala czasu, by sie z tego cieszyc. Uwazala swoj lokalny rozglos za jeszcze jeden element pracy – mily, ale wlasciwie bez znaczenia.

Po godzinie w sloncu uswiadomila sobie, ze jest jej goraco, i powedrowala do wody. Weszla po biodra, a potem zanurzyla sie cala w niewielkiej fali. Zachlysnela sie zimna woda i z okrzykiem wysunela glowe nad powierzchnie. Mezczyzna stojacy obok zasmial sie cicho.

– Orzezwia, prawda? – spytal, a ona skinela glowa i skrzyzowala ramiona.

Byl wysoki i mial ciemne wlosy tej samej barwy co ona. Przez chwile zastanawiala sie, czy to poczatek flirtu. Jednak dzieci chlapiace sie w poblizu szybko rozwialy to zludzenie, wolajac „Tato!” Po kilku minutach chlapania sie w wodzie wyszla i wrocila do krzeselka. Plaza pustoszala. Zebrala swoje rzeczy i ruszyla z powrotem.

W domu Brian ogladal golf w telewizji, Deanna czytala powiesc ze zdjeciem mlodego, przystojnego prawnika na okladce. Podniosla wzrok znad ksiazki.

– Jak bylo na plazy?

– Swietnie. Slonce cudowne, ale woda zimna.

– Zupelnie nie rozumiem, jak mozna to znosic dluzej niz kilka minut.

Teresa powiesila recznik na haczyku przy drzwiach. Rzucila przez ramie:

– A jak ksiazka?

Deanna obrocila ksiazke w rekach i zerknela na okladke.

– Fantastyczna. Przypomina Briana sprzed kilku lat.

– Co? – mruknal Brian, nie odrywajac spojrzenia od telewizora.

– Nic, kochanie. Wspominam sobie. – Wrocila spojrzeniem do Teresy. W jej oczach pojawil sie blysk.

– Masz ochote na partyjke remika?

Deanna uwielbiala gre w karty. Nalezala do dwoch klubow brydzowych, byla prawdziwym mistrzem w tysiaca i zapisywala w notatniku kazde zwyciestwo w samotnika. Z Teresa natomiast grala w remika, gdy tylko mialy czas, poniewaz byla to jedyna gra, w ktorej Teresa miala szanse pokonac przyjaciolke.

– Pewnie.

Deanna ochoczo zalozyla strone w ksiazce i wstala z fotela.

– Mialam nadzieje, ze to powiesz. Karty sa na stoliku na zewnatrz.

Teresa okrecila sie recznikiem i zasiadla do stolika, przy ktorym jadly sniadanie. Deanna przyszla po chwili z dwiema puszkami dietetycznej coli i ulokowala sie naprzeciw. Teresa wziela karty, potasowala je i rozdala. Deanna zerknela znad kart.

– Chyba sie troche opalilas. Slonce musialo niezle przygrzewac.

Teresa ukladala karty.

– Bylo goraco jak w piecu.

– Spotkalas kogos?

– Dlaczego pytasz?

– Mam po prostu nadzieje, ze poznasz kogos milego.

– Ty jestes mila.

– Wiesz, o co mi chodzi. Myslalam, ze w tym tygodniu znajdziesz sobie mezczyzne. Takiego, ktorego widok sprawi, ze zabraknie ci tchu.

Teresa spojrzala na nia ze zdumieniem.

– Skad ci to przyszlo do glowy?

– Moze to przez slonce, ocean, wiatr. Nie wiem. Moze to z powodu dodatkowego promieniowania wchlanianego przez moj mozg.

– Nie szukalam, Deanna.

– Nigdy?

– Nie bardzo.

– Aha.

– Nie rob z tego problemu. Od rozwodu nie uplynelo jeszcze duzo czasu.

Teresa polozyla szostke karo, a Deanna pochwycila ja i wylozyla trojke trefl. Przyjaciolka przemawiala do niej tym samym tonem, ktorego uzywala matka Teresy, gdy rozmawialy ze soba na ten sam temat.

– To juz prawie trzy lata. Nie masz kogos, kogo przede mna ukrywasz?

– Nie.

– Nikogo?

Deanna wziela karte ze stosu i wylozyla czworke kier.

– Nikogo. Nie chodzi tylko o mnie, przeciez wiesz. Teraz naprawde trudno kogos poznac. Nie mam tez zbyt duzo czasu na spotkania towarzyskie.

– Wiem o tym, naprawde. Masz tyle do zaoferowania. Wierze, ze jest gdzies ktos przeznaczony specjalnie dla ciebie.

– Ja tez jestem pewna, ze jest. Tylko go jeszcze nie spotkalam.

– Szukasz?

– Kiedy moge, ale moja szefowa to prawdziwy krwiopijca. Nie daje mi ani chwili odsapnac.

– Moze powinnam z nia pomowic?

– Moze powinnas – zgodzila sie Teresa i obie zasmialy sie glosno.

Deanna wziela karte ze stosu i wylozyla siodemke pik.

– Spotykalas sie z kims?

– Rzadko, a od chwili, gdy Matt Jakis_tam powiedzial mi, ze nie chce baby z dzieciakiem, zdecydowanie nie.

Deanna spochmurniala na chwile.

– Czasami mezczyzni zachowuja sie jak glupcy, a on byl tego doskonalym przykladem. To typ, ktorego glowe mozna by zawiesic na scianie i umiescic napis: „Typowy egocentryczny samiec”. Jednak nie wszyscy sa tacy. Jest

Вы читаете List w butelce
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату