– A jednak sie stalo – mruknela Sofia.

Pietro poslal jej ponure spojrzenie i mowil dalej:

– Pracownicy nie narzekaja na prace ani na firme. Ponoc dobrze zarabiaja i sa przyzwoicie traktowani. Dowiedzialem sie od nich, ze ze strony katedry roboty nadzoruje ojciec Yves, ze jest bardzo zyczliwy, ale jego uwagi nie ujdzie najdrobniejsze uchybienie, doskonale wie, jaki ma byc efekt koncowy. Kardynala widuja, kiedy odprawia poranne nabozenstwo, pare razy ksiadz Yves oprowadzil go po odnowionych czesciach katedry.

Valoni zapalil cygaro, nie zwracajac uwagi na pelne wyrzutu spojrzenie Minervy.

– Niemniej opinia bieglych nie pozostawia miejsca na watpliwosci – ciagnal Pietro. – Zapalily sie kable zwisajace nad oltarzem w kaplicy Matki Boskiej, stad pozar. Czyzby drobne niedbalstwo? Robotnicy zaklinaja sie, ze zabezpieczyli kable, ze zostawili wszystko w idealnym porzadku, ale czy to prawda, czy probuja sie usprawiedliwic, nie wiem. Przesluchalem tego ksiedza Yvesa. Zapewnil mnie, ze robotnicy to dobrzy fachowcy, rzadko ma zastrzezenia do ich pracy, ale jest przekonany, ze ktorys dopuscil sie jakiegos zaniedbania.

– Kto byl w katedrze, kiedy doszlo do wypadku? – zapytal Valoni.

– Wyglada na to, ze tylko koscielny, starszy czlowiek, szescdziesiat piec lat. W biurach urzednicy pracuja do czternastej, potem wychodza na obiad i wracaja kolo szesnastej trzydziesci. Pozar wybuchl kolo trzeciej, wiec na miejscu byl tylko ten koscielny. Doznal szoku. Kiedy go przesluchiwalem, rozplakal sie, byl przerazony. Nazywa sie Francesco Turgut, to Wloch, choc jego ojciec pochodzi z Turcji. On sam urodzil sie w Turynie. Jego ojciec pracowal w fabryce Fiata, matka byla corka poprzedniego koscielnego i pomagala swojej matce sprzatac nawy. Do zakrystii przylega strozowka, takie male mieszkanie, wiec kiedy jego rodzice sie pobierali i nie mieli pieniedzy na wlasne lokum, wprowadzili sie do koscielnych pomieszczen i zamieszkali z tesciami. Francesco tam sie urodzil, wiec katedra to jego dom. Czuje sie winny, ze nie udalo mu sie zapobiec pozarowi.

– Slyszal jakies halasy? – chciala wiedziec Minerva.

– Nie, byla pora sjesty, ogladal telewizje, zdrzemnal sie troche. Wstaje bardzo wczesnie, zeby otworzyc kosciol i biura. Mowi, ze poderwal sie, kiedy ktos zadzwonil do drzwi, a jakis czlowiek, przechodzac przez plac, zapytal go, skad ten dym w kosciele. Pobiegl tam od razu, niestety, informacja sie potwierdzila, wezwal wiec natychmiast straz pozarna i od tej pory jest niepocieszony, nie moze sie pozbierac. Zal mi go.

– Pietro, a tobie jak sie wydaje? Pozar wybuchl przypadkiem?

– Gdybysmy nie znalezli ciala bez jezyka, powiedzialbym, ze to przez czyjes niedbalstwo. Mamy jednak zwloki mezczyzny, o ktorym nic nie wiemy. Co tam robil? Ktoredy dostal sie do srodka? Stroz twierdzi, ze zanim zamknie kosciol, robi dokladny obchod, i ze nikogo nie widzial. To jeden z jego obowiazkow: upewnic sie, czy nikt nie zostal we wnetrzu. Przysiega, ze kiedy gasil swiatla, w katedrze bylo pusto.

– Moze sie zagapil? To starszy czlowiek – podsunela Sofia.

– Albo zmysla – ucial Pietro.

– Ktos wszedl do srodka, mimo ze kosciol byl zamkniety – stwierdzil Giuseppe.

– Tak wlasnie bylo. Ktos dostal sie bocznym wejsciem prowadzacym do kancelarii, tamtedy tez mozna wejsc do swiatyni. Zamek wylamano. Kimkolwiek byl ten czlowiek, doskonale wiedzial, dokad prowadza te drzwi. W dodatku nie narobil halasu, nikt niczego nie zauwazyl, zreszta musial wiedziec, ze nikogo nie ma w biurach.

– Mozemy miec pewnosc – stwierdzil Giuseppe – ze zlodziej, lub tez zlodzieje, znaja kogos, kto tu pracuje, lub tez ma jakis zwiazek z tym kosciolem. Kogos, kto uprzedzil ich, ze tego dnia o danej porze w kosciele nie zastana zywej duszy.

– Skad ta pewnosc? – zapytala Minerva.

– Bo w przypadku tego pozaru – ciagnal Giuseppe – i domniemanego wlamania przed dwoma laty, oraz tak samo jak wtedy, gdy kosciol stanal w plomieniach w dziewiecdziesiatym siodmym, i jak przy okazji calej serii innych wypadkow, zlodzieje zawsze wiedzieli, ze w srodku nikogo nie ma. Jest tylko jedno wejscie, poza glownym, ktore otwiera sie dla wiernych i zwiedzajacych, i jest to wejscie do biur. Poza tym wszystkie inne drzwi sa zamkniete. Sprawcy zawsze dostawali sie wejsciem od strony bocznej nawy. Te drzwi rowniez sa na stale zaryglowane, ale dla zawodowcow to pestka. Sadzimy, ze nasz niemy nieboszczyk dzialal w zespole, jego wspolnicy mieli wiecej szczescia i udalo im sie uciec. Napadu na katedre nie dokonuje sie w pojedynke. Stwierdzilismy ponadto, ze wszystkie te rzekome rabunki zdarzaja sie wtedy, gdy w kosciele prowadzone sa jakies roboty. Sprawcy wykorzystuja te okolicznosc, by spowodowac zwarcie, zalanie, innymi slowy, zamieszanie. Tym razem takze niczego nie ukradli. Dlatego musimy odpowiedziec sobie na pytanie: czego szukaja?

– Calunu turynskiego – rzucil bez namyslu Valoni. – Tylko po co? Chca go zniszczyc? Ukrasc? Nie wiem. Zastanawiam sie, czy wywazone drzwi to nie falszywy slad, ktory dla nas zostawiaja. Bo wydaje sie to zbyt oczywiste… Nie wiem. Minervo, udalo ci sie cos ustalic?

– Moge tylko dodac, ze w tym przedsiebiorstwie budowlanym, COCSA, ma udzialy Umberto D’Alaqua. Zreszta mowilam juz o tym Sofii. To powazna firma, maja duze obroty, pracuja w turynskiej katedrze i w calym kraju. D’Alaqua to znana postac, bardzo szanowana w Watykanie. To ktos w rodzaju doradcy finansowego, doradzal przy bardzo intratnych inwestycjach, udzielal znaczacych pozyczek na transakcje, w ktorych Watykan wolal nie figurowac. To zaufany czlowiek Stolicy Apostolskiej, bral udzial w delikatnych misjach dyplomatycznych. Prowadzi rozliczne interesy, od budownictwa po handel stala, eksploatacje pol naftowych i tak dalej. W COCSIE ma udzialy wiekszosciowe. Interesujaca postac. Kawaler, wyjatkowo przystojny mimo swoich piecdziesieciu siedmiu lat, wstrzemiezliwy. Nie afiszuje sie ani majatkiem, ani wplywami. Nie bywa na modnych przyjeciach, nie slyszano tez, by zadawal sie z jakas kobieta.

– Homo…? – podsunela Sofia.

– Nie, to tez nie. Nie nalezy rowniez do Opus Dei ani do innego swieckiego zgromadzenia, ale slowo daje, zachowuje sie, jakby zlozyl sluby czystosci. Ma za to hobby: to zapalony archeolog. Finansowal wykopaliska w Izraelu, Egipcie i Turcji, sam nawet pracowal na kilku stanowiskach archeologicznych w Ziemi Swietej.

– Nie wydaje mi sie, zeby czlowieka jego pokroju mozna bylo podejrzewac o chec ukradzenia lub zniszczenia cennej relikwii. Z tego, co mowisz, wnioskuje, ze to powazny gosc – skonstatowala Sofia.

– Mozliwe, ale i tak to dosc szczegolna postac – nie ustepowala Minerva. – Podobnie jak ten profesor Bolard. Slyszales o nim, szefie? To wybitny francuski naukowiec. Chemik i mikrobiolog, jeden z najbardziej uznanych badaczy calunu. Od ponad trzydziestu pieciu lat prowadzi studia nad calunem turynskim, dlatego co trzy lub cztery miesiace przyjezdza do Turynu. To jeden z naukowcow, ktorym Kosciol powierzyl konserwacje plotna. Bez jego zgody nie zrobia ani kroku.

– To by sie zgadzalo – podchwycil Giuseppe. – Zanim przewieziono tkanine do banku, ojciec Yves rozmawial z Bolardem, a ten udzielil szczegolowych wskazowek, jak obchodzic sie z plotnem. W pancernej komorze juz od lat jest niewielka nisza, urzadzona zgodnie z instrukcjami profesora Bolarda i innych uczonych, i tam wlasnie przechowywany jest calun.

– Otoz Bolard – podjela Minerva – okazuje sie byc rowniez wlascicielem duzego przedsiebiorstwa chemicznego, jest kawalerem, bardzo majetnym, podobnie jak D’Alaqua, i nigdy nie slyszano o jakichs skandalach czy romansach z jego udzialem. Uprzedze twoje pytanie – nie jest gejem.

– Czy ci panowie, D’Alaqua i Bolard, mieli okazje sie poznac? – zapytal Valoni.

– Zdaje sie, ze nie, ale nie zbadalam jeszcze tego watku. Nie byloby to dziwne, gdyz Bolard rowniez pala namietnoscia do historii starozytnej.

– A dowiedzialas sie czegos o ksiedzu Yvesie? – zainteresowal sie Valoni.

– Bystry chlopak z tego ojczulka. Francuz z pochodzenia, ma korzenie w starej francuskiej arystokracji, wywodzi sie z nader wplywowej rodziny. Jego ojciec, juz niezyjacy, byl dyplomata, jedna z waznych figur w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w czasach de Gaulle’a. Starszy brat jest deputowanym do Zgromadzenia Narodowego, nie liczac rozmaitych stanowisk w rzadzie Chiraca. Siostra jest sedzia Sadu Najwyzszego, on zas zrobil zawrotna kariere w Kosciele. Cieszy sie protekcja monsignora Aubry’ego, asystenta zastepcy sekretarza episkopatu, ale poparcia udziela mu rowniez kardynal Paul Visier, odpowiedzialny za finanse Watykanu. Odnosi sie do niego z wielka sympatia, moze dlatego ze na uniwersytecie studiowal wraz z Jeanem, starszym bratem ojca Yvesa. Awansowal go i dzieki temu ksiadz Yves zdobyl doswiadczenie dyplomatyczne. Zajmowal stanowiska w nuncjaturach w Brukseli, Bonn, Meksyku i Panamie. To wlasnie rekomendacja monsignora Aubry’ego sprawila, ze mianowano go sekretarzem kardynala Turynu, i kraza pogloski, iz wkrotce zostanie biskupem pomocniczym diecezji. W jego zyciorysie nie znalazlem niczego zastanawiajacego, tyle tylko, ze nie kazdy kleryk moze marzyc o podobnej karierze w Kosciele, bo nie kazdego popiera wplywowa rodzina. Przemawia za nim cos jeszcze: ma wszechstronne wyksztalcenie. Oprocz teologii studiowal filozofie, jest dyplomowanym znawca kilku martwych jezykow, wiecie, lacina, aramejski, oczywiscie swobodnie posluguje sie angielskim, francuskim i tak dalej. Jesli cos go wyroznia, to

Вы читаете Bractwo Swietego Calunu
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату