kapelusza.

Nieznajomy szepnal kilka niezrozumialych slow, potem sprobowal uniesc sie na lokciu.

— Lezec, prosze lezec — Jacques podniosl ostrzegajaco reke. — Zaraz damy panu troche wina. Donnerwetter, w jakim jezyku z nim gadac?

Wyglada, jakby niczego nie rozumial.

Jacques podsunal szyjke butelki do ust nieznajomego. Ten ledwie widocznie pokiwal glowa.

— Niech pan pije, to pana wzmocni — rzeklem po angielsku, a potem powtorzylem to samo w pieciu czy szesciu jezykach europejskich.

Nieznajomy wysluchal mnie uwaznie, ale najwyrazniej nie zrozumial.

Potem sam cos powiedzial. Glos jego brzmial mile i dzwiecznie i mial miekka aksamitna barwe.

— Co to za jezyk, Antonio? — szepnal Jacques. — Klne sie na palete, ze jak zyje, czegos takiego nie slyszalem. Twarz ma czysto europejska, ale szwargoce, diabli wiedza po jakiemu. Slyszales kiedys cos takiego?

Przyznalem, ze nie.

— Jezykoznawca, nie ma co — zakpil ze mnie przyjaciel.

Nieznajomy uwaznie sie w nas wpatrywal.

Potem poruszyl lewa reka i zrozumielismy, ze chce sie podniesc i prosi, by mu pomoc. Podnieslismy go i oparli plecami o wystep skalny.

Podziekowal lekkim skinieniem glowy i wpatrzyl sie w ocean.

— Moze pobiec po lekarza? — zapytal cicho Jacques.

— Bedziesz biegal do wieczora — zwrocilem mu uwage. — Najblizszy dopiero w Funchal.

Nieznajomy znow zaczal mowic. Wsluchiwalem sie uwaznie w jego mowe i nagle wylowilem znane slowa.

Odpowiedzialem mu po grecku. Zrozumial mnie. Na jego twarzy pojawil sie slaby usmiech.

— Witam was, nowi ludzie Ziemi — odezwal sie powoli — szczesliwy jestem, ze nie wszystko zginelo w ogniu, ktory strawil moj biedny kraj.

— Gdzie panski kraj?

— Teraz na dnie tego morza.

— Co on mowi? — przerwal mi Jacques, zauwazywszy moje zdumienie.

— Poczekaj — zbylem go. — Kim pan jest? Skad pan jest? — zwrocilem sie do nieznajomego.

— Moi rodacy nazywali siebie Atlantami. Czy dzisiejsi mieszkancy Ziemi znaja to slowo? Pamietaja o Atlantydzie?

— Zyje wsrod nas legenda, ze na miejscu tego oceanu istnial kiedys kraj o tej nazwie.

— Legenda — powtorzyl nieznajomy, a kaciki jego warg zadygotaly bolesnie. — Sluchaj mnie uwaznie, nowy czlowieku Ziemi, ktory nie zapomniales jezyka swoich przodkow. Wiele ci mam do powiedzenia, a czasu juz malo… Jestem Atlanta, i kto wie, moze ostatnim synem tego starozytnego ludu nieskonczonego Wszechswiata. Nasza ojczysta planeta byla Assar. Krazy w systemie dwoch niebieskich slonc, o czterdziesci dwie linie promienia swietlnego* od tej gwiazdy — wskazal na dysk sloneczny przeswitujacy przez obloki. — Z dziesieciu planet rodziny Assar tylko na jednej powstalo zycie. Moi przodkowie juz w niepamietnych czasach odkryli zrodla energii niebywalej mocy. Zaludnili najblizsze swiaty, potem zaczeli przedsiebrac dalsze wyprawy. Mniej wiecej przed pietnastu tysiacami ziemskich lat, miedzygwiezdne statki Atlantow dotarly do Ziemi. Warunki zycia byly tu prawie takie jak na Assar. Zyly tu rozumne istoty, podobne do Atlantow, ale stojace jeszcze na niezmiernie niskim poziomie rozwoju i kultury. Przybyszow bylo malo, Ziemian duzo. Wybuchaly konflikty, lala sie niepotrzebnie krew.

Trzy tysiace lat dziejow Atlantydy to historia ciaglych rzezi i wojen.

Stopniowo Atlanci stworzyli olbrzymie mocarstwo, ktorego potega i wplywy wciaz rosly. Przybysze zmieszali sie z wieloma plemionami Ziemian. Wytworzyla sie nowa rasa ludzi pieknych i silnych, ktorzy na pamiatke swoich odleglych przodkow tez nazwali sie Atlantami.

Jednakze w naszym bogatym i poteznym panstwie czlowiek nie byl rowny czlowiekowi. Wiele bylo kryteriow nierownosci, jedno z istotniejszych polegalo na nierownosci wiedzy. Obowiazywalo ono nieustannie, od chwili wyladowania pierwszych Atlantow na Ziemi. W rezultacie calosc wiedzy byla dostepna tylko nielicznym bezposrednim potomkom przybylych z Assar Atlantow. Do nich nalezaly zrodla energii, oni znali przeszlosc i decydowali o przyszlosci, Atlantow tych zwano bogami, czyli wszechmocnymi, a ich najblizszych pomocnikow — kaplanami. Z uplywem wiekow wiedza bogow i kaplanow Atlantydy stala sie calkowicie niedostepna i niezrozumiala nie tylko dla ludow ziemskich, ale nawet i dla ludu Atlantow. Umiejetnosc stosowania tej wiedzy uchodzila za nadprzyrodzony dar robienia cudow.

Urodzilem sie w tym poznym okresie w rodzinie kaplanskiej.

Wprowadzono mnie we wszystkie arkana nauki. Musze ci wyjasnic, ze Atlanci nie mieli juz lacznosci z ojczysta planeta Assar. Do Ziemi dotarlo zaledwie kilka statkow Wielkiej Ekspedycji Miedzygwiezdnej. Powrotu nie bylo. Wyczerpywaly sie zasoby energii. A na Ziemi nie znaleziono nic, co by moglo dac energie konieczna do wypraw miedzygwiezdnych. Nie udalo sie rowniez nawiazac lacznosci przy uzyciu energii promieniowania.

Assar lezy za daleko od Ziemi. Jednakze w rodzinach bogow i kaplanow z pokolenia na pokolenie przekazywano podania o dalekiej nieznanej ojczyznie. Nocami niezliczone przyrzady gorskich obserwatoriow kierowaly sie w te strone nieba, gdzie w gwiazdozbiorze Panny ledwie blyszczala blekitna gwiazda — podwojne slonce systemu Assar. W podziemnych kryjowkach, niby skarby niezmierne, spoczywaly olbrzymie miedzygwiezdne statki, na ktorych Atlanci dotarli na Ziemie. Plonace serca statkow juz od trzydziestu wiekow byly martwe. Ale poszukiwania zrodel energii wciaz trwaly.

Wreszcie pod lodami wielkiego poludniowego kontynentu znaleziono substancje zdolna wytworzyc potrzebne ilosci energii. Zapadla decyzja o wyslaniu ekspedycji na Assar. Z trzech statkow, stojacych w podziemnych schronach, tylko jeden nadawal sie jeszcze do lotow miedzygwiezdnych.

Zbudowac nowych nie moglismy. Ograniczajac ilosc ludzi, wtajemniczonych w cala wiedze, nie tylko nie posuwalismy sie w rozwoju, ale nawet tracilismy to, cosmy zdobyli w przeszlosci. Byl to zasadniczy blad. Ale ci, ktorzy go rozumieli, nie byli w stanie niczego zmienic.

Bylem jednym z tej garstki, ktora wyslano na Assar. Wiedzielismy, ze rozstajemy sie z bliskimi na zawsze. Nasz statek miedzygwiezdny rozwinie szybkosc zblizona do szybkosci promienia swietlnego. Czas poplynie dla nas wolniej niz na Ziemi. My bedziemy mierzyc go latami, a na Ziemi uplyna tymczasem tysiaclecia. Dla naszych bliskich umieralismy, by odrodzic sie w nowych, nieskonczenie dalekich czasach. Start naszego statku byl wielkim wydarzeniem dla Atlantydy. Rada Najwyzsza zaliczyla wszystkich uczestnikow ekspedycji w poczet bogow. Ludowi ogloszono, ze bogowie, ktorzy niegdys zstapili z nieba na Ziemie, znow wracaja do swoich niebianskich palacow.

Setki tysiecy ludzi przyszly nas odprowadzac. Nie tylko ludy Atlantydy, ale i wyslannicy wielu innych ziemskich plemion. Wszyscy z naboznym strachem padli na twarze, kiedy nasz miedzygwiezdny statek, ustawiony na wysokiej kamiennej wiezy na skraju Zachodniej Pustyni, drgnal, zawisnal na oslepiajacym slupie ognia i ciagnac za soba swiecaca smuge dymu, znikl w nieskonczonym przestworze nieba.

W pierwszych miesiacach lotu, poki szybkosc statku nie osiagnela gornej granicy, utrzymywalismy lacznosc z Centralnym Obserwatorium za pomoca energii promieniowania. Wiedzielismy, ze na polnocy Atlantydy szykuje sie jeszcze jedno wazne przedsiewziecie. Daleka polnoc naszego kraju lezala pod lodem. Zwarta skorupa lodowa rozciagala sie hen na zachod i wschod, zajmujac przestrzen wielokrotnie wieksza od calej Atlantydy. Czesto wialy stad mrozne huragany, od ktorych wymarzaly nasze sady i zasiewy. Postanowiono zniszczyc lod przy uzyciu tejze energii, ktora pedzila naprzod nasz statek miedzygwiezdny. Wprawdzie niektorzy kaplani sprzeciwiali sie temu projektowi, w obawie, ze wyzwolona energia moze nie tylko stopic lody, ale i zbudzic sily drzemiace w glebi planety. Bali sie trzesien ziemi, wybuchow wulkanow, zaglady miast. I nie pomylili sie.

Ostatnia wiadomosc, jaka wiazka promieni przekazala na nasz miedzygwiezdny statek, byla tragiczna. Ledwie na dalekiej polnocy zagrzmialy potezne eksplozje, a juz cala Atlantyda targnely potworne trzesienia ziemi. W gorach przebudzily sie dawno wygasle wulkany. Obok nich powstawaly nowe. Rzeki rozpalonej lawy plynely ku rowninom i zburzonym miastom. „Morze zalewa poludniowo-zachodnia prowincje”

— tak brzmialo ostatnie zdanie, jakie dotarlo do nas z ginacej ojczyzny.

Вы читаете Ostatni z Atlantydy
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату