pomalowany na pogodny szarozielony kolor. Domyslalem sie, ze tutaj umeblowanie szlo w parze z ranga, ale outsiderowi trudno bylo sie zorientowac, jakie wrazenie powinien wywierac duzy, ale podniszczony dywan, wyraznie prywatny abazur czy skorzane krzesla z miedzianymi okuciami. Zeby zwracac uwage na takie rzeczy, trzeba bylo byc kims stad.

Rozmyslalem nad praca pulkownika Becketta. Odnioslem wrazenie, ze jest na emeryturze, prawdopodobnie na pelnej rencie, wygladal przeciez na czlowieka o slabym zdrowiu, i oto okazalo sie, ze ma ciagle posadke w Ministerstwie Obrony.

October powiedzial mi, ze w czasie wojny Beckett byl czyms w rodzaju oficera zaopatrzeniowego, ktory nie przysylal nigdy calego transportu lewych butow czy zlej amunicji. Oficer zaopatrzeniowy. Mnie zaopatrzyl w Sparking Pluga i material prowadzacy do Adamsa i Humbera. Mial wystarczajace wplywy w armii, by pospiesznie posadzic jedenastu uczniow szkoly oficerskiej do przekopywania sie przez historie nieznanych koni wyscigowych. W co – zastanawialem sie – zaopatrywal major Beckett aktualnie, w normalnych okolicznosciach?

Nagle przypomnialem sobie wypowiedz Octobra: „Myslelismy o tym, by podstawic stajennego”, nie powiedzial „ja myslalem”, ale „myslelismy”. I w jakis sposob bylem teraz zupelnie pewny, ze to Beckett, a nie October podsunal ten plan. To takze tiumaczylo, dlaczego October odczul taka ulge, kiedy Beckett zaaprobowal mnie podczas pierwszego spotkania.

W czasie gdy oddawalem sie takim spokojnym rozmyslaniom, obserwowalem dwa golebie na parapecie okna i czekalem, by pozegnac sie z czlowiekiem, ktorego sztabowe przygotowania zapewnily sukces calemu pomyslowi.

Do pokoju zapukala i weszla ladna mloda kobieta niosac tace, na ktorej stal dzbanek z kawa, dzbanuszek ze smietanka, jasnozielona filizanka i spodek. Usmiechnalem sie, a ona zapytala, czy mam jeszcze jakies zyczenia; uslyszawszy, ze nie mam, oddalila sie z gracja.

Coraz lepiej radzilem sobie lewa reka. Nalalem do filizanki kawy i pilem ja bez smietanki, rozkoszujac sie blogim smakiem.

Migawki z ostatnich kilku dni przesuwaly sie leniwie w moich myslach.

Cztery noce i trzy dni w celi aresztu, spedzone na probie pogodzenia sie z faktem, ze naprawde zabilem Adamsa. Dziwne, choc wielokrotnie myslalem, ze moge zostac zabity, ani razu nie przyszlo mi do glowy, ze sam moglbym zabic. Na to, podobnie jak na wiele innych rzeczy, bylem calkowicie nieprzygotowany, jednak spowodowanie smierci innego czlowieka, chocby nie wiem jak na nia zaslugiwal, wymagalo jakiegos dojscia do ladu z soba.

Cztery noce i trzy dni stopniowego odkrywania, ze nawet kolejne upodlenia dawaly sie wytrzymac, jesli przyjmowalo sieje spokojnie. Odczuwalem niemal wdziecznosc dla rudego policjanta za jego rady.

Pierwszego ranka, po tym jak sedzia uznal, ze mam zostac tu, gdzie jestem, przez siedem dni, przyszedl lekarz policyjny i kazal mi sie rozebrac. Nie moglem tego zrobic, wiec musial mi pomoc. Obojetnie przygladal sie dzielu Adamsa i Humbera, zadal mi kilka pytan, obejrzal prawa reke, ktora byla sinoczarna od nadgarstka az powyzej lokcia. Mimo ochronnej warstwy, zlozonej z dwoch swetrow i kurtki skorzanej, w miejscu, gdzie wyladowala noga krzesla, skora byla przecieta. Lekarz pomogl mi sie ubrac i wyszedl. Nie pytalem go o opinie, sam nic mi nie powiedzial.

Przez wieksza czesc tych czterech nocy i dni po prostu czekalem, godzina za godzina, w milczeniu. Myslac o Adamsie, zywym i umarlym. Niepokojac sie o Humbera. Myslac o tym, jak inaczej moglem rozwiazac sprawe. Oswajajac sie z mysla, ze jednak moge nie wyjsc bez procesu… a nawet w ogole nie wyjsc. Czekajac az przestana mnie bolec potluczenia i nie mogac znalezc wygodnej pozycji na betonie. Liczac ilosc cegiel od podlogi do sufitu i mnozac ja przez dlugosc scian (minus drzwi i okno). Myslac o mojej stadninie, o moich siostrach, o braciszku i reszcie mojego zycia.

W poniedzialek rano rozleglo sie znane mi juz brzeczenie otwieranych z klucza drzwi, ale kiedy sie otworzyly, nie stanal w nich jak zazwyczaj policjant w mundurze, ale October.

Stalem oparty o sciane. Nie widzialem Octobra przez trzy miesiace. Przygladal mi sie przez dluzsza chwile i najwyrazniej moj bardzo obszarpany wyglad byl dla niego szokiem.

– Daniel – powiedzial. Jego glos byl niski i gruby.

Nie odczuwalem potrzeby wspolczucia. Wsadzilem lewy kciuk do kieszeni, przybralem postawe wyprostowana i wyszczerzylem zeby.

– Witaj, Edward.

Twarz Octobra rozjasnila sie, rozesmial sie.

– Widze, ze jestes cholernie twardy – powiedzial. No coz… moze lepiej nie wyprowadzac go z bledu.

– Czy moglbys uzyc swoich wplywow i zalatwic mi kapiel?

– Mozesz miec wszystko, co chcesz, jak tylko stad wyjdziesz.

– Wyjde? Na dobre?

– Na dobre – skinal glowa. – Umarzaja sprawe. Nie zdolalem ukryc ulgi.

October usmiechnal sie sardonicznie:

– Uwazaja, ze szkoda pieniedzy na twoj proces. Mozesz byc pewien calkowitego uniewinnienia. Usprawiedliwione zabojstwo, calkiem legalne.

– Nie przypuszczalem, ze mi wierza.

– Wszystko sprawdzili. To, co powiedziales im we czwartek, jest teraz wersja oficjalna.

– Czy Humber…?

– Wczoraj odzyskal przytomnosc, zdaje sie. Ale podobno nie moze jeszcze odpowiadac na pytania. Czy policja nie powiedziala ci, ze nie grozi mu niebezpieczenstwo?

Potrzasnalem glowa.

– Oni tu nie sa bardzo rozmowni. A jak Elinor?

– Juz dobrze. Jest tylko troche oslabiona.

– Przykro mi, ze zostala w to wciagnieta. To moja wina.

– Alez, chlopie, to wylacznie jej wina – zaprotestowal. – Daniel… chodzi o Patty… i to, co ci powiedzialem.

– Do licha – przerwalem mu. – To bylo tak dawno. Czy kiedy mowiles o wyjsciu, to miales na mysli teraz, w tej chwili?

– Jak najbardziej.

– To nie tkwijmy tu dluzej. Jesli nie masz nic przeciwko temu. October rozejrzal sie po celi i drgnal. Napotkawszy moj wzrok rzekl przepraszajaco:

– Nie przewidywalem takich rzeczy.

– Ani ja – usmiechnalem sie blado.

Pojechalismy do Londynu, najpierw samochodem do Newcastle, a dalej pociagiem. Ze wzgledu na to, ze zatrzymano nas dluzej w komisariacie przy omawianiu szczegolow dotyczacych mojego stawienia sie na urzedowe dochodzenie przyczyny zgonu Adamsa, wszelkie ablucje pociagnelyby za soba spoznienie sie na pociag ekspresowy Flying Scotchman, w ktorym October zarezerwowal miejsca. Pojechalem wiec tak, jak stalem.

Do wagonu restauracyjnego October wszedl pierwszy, ale kiedy mialem usiasc naprzeciwko niego, kelner zlapal mnie za lokcie.

– Hej, ty – krzyknal ostro – zmiataj. Tylko dla pasazerow pierwszej klasy.

– Mam bilet pierwszej klasy – powiedzialem cicho.

– Cos podobnego! Moze zobaczymy?

Wyciagnalem z kieszeni kawalek bialego kartoniku. Kelner pociagnal nosem i wskazal mi miejsce naprzeciwko Octobra.

– No dobrze. Jezeli bedzie sie naprzykrzal, prosze pana – zwrocil sie do Octobra – prosze mi powiedziec, a zaraz go wyrzuce, z biletem czy bez.

Odszedl kolyszac sie zgodnie z ruchem pociagu.

Nie trzeba chyba podkreslac, ze wszyscy w restauracyjnym wagonie obrocili sie w nasza strone, zeby dokladnie przyjrzec sie awanturze. Usmiechajac sie usiadlem naprzeciwko Octobra. Wygladal na bardzo zazenowanego.

– Nie przejmuj sie z mojego powodu – powiedzialem. – Jestem do tego przyzwyczajony. – I nagle zdalem sobie sprawe, ze rzeczywiscie jestem w koncu do tego przyzwyczajony i ze tego typu traktowanie nigdy juz nie bedzie dla mnie problemem. – Ale jesli wolisz raczej udawac, ze mnie nie znasz, to nie krepuj sie… – Wzialem do reki karte.

Вы читаете Dreszcz
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату