plaszczyc, bedzie sie teraz musial plaszczyc przed innymi. – W jednym z pobliskich domow zorganizowano mu specjalne biuro, z bezposrednim polaczeniem z ministrem spraw wewnetrznych. Nieszczesny facet przez caly dzien gania tam co pol godziny.
– Eee… a zatem chodzmy poszukac odpowiednich kombinezonow – zaproponowal Brinkley, chcac jak najszybciej powrocic do swojej pracy. Prowadzil ich przez plac w kierunku ulicy. – Domyslam sie, ze to pan Bishop i Edith Metlock – powiedzial, zwolniwszy nieco kroku, aby pozostali mogli za nim nadazyc. – Slyszalem o tym, co wydarzylo sie trzy tygodnie temu. Mam wrazenie, ze zbyt pospiesznie to bylo zorganizowane.
Peck spojrzal na Bishopa i wzniosl oczy ku gorze.
– Ale – kontynuowal zywo naukowiec – to juz sie dzisiaj nie powtorzy. Moge przysiac, ze znalezlismy rozwiazanie. To wszystko jest naprawde bardzo proste, ale zawsze na to wychodzi, gdy znajdzie sie wlasciwe podejscie.
Bishop, sluchajac paplaniny Brinkleya, rozgladal sie w poszukiwaniu Jessiki, az spostrzegl ja, idaca ku nim chodnikiem. Pomachal do niej i Jessica przyspieszyla kroku.
– No, jestesmy na miejscu.
Brinkley zatrzymal sie obok duzej, szarej ciezarowki z odkrytym tylem. W srodku zobaczyli polki wypelnione bialymi kombinezonami. Brinkley wszedl, sprawdzil na polkach numeracje. Wkrotce wrocil z odpowiednimi rozmiarami.
– Sa dosc luzne i bardzo lekkie, mozecie je wlozyc na normalne ubranie. Oddzielnie helmy, na szczescie nie sa ciezkie. No i w ten sposob swiatlo bedzie sie od was po prostu odbijalo.
Usmiechnal sie czarujaco, nastepnie spojrzal na medium i niezadowolony zmarszczyl brwi.
– A to klopot, pani ma spodnice. No, nic nie szkodzi, moze sie pani przebrac w jednym z okolicznych domow, wszystkie sa puste.
Dolaczyla do nich Jessica, i Peck zauwazyl, ze stanela bardzo blisko Bishopa, niemal opierajac sie o niego. Ucieszylo go to, wiedzial, jak ciezkie przejscia maja za soba oboje; moze beda potrafili pocieszyc sie nawzajem. Martwil sie jednak o Edith; wydawala sie zagubiona, niespokojna.
– Dobrze sie pani czuje, pani Metlock? – spytal. – Troche pani zbladla.
– Ja… ja nie wiem. Nie jestem pewna, czy bede mogla wam dzisiaj pomoc.
Wbila wzrok w chodnik, unikajac ich spojrzenia. Jessica podeszla do niej.
– Musisz sprobowac, Edith – poprosila lagodnie. – Ze wzgledu na mojego ojca musisz sprobowac.
Edith Metlock ze lzami w oczach popatrzyla na Jessike.
– Ale go tam nie ma, Jessico. Nie rozumiesz? On odszedl, nie moge do niego dotrzec. Czuje pustke. Brinkley byl zaklopotany.
– Obawiam sie, ze nie mamy wiele czasu. Czy mogliby panstwo wlozyc te kombinezony? Mam mnostwo roboty w sztabie operacyjnym, wiec jesli panstwo wybacza…?
– Niech pan idzie – rzucil Peck. – Przyprowadze ich, kiedy beda gotowi.
Ponownie zwrocil sie do medium. Jego glos brzmial stanowczo.
– Wiem, ze pani sie boi, pani Metlock, ale oni prosza, zeby pani zrobila to, co zawodowo robi pani od lat.
– To nie strach…
– Dobrze, moze to kwestia wyczerpania. Wszyscy – jestesmy cholernie zmeczeni. W ciagu ostatnich tygodni stracilem wielu wspanialych ludzi, dwoch z nich zginelo w pani obronie, i nie chce stracic ich wiecej. Moze to wszystko nie ma sensu, nie wiem, nie do mnie nalezy ocena, ale oni… – pokazal reka plac – widza w pani jedyna nadzieje. Ostatnio bylem swiadkiem zdarzen, ktore kiedys wydawaly mi sie nieprawdopodobne, wiec moze i w tym cos jest. Chodzi o to, ze musimy sprobowac wszystkiego, a wy oboje, pani i Bishop, jestescie wlasnie tym wszystkim. Prosze nam zatem pomoc i wlozyc ten smieszny stroj kosmonauty.
Jessica wziela medium za reke.
– Pomoge ci, Edith – powiedziala.
Edith Metlock spojrzala na Bishopa z blagalnym i pelnym bezradnosci wyrazem twarzy, ale on odwrocil glowe. – Idz z Jessika, Edith – powiedzial.
Obie kobiety odeszly, Jessica prowadzila medium pod reke niczym stara zmeczona zyciem kobiete. Bishop z trudem wciagnal kombinezon, zdumiony, ze mimo lichego wygladu byl taki mocny. Na plecach zwisal mu helm ze sztywna ciemna oslona, ktory mozna bylo zakladac jak kaptur; oslone zapinalo sie na dwie klamerki po bokach. Rekawy zakonczone byly obcislymi rekawicami, sciagnietymi w nadgarstkach guma, w ten sam sposob zabezpieczono stopy. Bishop zasunal suwak prawie do piersi i spojrzal na zasepionego Pecka.
– Bishop – zaczal inspektor, po czym umilkl niezdecydowany.
Bishop pytajaco uniosl brwi. Peck spojrzal niespokojnie.
– Uwazaj na siebie.
Usiedli obok siebie, przed nimi byly olbrzymie, kwadratowe swiatla, martwe, lecz grozne. Dwie samotne, bialo ubrane postacie najbardziej rzucaly sie w oczy wsrod kolumn sprzetu technicznego, broni i ludzi. Bali sie, ci wokol nich tez sie bali, napiecie stale roslo, porazajac stopniowo ich wszystkich. Slonce schowalo sie juz godzine temu, ostatnie promienie przyslonily ciemne chmury, ktore pojawily sie na horyzoncie. Teren oswietlaly teraz tylko przycmione swiatla. Ludzi, stojacych wokol placu, oslanialy metalowe ekrany, mieli na sobie specjalne okulary ochronne, nadajace im zlowieszczy i obojetny wyglad; niektorzy byli wyposazeni w helmy ochronne i rekawice. Stali i czekali, tak jak przez trzy poprzednie noce, ale czuli, ze tym razem jest inaczej. Teraz kazdy z nich spogladal od czasu do czasu w niebo, zdejmujac ciemne okulary, by dlugo przygladac sie olowianym, sklebionym chmurom, zanim ponownie skierowal swa uwage na dwie postacie, siedzace przed glebokim wykopem. Kazdego z nich przenikal dziwny wewnetrzny dreszcz, ktory przechodzil z czlowieka na czlowieka, z umyslu na umysl, niczym infekcja przenoszona przez ich wlasne mysli. Nawet naukowcy i inzynierowie, siedzacy wewnatrz metalowego baraku, otoczeni skonstruowana przez siebie aparatura, czuli sie dziwnie niespokojni. Marinkerowi zaschlo w gardle i mial wilgotne dlonie. Sicklemore przez caly czas chrzakal i postukiwal noga. Brinkley bez przerwy mrugal oczami.
Na zewnatrz, za ekranem, Peck nerwowo pobrzekiwal monetami w kieszeni spodni, a stojaca obok niego Jessica zagryzala dolna warge, na ktorej jej zeby zostawialy glebokie slady. Mijaly minuty, ucichly juz wszystkie rozmowy; jesli ktos sie odezwal, to tylko szeptem, nieco glosniejszym od szumu generatorow. Robilo sie coraz chlodniej. Okulary potegowaly ciemnosc nocy.
Bishop z trudem mogl zebrac mysli. Probowal sobie przypomniec – jak to juz niegdys czynil – dzien, kiedy przybyl do Beechwood po raz pierwszy, okropny widok, ktory ujrzal. Wszystko bylo zamazane, mgliste i odlegle jak sen, w ktorym niczego nie mozna wyraznie uchwycic. Spojrzal na siedzaca obok Edith, lecz jej rysy za przyciemniona oslona byly ledwo widoczne. Zobaczyl tylko, ze mocno sciskala zlozone na kolanach rece.
– Nie moge myslec, Edith. Nie wiem dlaczego, ale wszystko jest takie niewyrazne.
Przez chwile sie nie odzywala. Pozniej odwrocila do niego glowe.
– Nawet nie probuj, Chris. Niech nic nie maci twojego umyslu. Jezeli Ciemnosc jest tym, czym sadzimy, to sama znajdzie droge. Nie musisz jej prowadzic.
– Czy ty… czy ty cos odczuwasz?
– Widze twarz Jacoba, ale nie czuje jego obecnosci, nic nie czuje, Chris, tylko pustke.
– Czy on naprawde wierzyl…? Medium odwrocilo sie.
– Nic wiecej nie wiem. Ze wszystkich ludzi, ktorych kiedykolwiek znalam, Jacob mial najwieksza zdolnosc postrzegania; nawet wieksza niz Boris Pryszlak.
– Znalas Pryszlaka?
Ciemna przyslona dodawala Edith tajemniczosci.
– Kiedys bylam jego kochanka.
Bishopowi odjelo mowe ze zdumienia. Dopiero po chwili wydusil z siebie:
– Jego kochanka? Nie rozumiem…
– To bylo dawno, tak dawno. Dwadziescia lat temu, a moze wiecej. Tak dawno, ze nie moge uwierzyc, iz to sie naprawde stalo. Czasami wydaje mi sie, ze znalam kobiete, ktora z nim spala, ale nie pamietam jej twarzy ani imienia. Wiesz, Boris Pryszlak byl zadziwiajacym mezczyzna, nikczemnym i przez to atrakcyjnym. Czy mozesz zrozumiec, Chris, w jaki sposob nikczemnosc moze byc atrakcyjna?
Bishop nie odpowiedzial.
– Boris fascynowal mnie. Na poczatku nie widzialam jego zepsucia, zdeprawowania, ktore nie bylo po prostu jego czescia – bylo jego istota, nim samym. To on odkryl moja sile jako medium, to on zachecal mnie, abym