Rozdzial 22
Tego wieczoru Rachel czekala na Jessie w kuchni. Kate poszla juz spac, Chase byl w swoim pokoju, a Billy w lozku.
Jessie wrocila pozno. Umyla sie w stajni, ale ubranie miala brudne. Zanim weszla do kuchni, otrzepala kapeluszem kurz ze spodni. Na widok Rachel, siedzacej przy stole, zrobila ponura mine.
– Grzeje dla ciebie kolacje. Jessie popatrzyla spod oka.
– Nie jestem glodna.
– Juz jadlas?
– Nie.
– W takim razie siadaj – rzekla Rachel twardo. – Chce z toba porozmawiac.
Podala corce posilek, a ona nie odezwala sie ani slowem. Byla za bardzo glodna i zmeczona na klotnie.
Przysunela sobie krzeslo i usiadla na nim okrakiem, jak na siodle. Reke oparla niedbale na poreczy.
– Robisz to po to, aby wyprowadzic mnie z rownowagi?
– Co?
– Siadasz w ten sposob.
– Co w tym zlego? – spytala z niewinna mina.
– Skoro o tym mowa, chyba przydaloby ci sie pare lekcji dobrych manier.
– Od kogo? Od ciebie?
W jej glosie zabrzmiala tak gorzka drwina, ze Rachel na chwile stracila mowe.
– Uwazasz, ze to odpowiednie zachowanie dla mlodej kobiety?
– Co za roznica? – odparowala Jessie. – Zyje we wlasnym swiecie. Nie utrzymuje kontaktow towarzyskich.
– Nie jestes sama – powiedziala Rachel. – Masz goscia. Jak sadzisz, co tak bywaly dzentelmen jak pan Summers mysli o twoich manierach?
– A co to mnie obchodzi, u dia…
– Jessico!
– Nie dbam o jego opinie. Nie zapomnialam jednak pierwszych osmiu lat mego zycia. Jesli sytuacja tego wymaga, potrafie sie odpowiednio zachowac.
– W takim razie dlaczego nie wykorzystujesz tych umiejetnosci? – spytala Rachel ze zloscia.
– By wywrzec dobre wrazenie na hazardziscie? Po co?
– Dla mnie.
Jessie nie odpowiedziala.
– Nie o tym chcialam z toba mowic – ciagnela Rachel. Dziewczyna wyprostowala sie na krzesle i zaczela jesc.
– Juz sie nagadalam.
– Poswiecisz mi jednak pare minut.
Slyszac stanowczy ton, dziewczyna uniosla brwi. Byla zdziwiona i zaciekawiona.
– ' Mow. Mam tylko nadzieje, ze to nie bedzie nudne.
– Obiecuje, ze to, co chce powiedziec, nie znudzi cie bodaj w najmniejszym stopniu. Byc moze sie ze mna nie zgodzisz, ale…
– Przejdz do rzeczy.
– Dobrze. A zatem bez owijania w bawelne: nie pojedziesz juz wiecej z wizyta do tych Indian.
Przygotowala sie psychicznie na wybuch, ale Jessie tylko patrzyla na nia tepo, jakby czekala na ciag dalszy.
– To wszystko? – spytala wreszcie.
Rachel bardzo sie zdziwila. Dziewczyna nie wszczynala awantury!
– No coz, moglabym ci wyjasnic powody swojej decyzji, gdybys chciala wysluchac argumentow. Skoro jednak zamierzasz byc rozsadna, sadze, ze nie trzeba wnikac w cala te sprawe.
– Jakakolwiek dyskusja i tak niczego by nie zmienila – odparla Jessie. – Ty mozesz sobie rozkazywac, a ja i tak zrobie, co zechce.
Rachel wyprostowala sie na krzesle. Twarz ja palila. Powinna byla przewidziec taki obrot sprawy.
– Tym razem bedziesz sie musiala zastosowac do moich polecen.
Jessie usmiechnela sie lekcewazaco.
– Naprawde?
– Owszem, jesli chcesz nadal zajmowac sie ranczem.
– Nie zadzieraj ze mna, Rachel – ostrzegla dziewczyna cicho. – Nie znasz sie na prowadzeniu rancza. A moi ludzie nie beda cie sluchac.
– Do tej pory o tym nie myslalam, ale skorzystam z pomocy z zewnatrz, jesli uznam to za konieczne.
– Moi parobcy sluchaja moich polecen.
– Twoi parobcy moga zostac zwolnieni, a ja najme nowych.
– Nie masz prawa!
– Alez mam. Jestem twoja opiekunka, jessie wpadla we wscieklosc.
– Kiedy wreszcie wbijesz sobie raz na zawsze do tej glupiej glowy, ze ojciec wyznaczyl akurat ciebie na moja opiekunke, gdyz chcial, abys miala okazje sie przekonac, co ze mna zrobil. Przywiodl cie tutaj, bo chcial zadrwic z nas obu. Wiedzial, ze tak naprawde nie jestes mi do niczego potrzebna. Juz dawno stalam sie samodzielna i niezalezna, jak mezczyzna. Tak mnie wychowal Thomas Blair.
– Jestem jednak tutaj i mam prawo zrobic to, co powiedzialam.
– Ale dlaczego?! – wrzasnela Jessie, tracac panowanie nad soba. – Co sie za tym kryje?
– W zeszlym miesiacu dwukrotnie opuscilas ranczo i nie dalas znaku zycia. Zachowujesz sie nieodpowiedzialnie, Jessico.
– Sama chyba wiesz, ze to niewystarczajacy powod -syknela Jessie. – Ranczem zajmowal sie Mike Faber, a Jeb mogl zalatwic wszelkie inne sprawy, jakie moglyby wyniknac podczas mojej nieobecnosci. Tak wiec musisz przedstawic bardziej przekonywajace argumenty.
– Wystarczy cel twojej podrozy – odparla Rachel twardo. – Az trudno uwierzyc, ze zapuscilas sie na tereny zamkniete dla bialych. Sadzilam, ze twoi Indianie to przyjaciele. Gdybym tak nie uwazala, polozylabym twoim wyprawom kres znacznie wczesniej.
– Kompletny nonsens. Sadzisz, ze moglabym tam jezdzic, gdybym nie byla mile widziana?
– Ty moze jestes mile widziana, ale inni biali nie. Nie pozwole ci sie zadawac z Indianami wrogo nastawionymi do nas wszystkich. Zreszta oni wywieraja na ciebie zly wplyw i to sie musi skonczyc.
– Coz to znowu znaczy?
– Na milosc boska, zachowywalas sie naprawde okropnie, ale, jak widac, masz za nic wszelkie konwenanse. Kapalas sie nago w rzece w obecnosci Indianina. Nigdy nie slyszalam o czyms rownie przerazajacym.
Jessie poderwala sie tak gwaltownie, ze krzeslo przesunelo sie z hurgotem. Na jej policzkach wystapily ciemne plamy, oczy rozszerzyly sie z wscieklosci.
– To ten lobuz naopowiadal ci tych wszystkich bzdur, tak?! – krzyknela. – Nagadal ci tez o Malym Jastrzebiu. Oczywiscie. Przeciez o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Prawda?
– Uspokoj sie, Jessico.
– Uspokoic sie? Z powodu bredni tego drania grozisz mi utrata rancza, a ja mam byc potulna jak baranek? Co on ci jeszcze mowil?
– To chyba wystarczy, nie sadzisz? – Rachel starala sie za wszelka cene nie podnosic glosu.